Archive for Czerwiec, 2009

9
Cze

Strona- BACH!!

   Posted by: admin    in Hauchiwum

Strona- BACH!!

Jeśli próbowaliście odwiedzić mnie wczoraj, to na pewno wiecie, że było to niemożliwe. Bardzo się przestraszyłam, kiedy odkryłam, że nawet ja z nieznanej przyczyny nie mogę się odwiedzić. Narobiłam wrzasku w domu, aż tata postanowił ruszyć swój kuperek i interweniować w tej sprawie. No i zinterweniował. Jak widzicie- wszystko znów śmiga jak Golden w wysokiej trawie, czyli tak jak powinno. Chętnie napisałabym Wam czemu wcześniej nie działało, bo tata wszystko mi i mamie wytłumaczył. Jednakże, gdybyście widzieli nasze miny podczas tego tłumaczenia, to nie mielibyście złudnej nadziei, że któraś z nas będzie w stanie to przekazać dalej. Bo nie jesteśmy… W każdym razie nasz komputerek się zaraził i zarazki przekazał mojemu pamiętniczkowi, który w efekcie bardzo się rozchorował i musiał poleżeć w łóżeczku. Ciekawe tylko skąd się wzięły te zarazki? Pewnie od rodziców, bo ostatnio kichają i biorą dziwne tabletki. Oby tylko mnie nie zarazkowali, bo kto wtedy będzie się nimi opiekował?

Golden Retriever i zepsuta strona

Tata w każdym razie mówi, abyście się nie denerwowali i nie szli do doktora, bo to były zarazki, które nie potrafią zaatakować człowieka. One są wirtualizacyjne… czy jakoś tak… A dodatkowo tata mówi, że poprzez stronę Wasze komputerki też nie mogły się zarazić, ponieważ one (zarazki) nie siedziały na stronie, tylko u nas, a na stronie to miały tylko swoje coś tam, co Wam krzywdy nie mogło wyrządzić i nam też nie, ale jednak nie fajnie jest, jak w naszym domu jest ktoś obcy. W każdym razie tata naprawił. Tata jest boCHaterem! Piszę przez „ch” ponieważ tata jest duży i samo „bohaterem” nie wystarcza.

A mną ostatnio opiekowali się dziadkowie, bo rodzice zabrali mnie do nich i tam zostawili. A sami pojechali zarabiać na moje przysmaczki. Na szczęście szybko wrócili, a potem już razem byliśmy u dziadków. Harris też tam był. Stopniowo zaczynam się przyzwyczajać, że nie można go gryźć w okolicach brzuszka, a nadepnięty dziwnie piszczy. On z kolei zaczyna rozumieć, że mój ogon służy do okazywania przeze mnie radości, a nie do łapania go i wyczyniania na nim dziwnych wygibasów. Ostatnio nawet całkiem przyzwoicie mi się z nim podgryzało i tarmosiło, prawie jak z Luną. Tylko musiałam uważać, żeby nie zaciskać na jego skórze paszczęki, bo wtedy znów wydobywały się z niego dziwne dźwięki. Ale daliśmy radę i już chyba będziemy pełnoprawnymi kuzynami.

Tyle na dzisiaj. Jeśli jeszcze będą problemy z moim pamiętniczkiem- szczeknijcie mi o tym jakoś. Pozdrawiam!



3
Cze

Niespodziejki

   Posted by: admin    in Hauchiwum

Niespodziejki

Minione dni upłynęły mi wśród niespodziejek. Do tych miłych zalicza się niewątpliwie fakt, że niebo siusia coraz mniej, dzięki czemu znów chodzimy, bądź jeździmy na spacery. Osobiście- wolę chodzić, choć przyznam, że po dzikich harcach z innymi pieskami bardzo przyjemnie wsadza się kuper do czerwonego potwora, który od jakiegoś czasu jest granatowy (czytającym to tatusiom wyjaśnię, że granatowy to bardzo ciemny niebieski) i pozwolić nieść się do domku. Mama z kolei woli wsadzać swój kuper do potwora już na samym początku, bo twierdzi, że teraz szybko się męczy. Jak na moje to ona zawsze szybko się męczy, za co odpowiedzialny jest znany i mi i Wam Leń, jednak nie zamierzam przedstawiać jej moich przemyśleń.

Golden Retriever głowa

Kolejną miłą niespodziejką było to, że odwiedziła nas ostatnio ciocia Łucja. Lubię gości, bo to zawsze kolejne łapki do głaskania i mimo iż ciocia twierdzi, że piesków nie lubi- parę głasków mi się dostało. Niestety z jej pobytem wiąże się niemiła niespodziejka, bo zamiast siedzieć i mnie głaskać- ona ciągle zabierała mi gdzieś rodziców, a ja biedna musiałam zostawać w domu sama. Ale, jak mówią- nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. W ramach zadośćuczynienia pojechaliśmy wszyscy razem na długi spacerek, a tam- kolejna niespodziejka. Spotkałam psa. Ale nie byle jakiego psa. Był to najogromniejsiejszy pies, jakiego w życiu widziałam. A jak zapewne wiecie- widziałam już wiele. Ten pies był tak ogromny, że jego pani nie musiała się schylać, żeby zapiąć mu smycz, za to on pewnie musiał się schylać, żeby głową nie zahaczyć o chmurki. Był tak ogromny, że pewnie potrafiłby obsikać wiewiórkę na drzewie bez poskakiwania. Był wręcz tak wielki, że pewnie nie dosięgał do miski ustawionej na podłodze, a moja karma na miesiąc co najwyżej utknęłaby mu pomiędzy zębami. Kolos! Titanic wśród psów. Zrobione przez rodziców zdjęcia nie oddają w pełni jego ogromu, ale wiecie jak to jest: jak chcesz, żeby coś było dobrze zrobione-zrób to sam. A problem w tym, że oni nawet nie dają mi się zbliżyć do aparatu, a co dopiero wziąć go w paszczę i pościskać

ogromny pies

Dzień później kolejna atrakcja- poznałam dużo koniów, choć chwilę wcześniej zupełnie nie wiedziałam, że coś takiego istnieje. Wielkie to to było- prawie jak wspomniany pies. Ale miało jedną bardzo dużą zaletę. Rozdawało zupełnie za darmo przewspaniałe perfumy. Tak cudnej nuty przewodniej mój nosek jeszcze nie wąchał, a ciałko nie nosiło. Ochoczo więc zaczęłam je w siebie wcierać, czując się coraz bardziej powabnie i kusząco. Widziałam, że pieskom podobam się jeszcze bardziej i mam szansę na poderwanie przystojnego i odpowiedzialnego kawalera. Był nawet taki jeden, spodobał się również mamie. A że akurat go głaskała- podeszłam do nich uzbrojona w zabójczą broń– przepiękny zapach. Kawalerowi zaszkliły się oczka, zaczął przejawiać zainteresowanie, więc czaruję go dalej machając ogonkiem i kuperkiem, staram się… A tu nagle- łapie mnie tacina ręka, przypina smycz i mówi „do domu, mały smrodzie, czeka Cię długa kąpiel”… I co? Kawaler zwiał, mi mina zrzedła, perfuma po kąpieli przepadła, mi nie zostało nic… No, może rodzice mi zostali… I posłanie. I jedzonko. I zabawki i przysmaczki. I domek. I babcie z dziadkami, ciotkami, wujkami i kuzynkami. No i parę innych rzeczy. I jak tu być szczęśliwym?

Strona 3 z 3123