Ogon i jego funkcje- pół serio

Z nieziemskim zachwytem obserwuję ostatnio mój zwis tylni, czyli odnogę ciała zwaną ogonem. Bogactwo jego życia, przywilejów i obowiązków jakie wykonuje, wprawia mnie w zdumienie, niezmiennie od kiedy odkryłam jego obecność (a było to bardzo dawno temu). Obserwacja tego wspaniałego tworu pozwoliła mi na odkrycie szeregu pełnionych przez niego funkcji, które to (te funkcje, bo mój ogon to już widzieliście) zamierzam Wam dzisiaj przedstawić. Najpierw jednak zaprezentuję Wam obiekt mych dzisiejszych rozważań, w pełnej krasie:

Golden Retriever ogon

A teraz przejdę do opisu jego funkcji:

1. Funkcja powiadamiaczo-ostrzegacza emocjonalnego

Zwieszony nisko, bezy ruchu może komunikować, że jestem zaniepokojona, może przestraszona. Wyraża także smutek i żal, oraz być może ból. Jeśli jednak ogon bardzo energicznie porusza się na boki, będąc w „pozycji chorągwi„, możecie być pewni, że Golden Retriever jest radosny, cieszy się. Ruch posuwisto-zmiatający boczny może także sugerować nagłą potrzebę wytarcia miejsc zadnich.

Inaczej ma się sytuacja z ruchem wahadłowo-bocznym, jeśli jest on wykonywany powoli. Może to oznaczać, że właśnie szykuję się do polowanka czy ataku na jakiś dziwny obiekt. W przypadku takiego ruchu mojego ogonka- możecie być spokojni (pewnie właśnie dostrzegłam kawałek żarełka, lub kotka), jeśli jednak bryka w ten sposób ogon innego niż ja pieska- jest to ostrzeżenie dla Was i lepiej takiego psiaka ominąć wolnym, szerokim łukiem.

Należy jeszcze wyróżnić pozycję „na strzałę„, którą możecie obserwować także w dziecięcych bajkach. Polega ona na bezruchowym trzymaniu ogona zgodnie z linią grzbietu. Tak właśnie pieski myśliwskie zastygają w bezruchu, gdy wyczują ciekawy trop.

2. Funkcja stabilizująco-równoważna

Psi ogon stanowi przeciwwagę dla reszty ciała i dzięki temu pomaga nam utrzymać równowagę. Chyba rozumiecie o co chodzi? Dzięki ogonkowi Goldenek oraz inne pieski może stabilnie stać i biegać.

3. Funkcja linczująco-biczująca

Jeśli nie domyślacie się na czym polega ta funkcja psiego ogonka, to polecam stanąć w bliskim pobliżu części tylnej psa i uruchomić procedurę głaskania i rozweselania. Uwaga na pyski!

4. Funkcja sprzątająca

Ta funkcja zostaje uruchomiona bezwiednie wraz z pierwszym uruchomieniem psa. W czasie leżenia i siedzenia umożliwia ona sprzątanie podłogi, zaś w czasie stania ogon zamienia się w miotełkę do ścierania kurzy. Dzięki tej funkcji psiego ogona, jego właściciel (czyli pies) jest lepiej przyjmowany przez gospodynie domowe ceniące sobie czystość. Niestety funkcja ta jest ograniczona wzrostem psa, a więc jego ograniczonym zasięgiem jego ogonka. Przeczytałam na plotku, że w związku z tym ograniczonym zasięgiem nastała moda na podnoszenie i noszenie piesków, ale jakoś nie wierzę w te donosy…

5. Funkcja zastraszająco-flirtująca

Psi ogon, zupełnie jak ogon pawia, może budzić respekt przeciwników, oraz podziw płci pięknej w przypadku panów. Z kolei w przypadku pań, ogon stanowi przedłużenie zgrabnej blond pupy (zakładając oczywiście, że pani ma zgrabną pupę, tak jak ja) i faluje razem z nią w czasie przemieszczania się, zapewniając obserwatorom niezapomniane wrażenia wizualne. Bo musicie wiedzieć, że połączenie falującego tyłka z falującym ogonkiem daje piorunujące efekty.

6. Funkcja dzieciowa

Tej funkcji zwisu tylnego nie lubi chyba żaden pies. W tym trybie działania, ogon stanowi wygodny uchwyt, za który dzieciak łapie i tarmosi jak chce, dopóki ktoś dorosły nie zauważy co się wyczynia i nie złapie paskudnika za jego uchwyt, powodując tym samym zwolnienie uchwytu ogonowego i umożliwiając psu szybką ucieczkę. Uwaga! Ta funkcja ogona w przypadku niektórych psich osobników jest bardzo groźna w użyciu i nie polecam jej stosowania absolutnie nikomu.

Golden Retriever głowa

Jak widać ogon jest narzędziem uniwersalnym, samowystarczalnym i samożyjącym, czasem zupełnie niezależnym od organizmu, z którego wyrasta. Jedno jest pewne- bez niego byłoby mi bardzo nudno, a mojemu kuperkowi smutno, samotnie i łyso. Tak więc drodzy bezsierściowcy- dbajcie o swoje ogony, bo nowych mieć nie będziecie!



