Archive for the ‘Hauchiwum’ Category

20
sie

Golden Retrieverowy burgundowy identyfikator

   Posted by: admin

Golden Retrieverowy burgundowy identyfikator

Znów zgubiłam swój identyfikator! Stało się to całkiem niedawno, więc chciałam się tym z Wami podzielić. To znaczy- wiadomością, a nie identyfikatorem (który przecież zgubiłam, ale o tym chcę Wam napisać).

Po co psu identyfikator?

Zacznijmy więc o tego, po co jest ten identyfikator. Przez długi czas się nad tym zastanawiałam i doszłam do wniosku, którego tam nie było, ale wpadłam przy tym na pomysł:

  • identyfikator jest po to, aby Golden Retriever wiedział jak się nazywa
  • albo aby rodzice wiedzieli, jak nazywa się Golden Retriever
  • albo aby inni wiedzieli, jak się nazywam

No więc czas na test. Polega na tym, że przychodzę do rodziców w różnych momentach ich życia i patrzę, czy zawołają do mnie po imieniu. Zawsze pamiętają.

Później sama siebie odpytuję wtedy, kiedy się tego nie spodziewam. Też się nie mylę.

No więc identyfikator jest po to, aby inni wiedzieli, jak się nazywam.

Golden Retriever woda

Zgubienie identyfikatora

Jak zawsze nie wiem kiedy i jak to się stało. Bawię się bawię, wiem jak się nazywam, a później też wiem, jak się nazywam, ale już nie mam identyfikatora.

Chyba więc będę od taty chciała nowy identyfikator (tak jak mama chce od taty nową torebkę).

Bo teraz zapięcia przy identyfikatorach robią takie do niczego (tak jak i paski od torebki).

Zresztą był porysowany, bo powierzchnię identyfikatorów robią nietrwałą (tak jak i torebek- mama).

Poza tym ten kolor, który miałam już mi nie pasuje (tak jak mamie kolor torebki). Miałam czerwony identyfikator, a teraz chciałabym szkarłatny lub burgundowy albo chociaż karmazynowy (mama mówi, że może być/tata mówi, że CO DO CHOLERY??!!??).

Nie wiem tylko, czemu tata zrobił się cały bordowy, szepnął „litości”, a potem przewrócił się na podłogę, aby się ze mną bawić w zdechł człowiek.



19
sie

Jestem kobietą czy jakoś tak…

   Posted by: admin

Jestem kobietą czy jakoś tak…

Słuchajcie. Nadchodzą moje przemyślenia, więc będzie groźnie.

Jestem dziewczyną. Owszem- może i mam ogonek tak jak chłopczyki. Mama jednak mówi, że jest za długi, aby mógł świadczyć o tym, że jestem chłopcem (a podobno rozmiar nie ma znaczenia)… no chyba, że byłabym czarna, ale jestem biała. W każdym razie- kobieta ze mnie. Samo imię także do czegoś zobowiązuje- Nala. Wyobrażacie sobie wielkiego, muskularnego labradora w stylu maczo (czarna obroża, zawadiackie spojrzenie, chód jak po operacji tego drugiego ogonka) który ma na imię Nala? No nie pasuje.

Ok- można zaszczekać więc, że jestem dziewczyną. I teraz:

– nie maluję się przed wyjściem przez 55 minut;

– nie wydaję pieniędzy;

– nie szczekam prawie w ogóle;

– nie kupuję jedenastej pary butów;

– mogę z tatą oglądać to co puści i nigdy nie przełączam programu;

– tata mówi do mnie bydlak i nie jest to powód do obrażania się;

i wiele, wiele innych.

Jak więc pokazać, że jednak JESTEM dziewczyną?

Golden Retriever na plaży

Zauważyłam, że kobiety często noszą spódniczki. Wprawdzie miałabym osobiście problemy z depilacją, ale podobno naturyzm jest w cenie, więc postanowiłam nie przejmować się tymi kilkoma włoskami. Spódniczkę znalazłam u bezsierściowców, w drugim pokoju, gdzie jest stos różnych rzeczy Kasi i Martyny. Są klocki, układanki, papiery, kredki i wiele innych rzeczy, którymi bawią się bezsierściowcy póki nie dojrzeją do bawienia się piłką. Chwyciłam taki fajny, jeansowy egzemplarz i zaniosłam go na swoje posłanie. I zrodził się problem- jak ją ubrać?

Z tego też miejsca chciałam zauważyć, że nie wątpię w to, że rozmiar tej spódniczki jest taki przez wychudzone i brzydkie modelki. A my się na nie napatrzymy i musimy mieć taką posturę jak one. Widzieliście to futrzaste coś na nowym opakowaniu karmy? Chuda, zarozumiała, brzydka, z obciętymi pazurkami, ułożoną sierścią na głowię. Nie wątpię także, że programy graficzne swoje przy niej zrobiły. I jeszcze ten pysk! Ta mina, jakby właśnie coś połknęła- fe! Po raz kolejny stwierdzam więc, że faceci to totalne bezguścia.

Wracając jednak do problemu ubiorowego- próbowałam nosem, próbowałam łapką, potem językiem, na koniec ogonem, a spódniczka nadal leżała obok mego kuperka, zamiast na nim. Na to wszystko weszli do pokoju rodzice i zaśmiali się przegłośno, dukając przy tym, że moje cztery litery się tam nie wmieszczą, bo to spódnica dla lalek. Lalek Barbi. Wychudzonych ludzkich odpowiedników brzydkich modelek z opakowań karmy. Marzyłam, żeby chociaż jedna z moich wspomnianych liter tam wlazła, ale jakoś chyba nie chciały się rozdzielać. Będę więc musiała wykombinować nowy sposób zamanifestowania mojej płci.

A tak na marginesie, co do wspomnianych modelek, to ja i tak jestem od nich lepsza i ładniejsza. Delikatna, naturalna, powabna… a jak beknę po posiłku to żaden facet mi nie podskoczy!