Archive for marzec, 2009

1
mar

Okropnie kochani rodzice goldenka

   Posted by: admin    in Hauchiwum

Okropnie kochani rodzice goldenka

Moi rodzice są okropnie kochani. Wasi rodzice też pewnie są właśnie tacy, ale z zupełnie innych powodów niż moi.

Moi rodzice są bardzo kochani, bo znów zabrali mnie do babć i dziadków i innych bezsierściowców, a także Harrisa i innych sierściowców spotykanych w Wałczu. Kocham ich także z miliona innych powodów, ale ten był ostateczny(tzn. od jego zaistnienia minęło najmniej czasu, zatem właśnie o nim napisałam). Natomiast są okropni, przeokropni, zupełnie niegoldenkowo okropni, bo się ze mnie śmieją… Mówią, że jestem jeszcze malutka (to się zgadza) i głupiutka (absolutnie NIE), skoro myślałam, że idą Święta. Powiedzieli, że owszem idą, ale za nim dojdą, to zdążymy z mamą jeszcze kilka takich porządnych porządków jak ostatnio zrobić. I choć moje przemyślenia na ich temat były w sumie trafne, to pomyliłam się w kluczowej rzeczy- duże porządki nie oznaczają dużych Świąt. No ok, może moje wnioski były błędne, ale to tylko i wyłącznie wina rodziców. Skoro tak rzadko robią porządne porządki, to niech  się nie dziwią, że ich maleństwo jest zdezel…orie…yyy…, że nie wie co się dzieje!

Zdezorientowany golden

A tak poza tym, to nie do końca im wierzę, że święta jednak nie przyszły. Wiecie czemu? Już wszystko szczekam. Pojechaliśmy do babci i dziadka, których mieszkanko było czyściejsze niż zwykle. W sobotę rozstawialiśmy okropnie duży stół i ustawialiśmy na nim dużo niepotrzebnych rzeczy, zupełnie jak w święta. Potem ustawialiśmy na nim dużo, dużo i więcej jedzenia (jak w święta). Nie było co prawda drzewka z lasu, ale przyszli różni bezsierściowce (więcej niż w święta) i poprzynosili inne roślinki, którymi babcia przyozdobiła mieszkanie. Przynieśli też prezenty. Niestety ja nic nie dostałam (chyba nie byłam wystarczająco grzeczna od ostatniego razu, choć nie przypominam sobie, żeby rodzice mocno na mnie krzyczeli). Ale nie było mi przykro, bo okazało się, że niegrzeczni byli wszyscy oprócz dziadka (czyli byłam w większości) i to on dostał wszystko. Dostał też parę butelek napoju, który pili wszyscy chłopcy (oprócz taty i Harrisa- obaj nie mogli, ale chyba nie z tego samego powodu), raz po raz podnosząc kieliszki i mówiąc: „zdrowie solenizanta„. Nie do końca rozumiem, o co chodzi z tym „solenizantem”, ale to chyba jakiś znajomy dziadka, którego on bardzo lubi, bo za każdym razem uśmiechał się serdecznie. Jeśli więc to nie były święta, to ja nie jestem mała! Zatem to musiały być święta i chyba zgadzacie się ze mną?

W każdym razie- rodzicom nie powiem, że znam prawdę. Widocznie mają powód, żeby wciskać mi kity. A ja, jak widzicie- mam powód, by twierdzić, że są oni okropnie kochani!