Archive for Listopad, 2009

5
Lis

Kto daje i odbiera…

   Posted by: admin    in Hauchiwum

Kto daje i odbiera…

Jako, że jestem już dużą dziewczynką i wiem dużo o otaczającym mnie świecie, zdaję sobie sprawę z faktu, że kiedyś będę musiała go opuścić. Myślicie pewnie, że tak jak każdy Golden Retriever, będę chciała znaleźć się w niebie, gdzie będę mogła podgryzać chmurki, hasać z bezsierściowymi i sierściastymi aniołkami, kraść im harfy i robić inne rzeczy, które powinny mi sprawiać radość. Tymczasem nic bardziej mylnego. Ja nie chcę do nieba! Niebo jest be. Niebo daje i odbiera. Niebo zupełnie nie liczy się z pieskami…

Wczoraj było tak cudownie! Od popołudnia niebo siusiało śniegiem, a cudowny wiaterek zawiewał go wszędzie, gdzie zawiać dał radę. Świat szybko się zabielił, a mój kuper zaweselił. Chciałam wyjść z domku już teraz, zaraz, natychmiast, ale moje prośby nie odnosiły zamierzonego skutku przez długi czas. A to za sprawą mylnego pojęcia mamy, że poza domkiem jest wyjątkowo okropnie i paskudnie, a wystawienie nosa poza jego bezpieczne mury z miejsca spowoduje odmrożenie wyżej wymienionego, plus parę złamań spowodowanych spotkaniem z podłożem na skutek śliskości tego ostatniego. Byłam więc zmuszona poczekać do normalnej pory spacerkowej, a dzielący mnie od niej czas postanowiłam spędzić na fochowaniu się na mamę, oraz obserwowaniu świata przez drzwi balkonowe. W końcu doczekałam się i mogłam spędzić naprawdę cudowne chwile wśród białego puchu. Harcom nie było końca. Śnieg oblepił całe me ciałko, wchodził do uszu, nosa, pyszczka, a nawet tam, gdzie wchodzić chyba nie powinien. I nie przeszkadzało mi to absolutnie! Jednak- jak wiadomo- co dobre, szybko się kończy i musiałam wrócić do domku na noc.

Dziś obudziłam się wczesnym rankiem (gdyby nie ten cudowny śnieg, to nikt nie byłby w stanie zrzucić mnie z wyrka przed 10, taka to barbarzyńska pora…) i od razu wzięłam się za budzenie mamy, która też uważała, że to barbarzyńska pora. Dopiero udanie problemów żołądkowych i konieczności jego opróżnienia (eh- ten mój kunszt aktorski) zaskutkowało jej wytoczeniem się spod kołdry i próbami szybkiego ubrania się. Okazało się to jednak bardzo wolne, bo jak wiecie mama nie jest ostatnio w pełni sprawna, ale przecież liczą się chęci… W końcu znalazłyśmy się na dworze. A tam- szok. Po szoknięciu zaczęłam się strasznie denerwować. A potem to już było mi wszystko jedno… Zrezygnowana i smutna tak, że nawet siusiu mi się odechciało– rozejrzałam się dookoła jeszcze raz. I nic. Po wczorajszym śniegu nie został najmniejszy ślad… Niebo zabrało całe swoje śnieżne siuśki z powrotem do góry. I to zupełnie podstępnie, kiedy jeszcze wszystkie Goldenki spały i nie mogły zainterweniować… W związku z tym obraziłam się na niebo. I nie chcę mieć z nim nic wspólnego!!!

1
Lis

Kolejne święto?

   Posted by: admin    in Hauchiwum

Kolejne święto?

Dowiedziałam się dziś rano, że znowu mamy święta. Ucieszyłam się ogromnie, bo jak są święta, to jest jedzonko, prezenty, jedzonko, dużo bezsierściowców, jedzonko i Luna. No i oczywiście jedzonko. Jako, że jestem już całkiem dorosłym Goldenkiem, powinnam wiedzieć, że jak coś brzmi zbyt cudownie, to absolutnie prawdą być nie może. No i w zasadzie wiem o tym, ale i tak zawsze doznaję zawodu, gdy się okazuje, że oczekiwałam zbyt wiele. Ze wszystkich tych wspaniałości, których się spodziewałam po dzisiejszym dniu zaznałam tylko (albo AŻ) jednej- przyjechała moja ukochana kuzynka. Nie wiem czy jesteście w stanie wyobrazić sobie naszą radość i szogunowatość, zatem nawet nie będę opisywać tego cudownego podgryzanka, tarmoszonka, turlanka i bieganka. W celu próby zapoznania się z przebiegiem naszych zabaw, polecam przenieść się w to miejsce mojego pamiętniczka, gdzie możecie podziwiać mnie na zdjęciach. Bo rodzice zdjęli mnie dzisiaj bardzo wiele razy! Niestety nie wszysto nadawało się do pokazywania bezsierściowcom (tata mówi, że za szybko się poruszałyśmy i dlatego niektóre zdjęcia wyszły nieostre, ale ja wiem, że on po prostu nie umie nas zdejmować), ale kilka nowych egzemplarzy możecie pooglądać.

Golden i Labrador

Przed chwilą wróciliśmy do domku i muszę przyznać, że jestem okropnie zmęczona. Na początku przestraszyłam się, że się starzeję i mam coraz gorszą kondycję. Ale potem mój kuper całkowicie się uspokoił, kiedy dowiedziałam się, że właśnie zaczyna się nowy miesiąc, a jego nazwa doskonale tłumaczy mój obecny stan. No bo pomyślcie przez chwilę: „listopad”. Wszystko staje się jasne po rozłożeniu tej nazwy na słowa, z których jest zbudowana: lis + stopa + opad. A oznacza ona tyle, że właśnie w tym miesiącu zwierzętom czworonożnym (od lisa) opadają ze zmęczenia (od opadu) stopy (od stopy). Jak wiadomo ja mam cztery nogi, które teraz się męczą szybko, opadają i potrzebują odpoczynku po nawet krótkotrwałym wysiłku. Zatem nie zamierzam z tym walczyć, tylko kończę to szczekanie i idę położyć się na kanapę, gdzie do końca miesiąca moje stopy z czystym sumieniem mogą sobie opadać.



Strona 3 z 3123