Sierść Golden Retrievera jest gęsta i mięciutka i… wypadająca. Wiedzą o tym właściciele goldenków i Ci, których Ci właściciele odwiedzili, oraz Ci, którzy odwiedzili właścicieli. Wiedzą o tym także właściciele samochodów, którymi jeżdżą Goldeny i nie-właściciele, których Goldeny przez przypadek spotkają na ulicy.

Jak pozbyć się psiej sierści łatwo, prosto i przyjemnie?

Możecie zapomnieć o takiej możliwości. Walka zawsze jest trudna i mozolna, a efekty nie są gwarantowane- przykro mi.

Metoda ODKURZACZOWA

Potrzebny jest nam doby odkurzacz- im lepszy, tym mniej wysiłku będziemy musieli włożyć w pracę. Metodę usprawnia zastosowania końcówki z trzepaczką, ale na znaczne ułatwienie nie liczcie. Metoda wymaga dużo cierpliwości i trzeba ją często powtarzać.

Metoda RĘKAWICZKOWA

Gumowe rękawiczki sprawdzają się wyśmienicie, zwłaszcza jeśli chodzi o tapicerkę samochodową. Psiej sierści pozbywamy się z samochodu (bądź dywanu) po nałożeniu na rękę gumowej rękawiczki. Pocieramy tą rękawiczką czyszczoną powierzchnię- sierść skłębia się i łatwo ją zdjąć i umieścić w worku. Najlepsze efekty uzyskacie, gdy rękawiczka będzie mokra, a Wy będziecie nią pocierać naprawdę długo. Metoda wymaga dużo cierpliwości i trzeba ją często powtarzać.

Metoda TAŚMOWA

Potrzebna jest nam jak najszersza taśma klejąca- może być przezroczysta, kolor nie ma oczywiście znaczenia, z wyjątkiem tego estetycznego. Rozwijamy jej kawałek i stroną z klejem dotykamy czyszczoną powierzchnię, po czym odrywamy. Krok powtarzamy obok. Po dwóch-trzech krokach wymieniamy zużyty kawałek taśmy. Klej wspaniale zbiera wszystkie włoski- klej nadaje się idealnie. Metoda wymaga dużo cierpliwości i trzeba ją często powtarzać.

Metoda GĄBKOWA

Jeśli nie mamy pod ręką rękawiczki, czy taśmy, to możemy także użyć gąbki-zmywaka. Szorstka jej strona działa na podobnej zasadzie co rękawiczka gumowa, tyle że stosujemy gąbkę. W dodatku-  na sucho. Metoda wymaga dużo cierpliwości i trzeba ją często powtarzać.

Metoda DLA WYTRWAŁYCH

Najdokładniejsza z metod, ale wymagająca bardzo dużo wolnego czasu i praktycznie nie kończąca się- wybieranie każdego pojedynczego sierścia z czyszczonej powierzchni. Sprawdza się wyłącznie na bardzo małych powierzchniach, lub jako uzupełnienie jednej z poprzednich metod. Metoda wymaga BARDZO dużo cierpliwości i trzeba ją często powtarzać.

Metoda MECHANICZNA

Są urządzenia do czyszczenia ubrań- garniturów i innych takich. Warto je wypróbować- gwarancji nie daję, ale urządzenie zawsze się przyda. Metoda wymaga dużo cierpliwości i trzeba ją często powtarzać.

Jeśli żadna z powyższych nie przypadła do gustu, to:

1. Poczekać aż zbierze się tego więcej, zgrabić i użyć do wypchania kołdry.

2. Zlizać

3. Przeprowadzić się

4. Wymienić dywan/chodniki/podłogę

Dajcie znać, czy pomógł Wam któryś ze sposobów.

Czy znacie jeszcze inne metody skutecznego pozbycia się psiej sierści? Takie sprawdzone i działające, bądź nie sprawdzone?

Świat jest ostatnio piękny, choć niezwykle gorący. Po bardzo długich siusianiach nieba, przyszedł czas na posprzątanie jego toalety. Wietrzyk i słoneczko zakręcili się tak efekciarsko, czy jakoś tak, że nawet błotniste kałuże się nie ostały. W pobliżu naszego domku nie ma skrawka wody, w którym można by schłodzić kuper, czy chociaż jedną nogę. O napiciu się nie wspominając. Na szczęście rodzice zauważyli chyba ten problem (domyślam się, że im też tego brakuje, choć nigdy nie przyłapałam ich na kałużowym chłodzeniu kuprów) i w pobliże domu wychodzę tylko na siusiu, to grubsze i szybką przebieżkę wokół bloku. Za to, gdy tylko mogą- jeździmy nad jeziorko, gdzie wciąż mozolnie ratuję patyczki, lub na podwórko do babci, gdzie pomagam dziadkowi wyrywać trawę. Wprawdzie dziadek mnie przegania, ale ja wiem, że robi to z powodu męskiej dumy, żeby się nie przyznać, że potrzebuje pomocy. Ja jak najbardziej to rozumiem, więc pomagam mu, kiedy nie widzi. Wprawdzie później nie ma zadowolonej miny, ale wiem, że w głębi serca jest mi niesamowicie wdzięczny.

Czasem też rodzice zabierają mnie na działkę do drugich dziadków, która jest niezwykle fascynująca. Jest tam pełno bliżej niezidentyfikowanych roślin, o przeróżnych kształtach, barwach i zapachach. Wszystkie ona są jednakowo smaczne i miękkie, co przy każdym mym pobycie wśród nich odkrywam na nowo. Nie rozumiem jednak, po co pomiędzy poszczególnymi połaciami roślin jest goła ziemia. Wszak nie jest ona ani ładna, ani miękka, ani do czegokolwiek przydatna. Nie rozumiem także, o co chodzi rodzicom i dziadkom, kiedy mówią: „Nala! Chodź po ścieżkach”, z tonem, jakbym miała coś zepsuć… Tak się tylko domyślam, że musi to być jakiś szczególnie znienawidzony przez nich rodzaj roślinek i chcą wykorzystać mój kuper, żeby je zniszczyć, a samemu zachować czyste sumienie… Nieładnie!

Po wszystkich tych wojażach, ratowaniach patyczków, pomaganiach dziadkom i walce ze ścieżkami- okrutnie jestem zmęczona. Do tego ten upał i brak kałuż- okropieństwo. Zaczynam zazdrościć krewetce, która na dworze przebywa w swoim wehikule, lub na łapkach rodziców, siedzi sobie w cieniu i w kuprze ma tragedię patyczków, bezsilność dziadka i chęć mordu ścieżek. Eh… Chciałabym być taką krewetką! Tyle, że jest ona tak okropnie łysa (nie ma włosów nawet na ogonku, ba- ona nie ma ogonka!!!). No i kto wtedy wykonywałby całą tą pracę? Wszyscy szybko zginęliby marnie

L