Archive for the ‘Hauchiwum’ Category

2
mar

Rozgardiasz

   Posted by: admin

Rozgardiasz

Ostatnie dni minęły nam na świrowatych papierach, tak że nie raz nie było wiadomo w co najpierw kuper wsadzić. A wszystko zaczęło się dawno temu od pomysłu rodziców, aby powiększyć stado. Pomysł ten pociągnął za sobą faktyczne powiększenie stada, a co za tym idzie- powiększenie zasobu rzeczy, które trzeba gdzieś przechowywać. Przechowywano je więc w różnych kątach i zakamarkach naszego domku, aż w końcu mama się wpieniła i stwierdziła, że nowe mebelki mają być i… i tu użyła brzydkiego słowa, którego przytaczać nie będę. W każdym razie tata spuścił uszy po sobie, ręce razem z nimi i zaczął więcej pracować. Wprawdzie nie wiem jak jego praca ma się do nowych mebli, ale wnikać w to nie zamierzam. Zmierzam natomiast do tego, że w zeszłym tygodniu rodzice wspomniane mebelki zamówili i tutaj zaczęła się cała zabawa.

Mebelki, które były w nieużywanym dotąd pokoiku (który ma być dla Hani, co znów obrazuje rodzicową niesprawiedliwość, bo ja swojego pokoiku nie mam…) zostały wyrzucone, a rzeczy z nich wyłożone na środek pomieszczenia. Mebelki z używanego pokoiku poszły na nogach taty i dziadka do tego nieużywanego, a rzeczy z nich wylądowały również na jego środku. Duży pokoik zyskał nową sierść wymienną i w zasadzie niewiele więcej, bo pozostała w nim jedynie kanapa. No i komputerek. Żeby tego było mało- nie zważając na przeciążenie nieużywanego dotąd pokoiku, rodzice postanowili w nim również spać, bo nowa sierść wymienna tego używanego śmierdzi i mogłoby to zaszkodzić krewetce (no tak- a ja muszę siedzieć w smrodzie, jeśli chcę dla Was poszczekać…). A stary pokoik został sam, biedny i samotny… Czekający na nowych towarzyszy.

Żyjemy chwilowo w totalnym chaosie. Nie mogę znaleźć większości swoich zabawek, więc bawię się zabawkami krewetki. Mama mi je zabiera i chowa gdzieś, gdzie potem sama nie może ich znaleźć i musi zajmować tą śmieszną istotę innymi sposobami. Tata zgubił wnętrze aparaciku, więc nie są robione nowe zdjęcia. Zaginęły w akcji również jego buty, spodenki, ważne notatki i parę innych rzeczy. Choć ja osobiście nie zrzucałabym tego na panujący w domu chaos, tylko charakter tatusia (bo on często coś gubi). Nie zamierzam jednak donosić o tym mamie, która wierzy tatusiowi, że to chodzi jednak o ten bałagan i dzielnie pomaga mu zgubionych rzeczy szukać… Ostatnio nawet zagubiła się moja smycz, przez co nie mogłam iść z rodzicami na spacer do dziadków. Na szczęście szybko się znalazła, bo drugi dziadek robił imieninową imprezę, na którą wszyscy byliśmy zaproszeni.

Impreza ta też była czystym szaleństwem. Nigdy jeszcze nie widziałam takiego zagęszczenia bezsierściowców w żadnym z domków, w których przyszło mi przebywać. Nie wystarczyłoby mi pazurków, by policzyć ilu było osobników dorosłych (zakładając oczywiście, że umiałabym liczyć). Małych bezsierściowców też było sporo, a do tego biegały i krzyczały, robiąc zamieszanie, jakby było ich więcej niż dużo. Za nimi biegał Harris, za Harrisem ja. A na to wszystko jeszcze krewetka dołożyła swoje trzy złotówki drąc ryja niemiłosiernie, jak tylko na chwilę oddalano się od niej. Na szczęście cioci podobało się siedzenie obok tego głośnego ssaka maminego, więc wspomniany już ryjek nie był rozdzierany zbyt często. Jednak i tak powróciłam do domku zmęczona hałasem i marząca o chwili wytchnienia. A w domku, jak już wiecie, też zastałam chaos. I z wytchnienia nici…

A ja chcę się wreszcie porządnie wyleniuchować!

22
lut

Odpowiedź na prośbę

   Posted by: admin

Odpowiedź na prośbę

Kochani moi!

Ponieważ prosicie o nowe zdjęcia, filmiki i wpisy i ponaglacie mnie z tym wszystkim (co ogromnie mnie cieszy, bo oznacza to, że macie ochotę mnie oglądać i poczytać co mam do powiedzenia)- postanowiłam się odrobinę usprawiedliwić. Oto przed Wami owo usprawiedliwiczenie. Czy jakoś tak…

Usprawiedliwiczenie!

Proszę u usprawiedliwiczenie nieobecności mojej mordki, mego kupra, ogonka i innych odnóży na nowych zdjęciach. Nieobecność ta wynika z faktu, że rodzicowe łapki często zajęte są krewetką i nie łapią aparatu. A jak już go łapią, to robią zdjęcie wspomnianej już istocie. Kiedyś robili nam wspólne zdjęcia, ale od kiedy dla zabawy chciałam się na niej wytarzać– teraz gdy jesteśmy razem ich łapki są zawsze wolne i wsuwają się między nas, gdy tylko za bardzo się do niej zbliżę. Wyjątkiem jest zbliżanie się mego języka, bo na to pozwalają. Ale i tak nie mają w łapkach aparatu. Mama obiecała jednak, że poprosi tatusia o zabranie aparatu na spacerek i uwiecznienie po raz kolejny mej persony na przegoldenkowych zdjęciach. A gdy persona już na nich będzie– natychmiast (co może zająć od 1 do 10 dni) przekażę je do mojej galerii.

Proszę również o usprawiedliwiczenie nieobecności wspomnianych wcześniej części mego ciała na nowych filmikach. Powód tej nieobecności jest taki sam, jak powód mej nieobecności na zdjęciach.

Na koniec proszę o wyrozumiałość z powodu rzadkiego szczekania do Was. Jeśli śledzicie mój pamiętniczek, to wiecie, że jestem ostatnio przeobowiązkowana i najzwyczajniej w świecie nie starcza mi czasu na wszystko. Jestem przecież tylko człowiekiem i nie potrafię się niestety rozdwoić. Choć w sumie to myślę, że jakbym się tak mocno postarała, to mój piękny ogonek mógłby przejąć część obowiązków, a ja miałabym więcej czasu dla Was. Uroczyście przysięgam więc potrenować tę umiejętność, ale na razie musicie uzbroić się w cierpliwość.

Z poważaniem

Wasz kochany goldenek- Nala, pseudo „szalony kuper”