Archive for the ‘Hauchiwum’ Category

4
lut

Golden Retriever jest zły

   Posted by: admin

Golden Retriever jest zły

Miałam nadzieję, że przy następnym szczekaniu do Was opowiem Wam fascynującą, porywającą, zakręconą i supergoldenkową historię, a tu kuper blady– nuda, nuda i jeszcze trochę nudy…

I zła jestem bardzo! I przyznam się, że czasem mam myśli mordercze… Bo jak jeszcze raz rodziców odwiedzi choroba- to trudno, przeżyję jakoś i będę ich wspierać, bo przecież to nie ich wina. Ale jak jeszcze raz, zaraz po chorobie, zawita do nich sekcja czy jak jej tam na imię, to przysięgam, że zagryzę i zatłukę ogonem!!! Tą sekcje, znaczy się. Czy ona nie wie, że teraz ja mam wyłączne prawa do rodziców i ich czasu? Tak długo czekałam na wspólne brykanie, a ona próbuje mi ich odebrać… Kości blade! Wiecie jak biedny, opuszczony goldenek musi się starać, żeby chociaż z godzinkę poszarpali ze mną zabawki? Nic, tylko komputer, karteczki (ale nie takie małe, o których pisałam wcześniej, tylko całkiem pokaźne, dziwnie zaszlaczkowane), notatki, książeczki… Żeby chociaż mi coś z nich poczytali, to by było ok. Ale jak tylko podchodzę i próbuję pomóc im w przekładaniu stron, to słyszę: „Nala, nie teraz, później się z tobą pobawię”, albo (i to jest gorsze): „Nala, nie śliń książki, to nie nasza!”… No i masz psie kość! Nie dość, że nie mają dla mnie czasu, to jeszcze oczerniają. Że niby ja się ślinię? Ja? Jeszcze będzie mama chciała buziaka… Wtedy jej pokażę, co to znaczy się ślinić! Aaaa!!!

golden daje buzi

Jest mi źle. Dobrze, że mogę spać na łóżeczku, to chociaż sobie pośnię, że biegam po bujnych łąkach, z rodzicami, pieskami i innymi stworzonkami. Że potem szarpiemy ogonek, mojego pieska i węzełek, a potem biegam za piłką (choć wiem, że nie wolno mi tego robić). Ale nawet wtedy mam pecha. Bo jak te moje sny się tak pięknie rozwijają, słyszę głos spoza nich, mówiący: „Nala, wstawaj, mam teraz trochę czasu, idziemy na spacer!”. Zawsze wtedy zastanawiam się czy cieszyć się ze spaceru, czy złościć z powodu przerwanego Golden Retriever’owego snu? Ale to jest zawsze tylko krótkie zastanowienie, bo odpowiedź jest jasna: cieszyć się ze spaceru, oczywiście. No i cieszę się, szczególnie, że od kiedy mama wyzdrowiała, to spacerki są bardzo długie, a i nierzadko tata idzie z nami. Gdyby jeszcze tylko po powrocie dalej zajmowali się mną, a nie naszym niewidzialnym gościem (wredną sekcją), to bym była w pełni szczęśliwa. Na szczęście to tylko gość, więc kiedyś sobie pójdzie, a ja zostanę. I rodzice znów będą tylko moi!!!

golden retriever portret

A tak na koniec- pochwalę się Wam, że rodzice zabiorą mnie i siebie na parę dni do babć! Mama powiedziała, że musi być na uczelni dopiero w poniedziałek, a tata, że jak zda ten (tutaj musiałam trochę cenzury wprowadzić, bo tata jak mówi o uczelni i egzaminach to używa czasem słów, których mi nie wypada i nie chcę powtarzać) egzamin jutro, to ma wolne do wtorku, więc możemy jechać. Cieszę się ogromnie, bo bardzo kocham wszystkich widywanych u babć bezsierściowców. A ponadto pobawię się z Luną. Zastanawiam się tylko jaką niespodziankę mają dla mnie rodzice, bo powiedzieli, że spotka mnie u babci coś nowego… Nie mogę się już doczekać tej nowinki. To musi być coś megagoldenkowego, skoro trzymają to w tajemnicy i mówią, że na pewno mi się spodoba.

Cóż- to ja idę czekać na kanapę, a Was zostawiam do następnego poszczekania.

30
sty

Golden Retriever i choroba rodziców

   Posted by: admin

Golden Retriever i choroba rodziców

Golden Retriever przy świecach

Już prawie skończyły się smutne dni, z czego Wasz goldenek (czyli ja) ogromniasto się cieszy. Zapytacie pewnie czemu „smutne”, skoro byłam na tyle grzeczna, że nawet tatuś to zauważył i chwalił mnie często? Ano odpowiem Wam, moi kochani bezsierściowcy- te dni były smutne, bo najpierw mama, a potem i mama i tata byli chorzy. A żaden Golden Retriever nie lubi, jak jego rodzice chorują, bo:

  • bolą nas kuperki od ciągłego leżenia w łóżku i ogrzewania nóg rodziców;
  • bolą nas języczki od całowania rodziców na pocieszenie;
  • bolą nas nieużywane w czasie rodzicielskiej choroby zabawki;
  • bolą nas nieodbyte spacery, bo rodzice mają siły tylko na tyle, abyśmy na dworze zdążyli się wysiusiać i… to grubsze;
  • bolą nas nie zjedzone przysmaczki, bo rodzice w czasie choroby nie chcą nam podawać łap, ani robić innych rzeczy, za które to pieski dostają nagrody;
  • i bolą nie wyjedzone z lodówki kąski, bo rodzice nie mają zbytniej ochoty na jedzenie i nie mają czym się dzielić. A one są tam biedne i samotne i opuszczone i…;
  • bolą nas uszy, bo rodzice wydają z siebie głośne, nieprzyjemne dźwięki (za to noski są zadowolone, bo rodzice rzadziej smrodzą się tymi mydłami, żelami, sztyftami i innymi dziwnymi „ami”);
  • i bolą nas serduszka, jak widzimy, że rodzicom wcale nie jest przyjemnie, mimo iż robią to, co lubią najbardziej- wylegują się i nic nie robią;

Na szczęście- jak to pisałam wcześniej- te smutne dni prawie się skończyły. Rodzicom zostało już tylko wydawanie dziwnych dźwięków, odpuścili sobie natomiast nieustanne moczenie się w czasie leżenia. Wylegują się dalej, ale krócej niż dłużej, ale to raczej nie jest pozostałość po chorobie, bo mieli to przed nią. Chodzimy już na krótkie i dłuższe spacerki, wyjadamy smaczne kąski z lodówki, wracamy do tarmoszenia zabawek i podawania łap. Jest coraz lepiej. Mam nadzieję, że szybko wrócimy do pełnej aktywności, bo coraz trudniej mi utrzymać mój kuperek we względnym spokoju. On chce brykać i fikać. A rodzice nie lubią jak on sam (bez ich nadzoru) bryka i fika, bo to ponoć nie jest dla mnie dobre (dysplazja u psów). Muszą więc szybko pomóc mi spożytkować energię w inny sposób- dla własnego dobra, żeby nie musieli się martwić o moje zdrowie. Bo gdybym ja też zachorowała i kolejne parę dni spędziła w ich łóżku na wydawaniu dziwnych dźwięków, to rodzice martwiliby się, tak jak ja martwiłam się o nich. Lepiej im tego zaoszczędzę!

Golden Retriever patrzy w okno