Po porcji mobilizacji od Kasi i Luny, a przed zasiądnięciem do stukania pazurkami w klawiaturę- zauważyłam ze smutkiem, że w tym roku szczekam do Was raz na dwa miesiące. To zdecydowanie mniej, niż bym chciała i obecny stan rzeczy zdecydowanie mi się nie podoba. Nie mogę jednak obiecać ani sobie, ani tym bardziej Wam, że się poprawię i będę szczekać częściej. Dość dużą część każdego dnia spędzamy z Krewetką u Babci, zaś po powrocie do domku rodzice mają jeszcze miliardy tysięcy setków rzeczy do zrobienia (w tym mizianie nas) i jakoś tak nie znajdują już czasu na dopuszczenie mnie do komputerka. Nie zanosi się na zmianę tego stanu rzeczy, tym bardziej od kiedy rodzice rozpoczęli tegoroczne weekendowe wyjazdy na wycie

Ale nie martwcie się o nas- jesteśmy zadbane, dopilnowane i wymiziane, a rodzice uśmiechnięci, mimo iż często na pyski padają. Dzieje się u nas jak najbardziej pozytywnie. Wspomniane we wcześniejszych wyszczekach lodowce wreszcie ustąpiły miejsca wodzie płynącej i bujnej trawie. Jest cieplutko, przeważnie słonecznie, więc dzieci wielkimi stadami wybiegają bawić się na podwórko. I to jest właśnie najcudowniejsze w ciepłych porach roku! Bo wiecie- namierzacie sobie takie stadko, wpadacie pełnym kłusem w jego centrum, potem jeszcze mały drifcik, fikołek- i już leżycie podwoziem do góry, a całe stado małych rączek Was mizia! Cudowne uczucie! Przyznałam się ostatnio mamie, że na początku bałam się tak robić, bo nie wiedziałam, czy te spragnione głaskania goldenka istoty nie zagłaszczą mnie całkiem. A mama, zamiast zrozumieć moje obawy i poklepać pokrzepiająco po pleckach, oznajmiła, że to raczej ja musiałam w pierwszym momencie wywołać u tych dzieci strach. Poczułam się  urażona. Czy w mamy oczach wyglądam na krwiożerczą bestię, czy co? Kiedy walnęłam focha, mama starała się mnie udobruchać mówiąc, że jestem duża i to dlatego niektórzy mogą się mnie bać. Foch mi przeszedł (bo rodzice nigdy świadomie nas nie oszukują), ale w takim razie zaczynam wątpić w swoje zrozumienie zachowań bezsierściowców. Ze co?- jak coś jest duże, to trzeba się tego bać? Jakoś nikt nie boi się dużych domów czy samochodów i większość bezsierściowców chciałaby je mieć. Nie zauważyłam również, aby ktoś bał się mojego tatusia. A jest dużo ode mnie większy. Choć, jakby tak głębiej nad tym pomyśleć, to tata nie driftuje w grupkę roześmianych bezsierściowców i nie ląduje podwoziem do góry tuż pod ich nogami… Hmmm….

No nic- nad problemem wielkości jeszcze się zastanawię. Kiedyś… A teraz zdradzę Wam dobrą nowinę- moja Krewetka dorasta! Właśnie dostała się do przedszkola i od września będzie tam codziennie chodzić. Bardzo się cieszę, bo będzie mogła się sporo nauczyć i bawić z małymi bezsierściowcami. A z drugiej strony bardzo jej zazdroszczę, bo będzie mogła się sporo nauczyć i bawić z małymi bezsierściowcami. No i jak jeszcze ona mnie zostawi, to już całkiem będę przez pół dnia bezrodzinna… Od kiedy rodzice tak dużo pracują, byłyśmy my dwie kontra reszta wszechświata. Niedługo to się zmieni i boję się, że bardzo będzie mi jej brakować. Nawet nie sądziłam, że mogę tak pokochać to małe, wredne, ciągnące mnie kiedyś za ogon coś. Tą moją małą Hanię… I już taką dużą, że śladem rodziców będzie opuszczać stado na pół dnia. Eh… Aż się łezka w oku zakręciła…

Na szczęście pozostaje nam całe lato hasania. I tym optymistycznym akcentem zakończę me dzisiejsze wyszczeki. Trzymajcie się cieplutko i niech Wasze krewetki nie dorastają tak szybko!

