Kochani moi!

Na początku pragnę Was z całego serducha przeprosić, że byłam ostatnio tak nieszczekliwa! Mało mam na swoje usprawiedliwienie, bo jedynie to, że ostatnio jest gorąco, więc większość czasu spędzamy na pozadomiu. Rodzice mieli pracowite weekendy, więc Krewetka i ja przebywałyśmy wtedy u dziadków, gdzie nikt nie chciał mnie do komputerka dopuścić. A jak już jestem w domku, to Krewetka nie pozwala nikomu nic zrobić, bo zaraz pcha się na kolana i swoimi dalekozasięgowymi mackami próbuje wprowadzać własne poprawki do tekstu. Z kolei, kiedy Krewetka pójdzie spać- wszyscy padają na pyski i marzą tylko o tym, by pójść w jej ślady. Wiem, że tak małe szczególiki nie tłumaczą mojego lenistwa, ale musiałam to wyszczekać, żeby usprawiedliwić się przed samą sobą.

Dziś miałam duuużo wolnego czasu, więc postanowiłam od razu wyszczekać dlaczego go miałam. Wydarzył się dziwny wypadek, po którym mama w popłochu zapakowała Krewetkę pod pachę i wybiegła z domu, a ja na długi czas zostałam w nim samiusieńka jak ogon.

Dzisiejszy dzień zaczął się tak, jak inne dzisiejsze dni. Krewetka wstała, po czym zwaliła z łóżka mamę i mnie. Zjadłyśmy śniadanko (dziś Hania była wyjątkowo hojna i podzieliła się ze mną większością swojego posiłku), potem mama założyła im dzienne sierści wymienne i wzięła się za ogarnianie powieczornego bałaganu. Początkowo obie dzielnie jej pomagałyśmy (Krewetka wrzucała poduszki do łóżka, a ja pilnowałam kołdry, żeby nie uciekła), ale mały potwór szybko się znudził i wyszedł z pokoju. Po chwili wparował do niego z powrotem, z paszczęką zalaną krwią i odrobiną płaczopodobnych dźwięków. Mama pomyślała, że się o coś tą paszczęką uderzyła, ale po chwili jej zaświtało, że wówczas wydawane dźwięki byłyby o wiele bardziej intensywne. Ja wiedziałam o tym od razu, ale nie chciałam psuć zabawy.

Krewetka pokazywała na własną paszczękę, krzywiła się i mówiła „ble, ble”. Mama spytała, czy coś zjadła, a po usłyszeniu twierdzącej odpowiedzi zapytała co zjadła. Wówczas Krewetka zaprowadziła nas do przedpokoju i wskazała coś leżącego na podłodze. Mama spojrzała, po czym z przerażoną miną chwyciła Krewetkę pod pachę, zaniosła do łazienki, wyszorowała jej zewnętrze i wnętrze paszczęki, w międzyczasie usunęła resztki tego czegoś z podłogi, po czym chwyciła za telefon.  Teraz to ja byłam całkiem zdezorientowana, aż w końcu usłyszałam jak mówi „leć szybko do lekarza i pytaj co zrobić, gdy dziecko przegryzie kleszcza”. Już wiedziałam co się stało. Wiedziałam też, że mama rozmawia z tatą, bo on pracuje teraz w szpitalu. Zaczęłam się bać. Po chwili tata oddzwonił, po czym mama chwyciła Krewetkę i… tyle je widziałam…

Zostałam w domku sama. Bałam się, co będzie z potworem, bo wiem, że kleszcze przenoszą choróbska. Dlatego rodzice smarują mnie czymś, żeby te kleszcze mnie nie zarażały. Wiem, że mama bała się też właśnie tego czegoś, co było w mojej krwi, żeby zabijać kleszcze, a co wraz z nią (moją krwią, z przegryzionego kleszcza) dostało się teraz do wnętrza Krewetki… Bo wiecie- ten kleszcz został przyniesiony przeze mnie z łąki, wypił moją krew, po czym się odczepił i musiał leżeć na podłodze, skąd Krewetka go podniosła…To było bardzo długie przedpołudnie…

Na szczęście po jakimś czasie mama wróciła spokojna, z Krewetką i uśmiechem na pysku. Ponoć lekarz, zajmujący się różnymi takimi choróbskami powiedział, że w taki sposób nie można się zarazić żadną chorobą odkleszczową. Na truciznę też nie powinno być reakcji, bo było jej z pewnością zbyt mało, jak na taką wielką bestię. Dla pewności mamy ją obserwować do końca dnia.

