Archive for Październik, 2011

31
Paź

Szczęśliwy golden

   Posted by: Nala    in Hauchiwum

Od moich ostatnich wyszczeków raczej nie było mi zbyt wesoło… Krewetka najpewniej zaraziła się od reszty rodzinki i też zaczęła paskudnie pocharkiwać. Początkowo myślałam, że ta mała istotka próbuje się nauczyć mojego języka. Wkrótce jednak zaczęła wyglądać jak golden po kilku kąpielach błotnych i braku wody pitnej, więc rodzice zabrali ją do weterynarza. Potem okazało się, że jest uczulona na któreś z podawanych lekarstw i było jeszcze gorzej. Wynikiem tego wszystkiego był brak jej zabaw ze mną, zmniejszenie ilości czasu poświęcanego mi przez rodziców (bo cały okupowała Krewetka) i oczywiście brak dłuższych, od tych nasiusiowych, spacerków. Utknęliśmy w domu i tylko tata wychodził do pracy i czasem na polowania, z których wracał bez smaczków dla mnie, bo jakoś tak nie w głowie mu teraz one były… Ale nic to- przetrwaliśmy, a teraz to wszystko jest mi wynagradzane!

Mały potwór wyzdrowiał, a po chorobie ma tyle niespożytej energii, że bryka niczym małe goldeniątko- wszędzie pełno jej dzikiego kupra, szaleńczych okrzyków i przedziwnych pomysłów. Z niespotykaną dotąd zawziętością poluje na mój niczego niespodziewający się ogon, kradnie mi zabawki, atakuje balonami i ma z tego dziką satysfakcję. Ja z resztą też. Tylko rodzice próbują ją stopować i pełni obaw oczekują momentu kiedy przestanie mi się to wszystko podobać. Ale spokojnie- jeszcze mi do tego daleko. Choć niespecjalnie podoba mi się to ogonopociąganie– jestem w stanie jej wybaczyć. Bo dostaję od niej tyle uwagi i czułości (tak, tak- buziaczki w czółko i drapanie za uszami są na porządku dziennym), że mogę się poświęcić w sprawach niezbyt komfortowych. A tych, w porównaniu do otrzymywanych czułości, jest stosunkowo mało.

Do tego spotyka mnie szereg niespodzianek. Przykładowo- wczoraj zostałam zabrana na wspaniałe przyjęcie. Chrześnica mamy (cokolwiek to znaczy) miała urodziny i cała nasza rodzinka popędziła złożyć jej życzenia. To były wspaniałe chwile! Małe i większe bezsierściowce głaskały mnie czule, rzucały piłeczki i inne zabawki i dokarmiały prawdziwymi przysmakami. W kuchni zawsze czekała na mnie miska wody i chwila wytchnienia od nich, ale nie korzystałam z tych wątpliwych dóbr zbyt często. Wolałam przebywać z nimi. Czułam się kochana i wyjątkowa!

Z kolei dziś znów wspaniała niespodzianka. Rodzice zabrali mnie bez słowa uprzedzenia do babci, a tam (o Szariku!) moja kochana kuzynka Luna! Wprawdzie przy naszym powitaniu nie zauważyłyśmy zbliżającej się Krewetki i tak trochę sprowadziłyśmy ją do naszego, czteroodnóżowego poziomu. Na szczęście Krewetka wiedziała, że najlepiej zakryć pysk i czekać na rodzicową odsiecz, więc przemknęłyśmy dalej nie robiąc jej krzywdy, a rodzice jakoś ją potem pozbierali i doprowadzili do porządku. Hanka nie miała do nas o to żalu (rozumie chyba, że powitania mogą być bardzo dzikie, sama często dziko wita wracającego z pracy tatę) i już wkrótce przystąpiła do wspólnych zabaw. O Lunę nie jestem zazdrosna, więc nie przeszkadzało mi, że mój mały bezsierściowiec mizia innego pieska. Trochę tylko było mi szkoda, że przez przebywanie Hanki pośród nas nie mogłyśmy się normalnie popodgryzać. Ale i tak świetnie się wybawiłyśmy.

Jutro będziemy znów u babci i dziadka i cioć i wujków i Luny. I zapewne też będzie wspaniale. Może nawet z okazji święta rodzice pozwolą mi z Luną hasać i robić zapasy? Już dawno mnie nic nie bolało, więc jest szansa… Czekam na to z niecierpliwością, a Was pozdrawiam i życzę żywotu szczęśliwego goldena. Takiego, jak mój ostatnio!

