Archive for Czerwiec, 2009

19
Cze

Cudowne rozmnożenie

   Posted by: admin    in Hauchiwum

Cudowne rozmnożenie

Niebo znowu ciągle siusia a mu siedzimy w domku z przyjacielem leniem. Nie ma nic dziwnego w tym, że tak się u nas zadomowił, bo co to za przyjemność hasać po dworze, gdy jest niegoldenkowo-szaro, a kapiący chmurzy mocz niszczy fryzurę? Ok- uwielbiam wodę i uwielbiam błotka, ale zdecydowanie bardziej, gdy są na ziemi niż w powietrzu. Zatem oddajemy się z rodzicami zabawom w domku i kanapowaniu się z leniem. Czasem obie te czynności można połączyć i wtedy kanapujemy się z zabawkami i leniem. To chyba nasza ulubiona rozrywka, która czasem przynosi niespodziewane rezultaty, jak na przykład zaśnięcie przy tej czynności w niespotykanych nigdzie indziej pozach.

golden retriever na mamie

Innym niespodziewanym rezultatem jest cudowne, niespodziejkowe rozmnożenie jednej z moich ulubionych zabawek.  Szczekam „cudowne i niespodziejkowe”, ponieważ to rozmnożenie bardzo różniło się od wszystkich innych. Zazwyczaj rozmnażane zabawki dzieliły się na kilka mniejszych, które miały wkrótce urosnąć, ale nigdy nie zdążały, bo zawsze interweniła mama i sczepiała je z powrotem, ewentualnie wyrzucała wszystkie z domu. Wiem, że to zupełnie bezduszne zachowanie z jej strony, bo zabawki te były takie malutkie i bezbronne, a traciły dach nad głową i moją opiekę, ale co poradzić? Przecież nie sprzeciwię się wprost rodzicom, bo stwierdzą, że jestem niegrzeczna i przestaną dawać smakołyki. Co innego po cichu, ale akurat po cichu to nic nie mogłam w sprawie wyrzuconych zabawek zrobić. Cóż- czasem trzeba przygryźć fafle i żyć pod jednym dachem z okrutnikami. Ale i tak ich kocham. A wracając do cudownego rozmnożenia- w końcu udało mi się doprowadzić proces rozmnażania do końca! Pamiętacie mojego jeża? Bardzo go lubiłam, zatem już od dłuższego czasu wprowadzałam w życie plan rozmnożenia go. Wiecie- tak w tajemnicy przed rodzicami, bardzo małymi kroczkami, żeby niczego nie zauważyli. Wczoraj udało mi się! Jeż został przepołowiony, potem przetrojony, przeczworzony i przemnożony na wiele mniejszych części. Początkowo na tym cały etap się zakończył. Mama zobaczyła me dzieło, ale zamiast zabrać mi małe jeżyki- zostawiła je ze mną i wyszła z domu. Będąc osamotnionym pieskiem- leżałam przy małych jeżykach i czekałam kiedy w końcu zaczną rosnąć. Kiedy już zamierzałam się poddać- otworzyły się drzwi, do domu weszła mama, za nią tata, a tata trzymał w rękach całkiem nowego, większego i innokształtnego jeża. Juhu!- rozmnożenie się powiodło, pierwszy, ale mam nadzieję nie ostatni raz! Jestem przeszczęśliwa.

Golden Retriever z zabawką

Zastanawiam się tylko, dlaczego jeż rozmnożył się w rękach taty, a nie na moich oczach? Po krótkim namyśle stwierdziłam, że musi on być mężczyzną, tak jak całuśny wujek. W związku z tym- tak jak całuśny wujek, jest on bardzo wstydliwy i nie chciał się rozmnażać na moich oczach. W związku z tym chciałam się z niego trochę pośmiać, ale przypomniałam sobie jak mama mówiła, że nie można się śmiać z mężczyzn, bo łatwo jest zarazić ich dumę. Nie śmiałam się więc- tylko zabrałam się za zabawę z nim. Postanowiłam, że aby nie wstydzić go za bardzo- na razie nie będę go dalej rozmnażać.

15
Cze

Goście, goście!

   Posted by: admin    in Hauchiwum

Goście, goście!

