Urlop się należy, więc zamierzam go wykorzystać. Tata też wziął urlop. I tylko mama nie wzięła, bo ma Krewetkę, która jest anty-urlopowa. Ja swój urlop schowałam za posłanie, aby nikt go nie znalazł i nie zabrał. A tata chyba swój urlop zgubił, bo wrócił z pracy i powiedział, że ma urlop, ale nic nie miał w ręku… Po tacie wszystkiego można się spodziewać, więc zgubienie urlopu wcale mnie nie dziwi.

Wyjeżdżamy na trochę. Zostawiamy domek pod dobrą opieką (aby nikt mi urlopu nie ukradł) i jedziemy robić zdjęcia. Sprawa moich kąpieli (alergia) nie jest jeszcze przesądzona- zobaczymy.

Póki co dostałam identyfikator, a więc oficjalnie znów jestem mieszkańcem mojego domu. Zamierzam go zgubić pierwszego dnia, ale nie do końca specjalnie- tak po prostu wychodzi. Muszę to mieć po tacie, w genach.

Tak więc chciałam Wam powiedzieć- „Do poszczekania„! Wiem, że będziecie wyć do księżyca za mną- WRÓCĘ.

P.S. Pamiętajcie o adresówkach dla swoich piesków! Kosztują niewiele, a w razie czego mogą naprawdę pomóc. Dawniej tą funkcję spełniało wypalanie znaku właściciela na kuprze, ale tej metody raczej nie polecam- straszny smród…

Złe rzeczy się dzieją…

Zginęły wszystkie kałuże, żar leje się z nieba, a nad jeziorko jechać, biec, iść, czołgać się i turlać, ani żadnej innej formy przemieszczenia się tam uczynić nie mogę. A wszystko przez mamę. To ona jest na coś uczulona i ciągle kicha i smarka, a jak wiadomo- uczulenia są dziewiczne, czy jakoś tak. W to, że jestem dziewczyną, nikt chyba nie wątpi, zatem nic dziwnego, że matkowe uczulenie przeszło na mnie. A w zasadzie na mój kuper, jeśli mamy być dokładni. Najpierw swędziło, więc drapałam. Potem swędziło bardziej, więc wygryzałam. A potem zrobiła mi się na ogonie bezwłosa skorupa, którą zauważyli rodzice i zaciągnęli mnie do pana doktora. A tam- o zgrozo! Dwa zastrzyki w szyję i maść na ogon. I zakaz kąpieli do odwołania. No chyba, że zagoi się całkiem przed odwołaniem, to rodzice mogą zawołać pozwolenie na kąpiele. I tu pojawił się problem. Bo wiecie- w niedzielę jedziemy nad morze. Rodzice już od miesiąca powtarzają mi, że na początku lipca będę się do woli pluskać i gonić fale. A tu taka kuprowa niesprawiedliwość nastała… No cóż- miejmy nadzieję, że do niedzieli skorupa odpadnie i ukaże się spod niej moje niesamowicie przepiękne ciałko, bez śladów alergii. I rodzice pozwolą mi popływać… Od biedy zawsze mogę ich nie słuchać i wskoczyć sama. W końcu nie ma takiej siły, która utrzymałaby mnie na kuprze, gdy woda pluska z daleka, żeby przyjść się pobawić. Ale chyba byliby źli, więc muszę wymyślić inny sposób.

Może jakoś przekupię krewetkę, żeby ona przekonała rodziców do pozwolenia na kąpiele? Bo wiecie- krewetka potrafi być bardzo przekonująca, jak na swój wiek i gabaryty. Ma bowiem jeden, niezaprzeczalny atut. Mianowicie, potrafi rozedrzeć paszczękę z takim natężeniem hałasu, że rodzice szybko zrobią wszystko, co chce, byle tylko już ją zamknęła. Z tej umiejętności perswazji Kreweta korzysta chętnie i często, więc jeszcze jedna rzecz do uzyskania od rodziców, nie powinna jej sprawić różnicy. Szczególnie, jeśli pomyśli, że robi niesamowitą przysługę starszej siostrze, która poświęca się dla niej już ponad pięć miesięcy. Przede wszystkim tym, że bez walki podzieliła się z nią rodzicami, a także pozwala wyrywać sobie sierść z kupra (bo przecież rozumie, że krewetka jest tak okropnie nieusierściona i z pewnością jest jej przez to zimno). Trzeba jeszcze wspomnieć na inne moje poświęcenia dla niej, jak na przykład czyszczenie jej rąk i pyska własnym językiem, żeby nie musiała się smrodzić tym paskudnym mydłem. Albo pomaganie w jedzeniu tych niedobrych zupek, deserków i kaszek o podejrzanej konsystencji, smaku i zapachu… Tak- myślę, że za to wszystko, co dla niej robię, powinna się teraz odwdzięczyć! Idę więc z nią o tym poszczekać. Życzcie mi powodzenia. I zachowania większości sierści po tej rozmowie

L