21
Sie

Mniejsza ja

Od moich ostatnich, przepełnionych urazą kobiecej dumy wyszczeków, upłynęło trochę głodnych dni i głodnych nocy, potem normalnych dni i normalnych nocy, a na koniec parę całkiem fajnych dni i nocy. I oczywiście trochę ciałka (przypominam iż kochanego i pięknego). I wiecie co? Stała się rzecz niesłychana! Sama zaczęłam uważać, że cała ta dietka jednak była mi potrzebna…

Już nie czuję głodu. Moje wspaniałe wnętrze przestało odgrywać marsza żałobnego już trzeciego dnia. Przez chwilę zastanawiałam się czy jeszcze w ogóle tam jest. Na szczęście dało mi znak w postaci wielkiego protestu, gdy postanowiłam wbrew wszystkiemu udać się do mej ukochanej, śmietnikowej stołówki… Teraz już nie sprawdzam czy tam jest, a tylko cieszę się z nieodczuwania głodu i sił, które wstąpiły w me ciałko wraz z jego wystąpieniem ze mnie.
Łatwiej mi się wstaje rano, na łące brakuje mi jedynie skrzydeł, bym całkiem mogła czuć się jak motyl. Swoją drogą- ciekawe czy gdzieś na świecie istnieją 27-mio kilogramowe motyle? Rzecz do sprawdzenia. A poza tym chętniej się bawię z Krewetką i mam większą chęć na małe i duże czułości. I moje stawy znów patrzą na przyszłość z nadzieją! A cała moja rodzinka jest kochana jak nigdy! Nie wiem czy powiązane jest to z moim schudnięciem czy pogodą czy może rodzicowym czasem, ale jest fajnie.

Rodzice, po okresie wzmożonej pracy, remontów, przeprowadzki itd, postanowili wreszcie zwolnić. Pracują tyle ile muszą a resztę czasu starają się poświęcić nam i rozrywce. Udzielają się towarzysko, dzięki czemu jestem często miziana przez różnych bezsierściowców. Spędzamy sporo czasu na pozadomiu, co pozwala mi wciąż czuć się jak motyl. I miziają mnie i Krewetkę. I Krewetka mizia mnie. Nauczyła się już jak to robić, żeby mi się podobało i opanowała kilka komend, więc i smaczków mi się dostaje mimo odchudzania. Cieszę się z tej całej nauki, bo ona wtedy tak śmiesznie wygląda gdy podnosi swe górne odnóże i sepleni „siat” 🙂 A rodzice się cieszą, że się dogadujemy. I krewetka się cieszy, że ktoś się jej słucha. I ogólnie jest tak jakoś pociesznie. Dobrze mi ostatnio i sielsko i leniwie- no leniwie na tyle, na ile się da. A od jutra tata ma urlop i już zapowiedzieli z mamą wzmożone kontakty z naturą. Oby pogoda pozwoliła…

Pełna nadziei na słoneczko i jeziorko- szczekam donastępne Hał!

2 szczeknięć jak na razie

Kaltaa
 1 

Super! Co do pogody, też mam nadzieję, że będzie, bo my – czyli ja i mój Goldenek Ares
( trochę starszy od ciebie ), też chcemy wyjechać nad jeziorko.

Sierpień 21st, 2012 o 05:03
Borys
 2 

No to ja musze sie pochwalić, że już wiele ale to wiele razy tego lata byłem nad jeziorkiem czy raczej jeziorkami i napływałem się co nie miara. Pierwsze kontakty z wodą były pełne ciekawości i wrodzonej chyba sympatii dla wszystkiego co mokre. Dlatego nawet z pozoru niewielkie fale na pobliskim jeziorze kazały mi wycofać się z wody. Ale z czasem osmieliłem się zmotywowany różnymi zabawkami wpadającymi do wody i poczatkowa panika towarzysząca mi gdy traciłem grunt pod łapami juz niemal odeszła w niepamięć. Aaa i moja pani też sie ze mną chętnie pluska, to dopiero frajda!

Sierpień 27th, 2012 o 16:17

Szczeknij do mnie!

Imię (*)
Adres e-mail (nie będzie widoczny) (*)
URL
Treść