Chciałabym Wam serdecznie podziękować, bo gdyby nie Wy, to nie wiem kiedy zostałabym dopuszczona do komputerka. Ale dopuszczona zostałam, więc z wiatrotwórczym machaniem ogonka zasiadam do relacji.

Zacznę od tego, że uwielbiam zimę. Ten przyjemny chłodek i proszący się o podgryzanie lód i kulki śniegu rzucane w powietrze, bym mogła je łapać, czy to przez Krewetkę czy rodziców. Ale, na Szarika!, ile to może trwać?!? Już te zimowe rozrywki ostro zaczynają mnie nudzić. Marzę o zatopieniu mojego rozgrzanego od zabaw futerka w chłodnych wodach jeziorka. I pomijam fakt, że jest na to zbyt zimno i rodzice z pewnością by na to nie przestali. To jest po prostu niemożliwe, bo jeziorko wciąż jest zbrylone! I to tak całkiem, do dna i jeszcze trochę! Zastanawiam się nieraz ile goldenków i innych psiaków musiałoby chuchać i ziać na te lodowce, żeby się rozpuściły, ale zawsze dochodzę do wniosku, że chyba nie umiem liczyć do tylu. I to wcale nie jest wina tego, że umiem liczyć do czterech, bo tyle mam nóg, a wiadomo, że więcej matematyki psom nie potrzeba. Szczególnie, jeśli te psy to suczki i to tak słodkie jak ja!… Tak więc- niech nastanie wiosna- taka ciepła i radosna. Bo tego właśnie wszyscy potrzebujemy.

Słoneczko coraz częściej i dłużej ukazuje nam swe oblicze, co cieszy i napawa optymizmem. Niestety rodzice, a w szczególności mama, przebąkują coś o wiosennym przesiłowaniu, czy jakoś tak i wcale nie są bardziej skorzy do zabaw niż wcześniej. Choć, fakt- faktem, częściej się śmieją i są mili i miziają nas kiedy popadnie. Ale wciąż brakuje nam czasu na rodzinne lenistwa. Mama nadal pracuje w pracy i w domu i nie widać by coś miało się zmienić. Tata nadal pracuje w pracy i w domu i są widoki na zmiany. Tyle, że na gorsze, bo w pracy pozadomowej został niedawno kierowcą czy kierownicą czy czymś innym do sterowania i ma teraz jeszcze więcej obowiązków. Niemniej jednak nadal mnóstwo swojej uwagi i energii poświęcają nam babcie, dzięki czemu jesteśmy wszyscy szczęśliwi. Tylko na tą wiosnę wciąż doczekać się nie możemy.

Teraz idą święta. Kolejne w moim życiu, kolejne w życiu Krewetki i już chyba z tysięczne w życiu rodziców. Nie ma więc nic dziwnego w tym, że niespecjalnie widać po nich zadowolenie z ich nadchodzenia. Nie ma ekscytacji, czy jakichś większych przygotowań. No- parę dni temu zasiali jakieś chwasty w miseczce i zapowiedzieli, że w piątek będą robić pisanki (dotychczas robili to w sobotę, ale tym razem mama w sobotę pracuje, a pisanki taty nadawałyby si ę jedynie do szybkiego zjedzenia- bo nie wiem czy Wy wiecie, ale mój tatuś umie rysować jedynie konia za górą, o ile ta góra jest dostatecznie duża, by zasłonić konia 😉  ) I nic więcej. A ja strasznie się cieszę na te święta. Bo wiem, że jak są święta, to są bezsierściowcy i mizianko i szamanko. A ja wprost uwielbiam te trzy rzeczy! I czekam na nie z niecierpliwością godną goldenka, czekającego na postawienie na podłodze w kuchni miski z przysmakami. Albo goldenka wyczekującego z pomachami ogona na rzucenie piłki, tudzież innej zabawki. Albo… chyba już więcej porównań nie potrzebujecie, by wiedzieć o co mi chodzi? Jednym słowem- cieszę się na te święta. Ale jak już wiecie, było tam więcej słów, niż jest w stanie zliczyć szanująca się goldenkowa ślicznotka 😉

W każdym razie- mam nadzieję, że Wy także na te święta się cieszycie i spędzicie je wśród kochanych bezsierściowców, mizianek i przysmaków. I mam nadzieję, że moi rodzice też będą się cieszyć i odpoczną trochę i nabiorą nowych sił!

Strona 2 z 13912345...102030...Ostatnia »
L