Archive for Styczeń, 2010

1
Sty

Wojna Noworoczna

   Posted by: admin    in Hauchiwum

Wojna Noworoczna

Kto wymyślił sylwestra??!!??

Od samego rana wiedziałam, że coś tu nie gra… Później tata włączył muzykę. Ale mimo tego- rodzice zachowywali się dziwnie. Od wczesnego świtu (czyli jak mama mówi od 13) krzątali się, wiercili, nie wiadomo było, o co im chodzi. W ruch poszła szmatka, odkurzacz, garnki i wszystko inne, co nie było mną. Musiałam zadowolić się spacerem na odczepne, a to i tak nie był mój spacer, tylko naszego czerwonego potwora (który jest granatowy). Musieliśmy go przecież odprowadzić do garażu.

Golden Retriever sylwester 2010

Potem, gdy już cały dom (nie zawaham się użyć tego określenia) cuchnął jakimiś kwiatami, cytrynami i nikt nie wie, czym jeszcze, tata rozpoczął przemeblowanie. Stół urósł i wytworzył na sobie dziwną sierść. Całą białą, opadającą po bokach. Wnet znalazło się jedzonko i rodzice stwierdzili, że skoro jest 19:30, a na 20:00 mają być goście, to szybko jeszcze ze mną pójdą, abym nie musiała iść wtedy, gdy będzie bliżej wystrzałów. Jakich wystrzałów?
Na spacerze mama z tatą wymienili swoje zdania- tata wziął zdanie mamy, a mama taty, albo odwrotnie. Po powrocie do domu coś jeszcze pozmieniali na stole i przyszli goście.

Wszystko było normalnie- jak to na imprezie. Poza tym, że Panowie nie podnosili wciąż rąk do góry (zwykle piją w ten sposób jakieś świństwo). Tym razem świństwa nie było. Rodzice grali w karty, śmiali się i jedli. Muzyczka grała i wszyscy byli we wspaniałych nastrojach.

No więc leżałam sobie odpoczywając po ostatniej rundzie błagania o resztki jedzenia, gdy nagle HUK! Co to? Kto to? Jak to? RATUNKU!! Wbiegłam tacie pod nogi, później wyskoczyłam, zaszczekałam dwa razy i wskoczyłam na kolana trzęsąc się ze strachu. No tak- umówmy się- to co się działo nie było normalne, więc nie ma się co dziwić, że się przestraszyłam. Rodzice spojrzeli na siebie wymownie i powiedzieli- oj, będzie źle.

W tamtym roku przespałam cały nowy rok, więc nie wiedziałam, czego się spodziewać. A teraz? Ten rok musiał być szczególny, bo chyba wybuchła wojna. Niedługo po pierwszym razie jak się zacznie! Huki, grzmoty, świsty i inne.

Na domiar złego rodzice przed wszystkim pogłaskali mnie, jakby się nic nie działo, przygotowali mi jakieś dziwne miejsce i poszli na balkon. Jak wychodzili, to usłyszałam tylko: „Ale Aguś- najgorsze co możesz zrobić, to zostać z nią teraz. Znając Ciebie, to zaraz będziesz ją uspokajać, przytulać, miziać- a wiesz, że musi sobie z tym sama poradzić

Schowałam się więc w przygotowane dla mnie miejsce– w drugim pokoju, pod suszącym się ubraniem. Wiedziałam, gdzie są rodzice, słyszałam ich spokojne głosy, ale uwierzcie mi- ostatnie czego chciałam, to dołączyć do nich, wystawiając się na niebezpieczeństwo.

Nie ukrywam- straaaasznie się bałam. W połowie wojny rodzice przyszli do mnie, przynieśli mi wodę, zaśmiali się, jakby się nic nie działo, chcieli się szaleńcy bawić, gdy kule latały nam koło głowy! Nie miałam ochoty. Nie wiem, jak oni mogli nie zauważyć tego, co się dzieje.

Na szczęście wojna trwała całkiem krótko, ale było to moje najdłuższe 13 minut.

Nie wiem, jak bezsierściowcy (którzy nie są tak nieczuli jak moi rodzice) mogą przeżyć wojny, które toczą się kilka lat. Naprawdę nie wiem.



Strona 4 z 41234