Archive for the ‘Hauchiwum’ Category

1
lis

Kolejne święto?

   Posted by: admin

Kolejne święto?

Dowiedziałam się dziś rano, że znowu mamy święta. Ucieszyłam się ogromnie, bo jak są święta, to jest jedzonko, prezenty, jedzonko, dużo bezsierściowców, jedzonko i Luna. No i oczywiście jedzonko. Jako, że jestem już całkiem dorosłym Goldenkiem, powinnam wiedzieć, że jak coś brzmi zbyt cudownie, to absolutnie prawdą być nie może. No i w zasadzie wiem o tym, ale i tak zawsze doznaję zawodu, gdy się okazuje, że oczekiwałam zbyt wiele. Ze wszystkich tych wspaniałości, których się spodziewałam po dzisiejszym dniu zaznałam tylko (albo AŻ) jednej- przyjechała moja ukochana kuzynka. Nie wiem czy jesteście w stanie wyobrazić sobie naszą radość i szogunowatość, zatem nawet nie będę opisywać tego cudownego podgryzanka, tarmoszonka, turlanka i bieganka. W celu próby zapoznania się z przebiegiem naszych zabaw, polecam przenieść się w to miejsce mojego pamiętniczka, gdzie możecie podziwiać mnie na zdjęciach. Bo rodzice zdjęli mnie dzisiaj bardzo wiele razy! Niestety nie wszysto nadawało się do pokazywania bezsierściowcom (tata mówi, że za szybko się poruszałyśmy i dlatego niektóre zdjęcia wyszły nieostre, ale ja wiem, że on po prostu nie umie nas zdejmować), ale kilka nowych egzemplarzy możecie pooglądać.

Golden i Labrador

Przed chwilą wróciliśmy do domku i muszę przyznać, że jestem okropnie zmęczona. Na początku przestraszyłam się, że się starzeję i mam coraz gorszą kondycję. Ale potem mój kuper całkowicie się uspokoił, kiedy dowiedziałam się, że właśnie zaczyna się nowy miesiąc, a jego nazwa doskonale tłumaczy mój obecny stan. No bo pomyślcie przez chwilę: „listopad”. Wszystko staje się jasne po rozłożeniu tej nazwy na słowa, z których jest zbudowana: lis + stopa + opad. A oznacza ona tyle, że właśnie w tym miesiącu zwierzętom czworonożnym (od lisa) opadają ze zmęczenia (od opadu) stopy (od stopy). Jak wiadomo ja mam cztery nogi, które teraz się męczą szybko, opadają i potrzebują odpoczynku po nawet krótkotrwałym wysiłku. Zatem nie zamierzam z tym walczyć, tylko kończę to szczekanie i idę położyć się na kanapę, gdzie do końca miesiąca moje stopy z czystym sumieniem mogą sobie opadać.



28
paź

Porzucony i zbity Goldenek…

   Posted by: admin

Porzucony i zbity Goldenek…

Tytuł mych dzisiejszych szczekań do Was brzmi przerażająco i zupełnie niegoldenkowo. I bardzo dobrze, bo tak też ma brzmieć. Takie właśnie jest ostatnio moje życie (czyli przerażające i zupełnie niegoldenkowe). Zostałam porzucona, a potem jeszcze pobita. I to wszystko zrobili mi moi kochający (tak się wydawało) rodzice. I jeszcze śmią mi kłamać w żywe oczy, że to nie ich wina… Paskudniki jedne! Ale po kolei- już tłumaczę co i jak.

Zaczęło się całkowicie niewinnie. Kilkanaście dni i nocy temu, tatuś dostał nową pracę. Z doświadczenia wiem, że zmiany często są dobre, więc cieszyłam się razem z nim i mamą. Nie zauważyłam nic niepokojącego, oprócz tego, że odtąd tata wracał troszkę bardziej zmęczony (co powodowało minimalne zmniejszenie jego zainteresowania moją osobą) oraz o wiele bardziej szczęśliwy (co z kolei kazało mi przypuszczać, że tata może coś knuć za moimi plecami. Mama bowiem często powtarza, że jak tata jest zbyt wesoły, to znaczy, że ma jakiś głupi pomysł i trzeba uważać co też tym razem wywinie…). No i wywinął. Parę dni temu dowiedziałam się, że tata znalazł drugą pracę i musi teraz jeździć na szkolenie. Przez pięć długaśnych tygodni, będę go widzieć przy obiadku (wiedziałam, że tata ma coś z Golden Retriever’ka– zamiast jechać na szkolenie od razu po pracy, wpada do domku na szybki obiadek, żeby żadnego żarełka nie przegapić), a potem dopiero późnym wieczorkiem, kiedy jestem śpiąca i zmęczona po dziennym brykanku. Na szczęście tata wtedy też jest już zmęczony i nie zaczepia mnie zbytnio, żebym się z nim bawiła. Tak oto zostałam porzucona. Na szczęście mama też została porzucona, więc możemy tęsknić za tatusiem razem, co jest ciekawsze od tęsknienia w pojedynkę.

Zaczęłam więc szukać brakującej tatowej miłości i mizianek u innych ludzi. U babć i dziadków, których odtąd częściej zaczepiałam, zachęcając do buziaczków, głaskanka, szarpanka, poklepywanka i innych przemiłych czynności uczuciookazujących. Głównie jednak spędzałam czas z mamą, przytulając się do niej jak mogłam najbardziej. Wtedy spotkał mnie kolejny zawód. Leżałam właśnie z mamą na kanapie, zwrócona kuperkiem do jej brzucha (a wierzcie mi, że jest do czego się zwracać…),  kiedy to on (ten brzuch) ten mój biedny kuperek najzwyczajniej w świecie uderzył! Pewnie zastanawiacie się jak to możliwe? Cóż- też długo się nad tym zastanawiałam. Najpierw odskoczyłam od niego zdziwiona tak, jak jeszcze nigdy nic nie zdołało mnie zdziwiać. Przyjrzałam się brzuchowi ze wszystkich stron, szukając wystającej z niego nogi (która mogłaby mnie kopnąć), ręki (która mogłaby mnie klapsnąć), tudzież nosa (którym to brzuch mógłby mnie trącić), ale nic takiego nie zostało przeze mnie zidentyfikowane. Pomyślałam, że musiało mi się to tylko przyśnić, więc znów wtuliłam się w mamę i próbowałam zasnąć. Wtedy mój kuper został wręcz zbombardowany kolejnymi razami. W taki oto sposób zostałam brutalnie pobita… A wiecie co było w tym wszystkim najgorsze? Po pierwsze- mama nie zrobiła nic, żeby mnie obronić, a w dodatku śmiała się z mojego zdziwienia. Ok- może i fizycznie to nie były mocne razy, ale wiecie jak bardzo ucierpiała na tym moja duma? Nie jestem przecież workiem treningowym, tylko kochanym goldenkiem… A po drugie- mama powiedziała coś, co każe mi teraz żyć w ogromnym strachu. Brzmiało to mniej więcej tak „poczekaj kochana, jak ten potwór wylezie i się za Ciebie weźmie„…

I co ja biedna mam począć? Zostałam porzucona, pobita, a na domiar złego żyję teraz w permanentnym strachu. Jakbym któregoś dnia przestała się odzywać, to proszę o pomoc, bo pewnie będzie to oznaczać, że stało mi się coś  jeszcze źlejszego niż złego. Trzymajcie za mnie kciuki, żebym jakoś przeżyła do zimy. Bo, jak wiecie, jesień w tym roku jest taka cudowna!