Jeszcze o żarełku

Kiedy jeszcze mieszkaliśmy w Szczecinie uwielbiałam wychodzić na przydomowe podwórko. Wystarczyło jedynie odwrócić uwagę rodzica, który razem ze mną na to podwórko wylazł, aby móc szybko złapać kawałek żarełka i rozkoszować się jego smakiem. To nic, że rodzic najczęściej szybko interweniował i odbierał to, czego biedny, głodny goldenek nie zdążył przemieścić z paszczęki dalej. To nic, że rodzic był później zły i sie ze mną nie bawił. To nic także, że przeważnie kablował na mnie drugiemu rodzicowi (mimo iż stale powtarzają, że nie ładnie kablować) i ten drugi też się ze mną nie bawił. Ważne, że odrobina pysznego żarełka znajdywała się w moim brzuszku. A musicie wiedzieć, że było to żarełko niezwykle pyszne, bo wykładane tam specjalnie dla kotków. Kotki podwórkowe były dokarmiane po kilka razy dziennie niezwykle wonnymi potrawami, co z kolei doprowadzało moich rodziców do szewskiej pasji. Lista powodów, dla których tak sie wkurzali ciągnie się w nieskończoność, ale najważniejsze to:

  • bo ja to zjadałam, jak tylko na chwilkę się odwrócili (hehe), co czasem prowadziło do zakrztuszenia się (nie miłe uczucie), a czasem do  pozbywania się tego wszystkiego przez mój organizm w sposób jak najmniej kontrolowany (jeszcze mniej miłe przeżycie)
  • dokarmiane kotki rozmnażały się w strasznym tempie, a każdy nowy egzemplarz miał pchły, parcha i tosky… tosko…tokso… no to coś, co się z nowymi telewizorkami kojarzy
  • samo dokarmianie odbywało się w bardzo efektowny sposób: w okolicach drugiego piętra otwierało się okno, wysuwała ręka bez właściciela, z której to sypało się jedzonko prosto pod nasze nogi, a jak raz nie zdążyliśmy się odsunąć- prosto NA nasze nogi i ręce i głowy…
  • najedzone już kotki wskakiwały na naszego czerwonego potwora, a potem na czerwonego potwora, który stał się ciemny i tam spędzały miło czas, wygrzewając się na jego głowie i załatwiając swoje potrzeby wprost pod siebie.

Golden Retriever w szuwarach

Ale nie o tym miałam dziś pisać, tylko o mej potrzebie polowania na jedzonko. Od kiedy mieszkamy w Wałczu- potrzeba ta praktycznie przestała istnieć, a przynajmniej tak wówczas myślałam, bo najlepsze kąski dostawałam przy stole, wprost do pyszczka, dzięki mojej kochanej babci. Ale wiecie co? Nie mądrutka byłam strasznie. Bo o ile kąski od babci rzeczywiście były przepyszne, to ostatnio doszłam do wniosku, że nie jest to dostatecznym powodem do zaprzestania pożywiania się na podwórku. Jak tylko ten wniosek został przeze mnie dosznięty, to rozpoczęłam akcję o trafnym kryptonimie „szukaj żarcia poza domkiem babci”. Wkrótce akcja zakończyła się ogromnym sukcesem. Znalazłam aż dwa doskonale zaopatrzone punkty czerpania żarełka, z regularnymi, obfitymi dostawami, z których od razu zaczęłam korzystać.

Pierwszy z nich ma w swym asortymencie żarełko specjalnie dla (a jakże by inaczej) kotków! Nie ma tu wprawdzie magicznej ręki, jest za to ładna miseczka, co znacznie podniosło komfort szamanka. Drugi punkt oferuje żarełko, którego pazerni bezsierściowcy za dużo nakupowali, a potem nie byli w stanie zjeść. Charakteryzuje się on obfitością produktów oraz wonią równie zachęcającą, co szczecińskie żarełko dla kotków. Nazywany jest „śmietnik”, a sama nazwa, jak mniemam, pochodzi od słów: „śmiać” i „tnij”, co można więc przetłumaczyć jako „radosne pałaszowanie rozdrobnionego żarełka„.

Jak można się domyślać (bo kiedy coś jest super, to mi nie wolno tego robić)- rodzice zabronili mi chodzić do obu tych miejsc. Zakaz ten skutecznie wpłynął na wzrost mej kreatywności w zakresie odwracania uwagi rodziców i szybkiego przemieszczania się do tych punktów. Znacząco również wzrosła moja prędkość przeżuwania i połykania, co z pewnością jest dużą zaletą, bo teraz będę dostawać jeszcze więcej jedzonka od babci. Jak więc widzicie- w moim życiu same pozytywne jedzonkowe zmiany. Tylko rodzice częściej są na mnie źli, ale jest to aspekt, z którym da się żyć i godny jest poświęcenia dla wyższego celu. W końcu są źli tylko przez chwilę po spacerku, co nie? A co zjem to moje!



L