Dzień chyli się ku końcowi, więc można stwierdzić, iż ten niezwykły wypadek skończył się szczęśliwie. Jesteśmy spokojni. A ja, nauczona doświadczeniem, apeluję do wszystkich psów: UWAŻAJCIE GDZIE GUBICIE SWOJE KLESZCZE! A najlepiej, to w ogóle ich nie łapcie!!!

Temat wstydliwy dzisiaj, ale jakże potrzebny. Zajmiemy się problemem robienia kupki.

Temat o tyle zaskakujący, że chciałam Wam dać rady, w jaki sposób Wy powinniście to robić- mam przecież dużo doświadczenia w tym względzie.

Etap I- postanowienie

W pewnym momencie stwierdzacie, że „Tak- to już teraz”. Rozpoczyna się więc cały, długi proces przygotowawczy do wykonania czynności.

Najpierw powinniście w czasie chodzenia po domu lekko przystawać, zwalniać i robić zamyśloną minę. To pokazuje, że już niedługo będziecie mieli zaszczyt.

Etap II- znalezienie miejsca

Nie wiem czemu Wy, ludzie, macie przyzwyczajenie robienia tego w jednym jedynym pomieszczeniu, gdy wokoło Was tyle pięknych miejsc. Jednakże rozumiem, że tradycję ciężko zmienić, więc pozostańmy przy tej toalecie.

Najpierw zacznijcie po niej chodzić w tą i z powrotem. Problemem może tu być mała powierzchnia łazienki, ale wierzę, że dacie radę.

Od czasu do czasu powinniście zrobić obrót wokół własnej osi, po czym wrócić do chodzenia.

Im bliżej „godziny zero”, tym częstsze i dłużej trwające powinny być obroty.

Zgodnie z rozporządzeniem psiego ministra ds. robienia kupek (Waldemar Twardy), obroty powinny występować z częstotliwością 4-6 obrotów co minutę.

W międzyczasie na pewno najdą Was wątpliwości, czy rzeczywiście chcecie kupkę zrobić.

Ugryźcie sobie kawałek papieru toaletowego, powąchajcie ścianę, czy poliżcie się po… ręce.

Takie czynności, jak ogólnie wiadomo pomagają w myśleniu.

Wtedy wychodzicie z toalety.

Etap III- ostateczna decyzja.

Po zrobieniu jeszcze trzech okrążeń po domu i ostatecznym przemyśleniu wszystkich plusów i minusów zrobienia kupki- wróćcie do toalety, usiądźcie na desce i poprawcie swoją pozycję ok. 8 razy. Przesuńcie się lekko w przód i w tył, w lewo i prawo. Tak- aby było Wam jak najwygodniej.

Nie żałujcie czasu na dobre usadowienie się- pamiętajcie, że jest to Wasz czas i nikomu nic do tego.

Etap IV- wychodzi

Podczas samej czynności robienia kupki koniecznie wyciągnijcie szyję jak najbardziej się da.

Zróbcie także lekki wytrzeszcz oczny, a Wasza głowa niech wykonuje ruchy lustrujące otoczenie- nigdy nie wiadomo skąd nadciągnie wróg!

Oczywiście należy wspomnieć, że jeśli uznacie, że jest Wam niewygodnie, to znów możecie się poprawić na kibelku.

Etap V- po wszystkim

Udało się- gratulacje!

Teraz należy wstać, dostojnie się odwrócić i wykonać naprzemienny wyrzut nogi lewej i prawej do tyłu, w sposób, który zagwarantuje otarcie całej podłogi za Wami.

Jest to rytuał, który pozwoli Wam zaznaczyć teren Waszej działalności na zasadzie „tu byłem/am„.

To już koniec :)

Po 38 minutach i 24 sekundach możecie wrócić do swoich obowiązków.

Cały wpis »

Tags:

Strona 12 z 130« Pierwsza...1011121314...203040...Ostatnia »
L