Archive for the ‘Hauchiwum’ Category

10
lut

Jak wykorzystać Krewetkę?

   Posted by: Nala

Z uwagi na niepoprawiający się czasobrak rodziców, postanowiłam poważnie przemyśleć radę Astora i zastosować się do jego sugestii. Postanowiłam opracować plan większego wciągnięcia Krewetki we wspólne spędzanie czasu. Cel- ja i Krewetka, dziko brykające, podgryzające się i karmiące nawzajem. Punkt wyjścia- ja, pragnąca brykania, podgryzania i karmienia, oraz Krewetka- pragnąca Szarik wie czego? Sposób osiągnięcia obopólnej korzyści- mglisty, bliżej niezrozumiały i odległy

Ąle wiadomo, że każdy plan trzeba dokładnie przemyśleć,  uwzględnić punkty newralgiczne, zawrzeć sposób uniknięcia katastrofy. Więc myślę i myślę i wygryzam futro i myślę i robaczkuję po dywanie i myślę dalej, w końcu zasypiam liżąc się po ogonie, nie wymyśliwszy niczego sensownego…

Bo co ja tak naprawdę mogę z nią robić? Możemy dziko hasać! No nie do końca- możemy co najwyżej spokojnie pospacerować. I to też przy założeniu, że będę szła na odległość połowy ogona od niej, w razie konieczności asekuracji przy upadaniu. Krewetka skończyła już rok życia z nami, powinna więc być całkowicie sprawna, jak na dorosłą istotę przystało. A ona co? Ledwo chodzi, zataczając się jak pijany berneńczyk, podpierając co róż odnóżami, którymi jak mniemam podpierać się nie powinna. O bieganiu można co najwyżej pomarzyć.

Możemy turlać się po podłodze, bo w tym jest dobra. Ale z kolei wygląda na tak delikatną istotkę, że mam wrażenie, iż każde jej spotkanie z moimi łapami czy kuprem grozi poważniejszą kontuzją. W związku z powyższym, o podgryzaniu się mogę zapomnieć. W dodatku jej nieusierściona skóra wygląda na zupełnie nieodporną na goldenkowe i każde inne zęby. A przecież nie chcę zrobić jej krzywdy, tylko znaleźć kompana do zabaw…

Każda możliwa interakcja z tą dziwną istotą wydaje mi się jakaś pozbawiona dynamiki i polotu. Eh- szkoda szczekać!

Pozostaje mi jedynie czekać na odzyskanie wolnego czasu u rodziców lub wyrośnięcie sierści u Krewetki. Niestety nie wiem, co nastąpi najpierw. Modle się o jedno i drugie.

Pomyślałam sobie, że skoro nie mogę się z nią bawić, to chociaż wywalczę częstsze dokarmianie. I tu też kuper blady, bo rodzice powtarzają jej ciągle, że ma się nie dzielić ze mną, tylko jeść sama. Nie słyszałam jednakże tego samego, gdy to ja próbuję się najeść, a Krewetka grzebie mi w misce. Jedyne, co słyszę, to „dobra, grzeczna Nala”, za to, że nie wydaję pomruków niezadowolenia z tej wymuszonej grzeczności. W sumie, to nawet nie chodzi o to, że jestem niezadowolona. Nie przeszkadza mi, że ktoś grzebie w mojej misce. Tylko chciałabym móc pogrzebać w miskach innych, kiedy to oni jedzą. A niestety nie wolno mi nic brać ze stołu… Na szczęście Krewetka ma na tyle nieskoordynowane ruchy, że połowa tego, co chce zjeść ląduje na ziemi, a potem w moim malutkim brzuszku. Nie o to mi jednak w całej tej współpracy chodzi.

Nic to jednak. Nadal nie pozwalam uszom opaść i czekam na lepsze czasy. Nie ustaję w kombinacjach nad znalezieniem jakiejś zabawy, która by mi się podobała, a w której Krewetka byłaby dobra. Mam nadzieję, że wkrótce to nastąpi.

Pozdrawiam Was serdecznie

Wasza biedna, zapomniana, niewymiziana Nala.

1
lut

Czasobrak

   Posted by: Nala

Kochani moi bezsierściowcy i czytający moje szczeki sierściuchy!

Jest mi bardzo miło, że domagacie się nowych zdjęć mego szalonego kupra i reszty mnie. Przyznam, że mam trochę takich, których jeszcze nie widzieliście. Niestety okazało się, że w komputerku coś się spsuło i aktualnie nie mam jak ich Wam pokazać. Jest to ponoć prosta usterka, którą tatuś łatwo naprawi przy odrobinie wolnego czasu, ale jak na złość akurat tego, to on chwilowo nie ma. Wszystko rozbija się o konieczność zdobywania pieniążków na jedzonko (jakby nie można sobie było upolować) i inne potrzebne (bądź niepotrzebne) rzeczy. A mamy „karnasyp„, „karzawał” czy jakoś tak i rodzice są zajęci w weekendy. Dodatkowo znów zakupili wiele dziwnych przedmiotów, do oddawania ich w zamian za papierki na jedzonko, więc wieczorami siedzą i pracują nad tym, by szybko je komuś oddać. Żeby tego było mało- w ciągu dnia też nie da się nic zrobić, bo jak ktokolwiek siądzie do komputerka, to w jego kierunku rusza mały potwór, wsadzając wszędzie swoje macki. A macki te są szybkie, o dalekim zasięgu i niezwykle skuteczne w psuciu tego, co spsuć się da. Tego, czego nie da się spsuć- potwór i tak spsuje. Teraz na szczęście śpi i wszyscy chodzimy na paluszkach, żeby ten stan trwał jak najdłużej.

Trzymam się jeszcze klawiatury końcówkami pazurków, bo rodzice już mnie przeganiają, żebym zrobiła im miejsce i mogli dalej pracować. Szczekam więc do Was serdecznie na pożegnanie. Przepraszam, że dziś tak krótko, ale uwierzcie mi- na razie nic więcej nie mogę zrobić. Bądźcie cierpliwi i zaglądajcie do mnie, bo jak tylko sytuacja się trochę poprawi- obiecuję długie, iście goldenkowe wyszczeki.

Trzymcie się!