Golden Retriever na spacerze z jeżem

Witajcie kochani!

Golden Retriever uśmiech, goldenek uśmiech

Pamiętacie filmik, jak to goldenka rozpierała energia (film- goldenek szaleje po pokoju)? A więc goldenek to oczywiście ja, a to coś ponoć znów mnie dziś rozpierało. Tak powiedzieli moi rodzice (chociaż ja nic nie czułam) i zdecydowali, że zabiorą mnie w nowe miejsce, a przy okazji przespacerujemy się trochę. I muszę przyznać, że był to bardzo dziwny spacer, bo gdy tylko zauważyłam coś ciekawego i chciałam tam podejść szybciutko, żeby pokazać moim rodzicom (musiałam mocno ciągnąć smycz, bo nie chciała mnie tam puścić)- oni zatrzymywali się i nie pozwalali tam dojść. Dopiero jak usadziłam swój mały kuperek na chodniku (to to coś, po czym chodzicie pomiędzy czerwonymi i innymi potworami, chyba nazywacie to samochody?) i smycz się poluźniała to moi rodzice ruszali dalej. A ja przecież dopiero co siadłam! No nic- najgorsze było to, że powtarzali ten dziwny proceder za każdym razem, gdy tylko pociągnęłam za smycz. W końcu udało mi się ich przechytrzyć i szłam tak, żeby nie naciągać smyczy i mogłam wtedy podchodzić wszędzie. Póki o tym pamiętałam to spacer szedł w miarę sprawnie, a zależało mi przecież, żeby zobaczyć to nowe miejsce. Tylko dziesięć zdarzeń zakłóciło nasz marsz do celu:

1. Duży, biało niebieski potwór prześmignął tuż obok nas mrugając światełkami i głośno piszcząc i wyjąc. Chyba inny potwór go gonił, bo biegł baaaaaardzo szybko. A wszyscy chyba chcieli, żeby udało mu się uciec, bo ustępowali mu miejsca. Na początku trochę się go przestraszyłam, ale mamusia schyliła się do mnie, pogłaskała po główce i powiedziała, że nie ma się czego bać. A skoro nie ma się czego bać, to nie bałam się więcej. Taty wtedy z nami nie było, ale pewnie też by się nie bał, skoro mama powiedziała, że nie trzeba. Poza tym on jest bardzo odważny jak wiecie.

6. No właśnie- taty nie było, bo zszedł gdzieś schodami w dół a po jakimś czasie wyszedł, trzymając w ręce reklamówkę. A my musiałyśmy na niego czekać i to właśnie było szóste zakłócające wszystko zdarzenie.

10. Po dziesiąte, ale przecież całkiem naturalne, po prostu zachciało mi się? no wiecie, to więcej… Ale wkoło nie było nie było trawki, wszędzie chodniki, czerwone i całkiem inne potwory i masa, masa, masa Was, bezsierściowców! Trochę trzymałam, ale niewygodnie mi się szło. Zachowując resztki godności stwierdziłam, że nie będę się gdzieś po kątach chować i skoro warunki są niesprzyjające- trudno. Dumnie wypięłam kuperek na samym środku chodnika pomiędzy Wami i już po chwili poczułam ulgę. Spojrzałam zadowolona na rodziców, czekając na pochwały (zawsze się cieszą jak załatwiam swoje potrzeby poza domkiem), ale tym razem chyba nie do końca byli zadowoleni? Zupełnie nie rozumiem? Zebrali szybko moją? sami wiecie i uciekliśmy stamtąd. Zupełnie jakby się czegoś wstydzili?

Golden retriever zęby, goldenek zęby

No ale w końcu dotarliśmy na miejsce. I wiecie co? Było warto! Jak okiem sięgnąć (a goldenki sięgają daleko) ścieżynki, ławeczki, drzewka, woda, kałuże i dużo, dużo zielonej trawki do pobiegania. A przede wszystkim cała masa ludzi z małymi bezsierściowcami i całą masą przeróżnych (już wiem, że są różne rasy) piesków! Szczególnie zapamiętałam dwa z nich. Jeden był zupełnie czarny, a tak malutki, jak mój nosek. Znaczy się ta część od moich oczków do czubka nosa. Nazywał się ?Hau? i był taki nieporadny jak ja, kiedy rodzice zobaczyli mnie po raz pierwszy. Niestety nie pozwolili mi się z nim bawić, bo powiedzieli, że mogłabym mu krzywdę zrobić, bo jestem za duża. Szkoda mi było trochę, ale potem spotkaliśmy pieska zupełnie takiego samego jak ja! Nazywał się ?Hau?. Tyle, że on był dwa razy większy, miał dłuższą sierść i coś zwisało mu na brzuszku. Tata kiedyś powiedział, że tak mają chłopcy. No i rzeczywiście ten piesek był chłopcem. A ponadto całkiem przystojnym i całkiem dorosłym golden retrieverem! Z nim mogłam się bawić zupełnie bez smyczy. Biegaliśmy za moimi zabawkami.