 

18
Paź

Idzie zima

   Posted by: Nala    in Hauchiwum

Poranki są przemiłe i malownicze. Chłodna bryza muska me goldenie uszy i ogon. Łapki stąpają po zabielonej, w dzień jeszcze zielonej trawie. Z pyszczka unosi się wesoła chmurka, przy wydmuchiwaniu powietrza. Błogość… Dla mnie błogość, bo bezsierściowcom jakoś tak uszy zaczęły opadać ostatnio. Chodzą skuleni i marudzą, że zimno. Zaopatrują się w grubszą sierść wymienną, a i tak nie chcą zbyt długo przebywać na pozadomiu. Większa część mojej rodziny, z dziadkami włącznie, wydaje dziwne poszczeki i twierdzi, że przemarzli. Różnokolorowe czerwone potwory sąsiadów zaczęły protestować przeciw trzymaniu ich na tym zimnie i niektóre odmawiają swoim właścicielom współpracy. Od kiedy jest z nami duże srebrne potworzysko- ten problem nas nie dotyczy. Pewnie dlatego, że potworzysko dostało domek po dawnym potworze i tam przebywa nocą. A może dlatego, że jest z nami dość krótko i boi się jeszcze postawić? A może po prostu woli pojeździć trochę, niż stać dalej, samotnie na zimnie? Nie wiem, jakie są jego powody. Najważniejsze, że tatuś się cieszy, że wreszcie nie musi się liczyć z przykrymi, porannymi niespodziankami. Ale i tak narzeka, że rano, w tym zimnie, musi iść po potwora…

Tylko Krewetka nie szczeka i nie narzeka na zimno, a jedynie z nutką zdziwienia obserwuje swoje łapki, które szybko się chłodzą od trzymania huśtawki czy grzebania w piasku. Z resztą rzadko to robi ostatnio, bo mama woli zabierać nas na spacery niż przebywać na zimnym placu zabaw. Wędrujemy więc sobie dziarsko, rzucamy patyczki, zrywamy ostatnie kwiatki, a niektórzy nawet je zjadają (ja znaczy się, choć Krewetka też próbowała). Czasem spotkamy inne pieski- wówczas ja się z nimi szybko witam, bo jak nie zdążę tego zrobić przed napaścią moich bezsierściowców, to już się do tego osobnika nie dopcham… Szczególnie zaborcza jest Krewetka- najchętniej wymiziałaby nowo poznaną istotę tak, jak mnie. Na szczęście (bo dzięki temu ja mam chwilkę na przebywanie z przybyszem)- mama nie pozwala jej na ten niecny proceder tłumacząc, że nie wszystkie pieski lubią takie mizianka, więc tulenie i ciągnięcie za uszy ma zarezerwować jedynie dla mnie. I dobrze, bo prawdę mówiąc staję się trochę zazdrosna o mojego małego bezsierściowca.

A bezsierściowiec ten jest naprawdę kochany. Mizia mnie i tuli i pilnuje na dworze, przywołując, gdy tylko zbytnio się oddalę. W domu bawi się ze mną i dzieli posiłkami. Woła mnie na swoje łóżko, żebym nie musiała spać na podłodze pod nim. Trochę tylko boi się, jak ostrzegam domowników, że ktoś pod drzwiami się kręci. Krzyczy wtedy głośniej ode mnie i pcha się mamie na kolana. W dzień nikt nie zwraca na to większej uwagi (prócz powiedzenia „Nala, nie wolno”). Gorzej, gdy się zapomnę i zacznę ostrzegać, gdy mała już śpi. Wówczas i mama i tata mają mord w oczach. A dwie mordy w ich oczach widać, jeśli Krewetka się przez to moje ostrzeganie obudzi. W sumie to trochę ich rozumiem, bo Hania śpi bardzo niespokojnie i budzi się z krzykiem, nawet jeśli w domu jest cisza- czego z resztą rodzice mają już serdecznie dość. Ale może kiedy indziej o tym napiszę. Dziś tylko dodam, że mała jest wspaniała i kocham ją jeszcze bardziej, od kiedy pokazała, że zimno jej nie straszne. Bo ja kocham właśnie taką pogodę, jak jest teraz. Taką, jaka jest, kiedy idzie zima…

Strona 1 z 11