I znów całkiem długo do Was nie szczekałam, tym razem jednak jestem całościowo usprawiedlona. Nadszedł bowiem długi weekend i przyniósł ze sobą wiele atrakcji. Przede wszystkim przyniósł wujka z ciocią i małym bezsierściowcem z Poznania. Jak przystało na szanującego się bezsierściowca, sięgającego trochę ponad stół- wraz z nim zawitały do naszego domu jego zabawki. A muszę przyznać, że były całkiem fajne i smaczne i łatwo się rozmnażały. Jemu chyba jednak nie podobały się te zabawy, bo chwycił moje zabawki. To z kolei nie bardzo podobało się mi, bo przecież wszyscy znają krwiożerczość małych bezsierściowców. Mój kolorowo-wielko-krzywo-twardonos gołębi, przez bezsierściowców zwany „papugą”, mógłby zbytnio ucierpieć w tej zabawie. W związku z tym postanowiliśmy bawić się zabawkami mojego taty. Teraz zabawa była świetna- odkryliśmy, że taty piłka do kosza odbija się na dywanie równie dobrze, co na podwórku. A dodatkowo zabawa nią w domku jest bardziej atrakcyjna, bo można nią celować w różne przedmioty, które tak fajnie i z hukiem się wówczas przewracają. To z kolei chyba nie podobało się mamie, bo następnego dnia schowała piłkę na szafę, a nas wyprowadziła na spacer. A wracając do wieczora, kiedy goście się pojawili- odkryłam, że nie tylko mama lubi moje buziaczki. Początkowo mało czuły wujek, wraz z upływem godzin i przezroczystej cieczy w butelce, z której co chwila tata nalewał do kieliszków- coraz częściej pozwalał mi się całować. Szkoda tylko, że następnego dnia już nie był do tego taki chętny. Wywnioskowałam  z tego zdarzenia, że mężczyźni wstydzą się okazywania uczuć, kiedy jest zbyt jasno i za dużo cieczy w butelce.

Golden Retriever portret

Kiedy wstydliwo-całuśny wujek, z ciocią i małym bezsierściowcem odjechali i zaczynałam być smutna, że znów jestem sama (to znaczy z rodzicami, ale ich mam na co dzień, więc się nie liczą)-  przyjechała babcia z dziadkiem. Znów ogromnie się ucieszyłam, bo przyjazd dziadków zawsze oznacza głaskanie i mizianie i tarmoszenie. Niestety oznacza też zabranie mi rodziców na jakiś czas i samotne pilnowanie ich posłanka, ale w związku z tym mizianiem- wybaczam. Jako zadośćuczynienie- wczoraj rodzice mnie zabrali na super spacer. Najpierw- szaleńcze hasanie po trawce. Było tam dużo kijków do rozmnażania i piesków do biegania i tarmoszenia, a także poznanych niedawno koniów. Szkoda tylko, że tym razem nie rozdawały darmowych perfum, ale przecież nie można mieć wszystkiego, prawda? Kiedy już byłam odpowiednio wyhasana- zapięli mnie na smycz i poszliśmy dalej, do miejsca, gdzie jeszcze nie byłam. Znaleźliśmy się raptem wśród wielu ławek, ułożonych w rzędy- jeden niżej od drugiego. A na samym dole- ogromna muszla, z deskami na podłodze. Z muszli tej wydobywały się różne dźwięki i światła, a w samym jej środku, na deskach stało dużo małych i dużych bezsierściowców, śmiesznie podrygujących i ruszających paszczękami. Bardzo mi się podobało, bo tata jadł lody, a mama i ja gofry. Usłyszałam, że jestem na swoim pierwszym koncercie i poczułam z tego względu wielką dumę, mimo iż nie mam zielonego, ani żadnego innego pojęcia, co to jes ten „koncert”.W sumie to ten koncert bardzo mi się podobał, choć dźwięki i światła były trochę denerwujące i bez nich koncert byłby z pewnością lepszy. Ale już przyzwyczaiłam się do faktu, że bezsierściowcy lubią utrudniać sobie życie.

Pozdrawiam i do następnego!

Strona 2 z 3123