Goldenek piłka, golden retriever piłka

Ano właśnie. Pamiętacie jak tata zniknął w czasie spaceru po schodkach na dół? Okazało się, że poszedł mi kupić zabawki! Kochany tata! No więc dostałam nową piłkę (pozostałe mi się gdzieś zgubnęły, chyba mama zostawiła u babci) i całkiem ładnego i całkiem żywego jeża. Tak- wiem, że to jeż, bo oglądałam kiedyś bajkę o jeżu i miał on kolce, zupełnie jak ta moja zabawka. Nie wiem tylko, czemu nie ma noska i nóżek, ale to może dlatego, że jest jeszcze całkiem malutki i nie zdążyły mu wyrosnąć? Zresztą- sami możecie go zobaczyć- w mojej Ge? gu?galu? galir? no, tam gdzie są zdjęcia.

Miłego oglądania!

Wasz Golden Retriever!

Golden retriever z piłką w pysku, goldenek z piłką w pysku

Golden Retriever gryzie buty

Powiem Wam tak, jak w mojej sytuacji powiedziałby każdy szanujący się (i nie) Golden Retriever! Pisałam ostatnio, że rodzice mnie zaniedbują? Pisałam. Przeczytali to? Przeczytali (bo zawsze poprawiają błędy). Wzięli sobie do serce? Nie!

Golden Retriever uśmiech, goldenek uśmiech

Jak już pisałam, ja rozumiem, że oni muszą pracować, aby mieć papierki. Ja wiem o tym, że bez papierków nie byłoby niczego (hmmm- gdzieś to już słyszałam?). Wczoraj jednak rodzice zostawili mnie na dużo godzinów samą! Że też nie umiem liczyć, aby Wam powiedzieć jak dużo?

Spróbuję. Jak jest to na ścianie takie żółte, to patrzyłam na to. Nie wiem o co w tym chodzi dokładnie, ale Wy będziecie pewnie wiedzieć. Są tam dwa poruszające się stworzonka– jedno szybciej, drugie wolniej. To, które się porusza szybciej jest dla tych ludzi, którzy akurat coś robią, bo im czas płynie szybciej. To wolniejsze stworzonko jest dla tych którzy śpią, albo leniuchują (czyli na przykład dla mojej mamy). No więc patrzałam sobie na to wolniejsze stworzonko. Jak rodzice sobie poszli, to było po prawej stronie. Później zachciało mi się jeść i pić. Potem spałam, a potem chciało mi się siusiu. Pomyślałam jednak, że zaraz wrócą, więc abym im zrobić przyjemność, to poczekam (oni się cieszą, gdy patrzą jak siusiam na dworze). Potem znowu chciało mi się siusiu i znowu tak pomyślałam. Potem znowu zachciało mi się? i znowu zachciało? i znowu. Zwierzątko było już po lewej stronie, a potem u góry, a potem po prawej stronie. Jak już prawie doszło na dół to oni dopiero wrócili! Wiecie jak się czułam? Goldenek, sam w ciemnym domu przez tyle czasu i nie mogłam zrobić siusiu? Oszukana!

Goldenek z językiem, golden retriever z językiem

No bo to chyba nie tak miało być, prawda? Golden Retriever jest psem rodzinnym jak wiecie. Czy naprawdę jestem taka niedobra, albo niesprytna, że nie mogę iść z nimi? Zostałam sama na tak długo? i tęskniłam? I CHCIAŁO MI SIĘ SIUSIU! No, ale nie zrobiłam. Rodzice się bardzo cieszyli. Bardzo bardzo. Mówili, że jestem grzeczna i w ogóle. Jakbym była dla Ciebie grzeczna to zostawił/a byś mnie? No to chyba ktoś tu jest kłamczuchem. A kłamczuchy nie dostają przysmaków!

Golden Retriever gryzie buta, goldenek gryzie buta

No trudno- wytrzymałam. Ale rodzice jak wrócili poszli ze mną na spacer, po czym- położyli się spać. Próbowałam im dać do zrozumienia, że już nie muszą, bo już się wyspałam, ale to nic nie dało. Znowu się nudziłam. Tym razem wiedziałam jednak, że jak rodzice są w domu to zwrócą mi uwagę, jeśli coś im się będzie nie podobać. Wzięłam tą wymienialną sierść mojej Pani (sukienka? Spódniczka? Jakoś tak) na moje posłanie i zaczęłam się tarzać i gryźć i kręcić z tym i ciągnąć po pokoju. Świetna zabawa- powinniście spróbować. Sierść szybko mi się jednak znudziła, bo nie wydawała odgłosów, ani nie robiło się jej więcej, ani nie rozdzielała się, aby się ukryć w zakamarkach. Zostawiłam więc ją nienaruszoną. Potem poszłam więc i przyniosłam sobie buta mojej Pani. Bawiłam się nim bardzo długo. Moi rodzice leżeli na łóżku i robili w tym czasie ?Chrrrrrr? czy jakoś tak. Ale w każdym razie nie mówili nie.

But pogryziony przez Goldenka, But pogryziony przez golden Retrievera

But był dobry!

Rzekł Golden Retriever?

L