Przewrotny los
Dziś będę szczekać do Was z wielkim uśmiechem na mordce. Mam więc nadzieję, że nie wpłynie to no rozumienie mej mowy i zrozumiecie wszystko, co chcę przekazać. Chociaż w sumie to postaram się ograniczyć do merdania ogonem, a uśmiech opanuję jakoś.
Upst… jak macham ogonem to ciężej równowagę na krześle utrzymać. Ale spoko- podeprę się uszami!
No- już jest ok. Możemy zaczynać!
W moim domu zapanowała wielka radość! Jest mi teraz super cudownie- jestem wymiziana, dopieszczona i dogłaskana. I nawet z Krewetką mogę znów spać. A to wszystko dlatego, że ludzka część mojego stada jest chora. Zazwyczaj jak rodzice byli chorzy to nie było miło, bo na spacerki nie chodziliśmy i jakoś tak ogólnie na nic sił nie mieli. Tym razem jednak są chorzy tak inaczej niż zwykle. Tylko kaszlą i kichają i gubią jakieś zwierzątka z nosa, a oprócz tego to wyglądają całkiem dziarsko. Mama trzyma się najlepiej. Krewetka trochę gorzej, dzięki czemu często mnie przytula, ale już nie ma sił na targanie mnie za uszy i ogon (za co jestem wdzięczna tej chorobie). Najgorzej ma się tatuś. Lekarz powiedział mu, że coś tam w szyi mu się ostro zapaliło, w związku z czym tatuś połyka mnóstwo lekarstw i nie może głośno szczekać (co też jest dla mnie pozytywne, bo nie krzyczy na mnie, gdy coś zbroję). W sumie to nie rozumiem, czemu nie zgasił tego pożaru- wiadomo przecież, że ogień jest niebezpieczny. Ale póki nie może krzyczeć, nie zamierzam mu podsuwać dobrych pomysłów.
Dzięki pożarowi tatuś nie chodzi do pracy. Ogólnie raczej nikt nie rusza się z domu. Ja jestem wyprowadzana tylko na siusiu i to grubsze, ale nie przeszkadza mi to zupełnie, bo WSZYSCY W KOŃCU MAJĄ DLA MNIE CZAS! I jestem z tego powodu przeszczęśliwa! Wybaczę im nawet, że od zeszłego tygodnia muszę jeździć w bagażniku!
A co do bagażnika właśnie- muszę Wam wyjaśnić. Otóż- nasz czerwony potwór, który stał się ciemny, zaczął strasznie rodziców denerwować. W związku w tym postanowili poszukać sobie nowego. I znaleźli. Nowy potwór jest duży, wygodny i zupełnie nieusierściony. I właśnie z powodu braku sierści na kanapie, rodzice orzekli, że odtąd będę podróżować w bagażniku. Początkowo byłam zła i bałam się tam wejść. Jednak już podczas pierwszej jazdy odkryłam, że jest tam wygodniej niż na kanapie, a rodziców i tak cały czas widzę, bo składają dla mnie taką roletkę, która oddziela bagażnik od reszty czerwonego potwora, który stał się ciemny, a potem został zamieniony na srebrny… Jedynie jak pomyślę, że przebywam właśnie w kuprze potwora, to robi mi się jakoś nieswojo… Staram się więc o tym nie myśleć.
Widzę właśnie, że powstał mały problem z nazewnictwem naszego nowego przyjaciela. Uznajmy zatem, że w celach ułatwienia nam wszystkim- „czerwony potwór, który stał się ciemny, a potem został zamieniony na srebrny”, będzie od dziś nazywany „dużym, srebrnym potworzyskiem”.
Na tym kończę i idę się miziać z rodzicami. Bo Krewetka śpi, ale znając życie- już niedługo to potrwa!
P.S. Właśnie się obudziła
