Archive for the ‘Hauchiwum’ Category

18
paź

Idzie zima

   Posted by: Nala

Poranki są przemiłe i malownicze. Chłodna bryza muska me goldenie uszy i ogon. Łapki stąpają po zabielonej, w dzień jeszcze zielonej trawie. Z pyszczka unosi się wesoła chmurka, przy wydmuchiwaniu powietrza. Błogość… Dla mnie błogość, bo bezsierściowcom jakoś tak uszy zaczęły opadać ostatnio. Chodzą skuleni i marudzą, że zimno. Zaopatrują się w grubszą sierść wymienną, a i tak nie chcą zbyt długo przebywać na pozadomiu. Większa część mojej rodziny, z dziadkami włącznie, wydaje dziwne poszczeki i twierdzi, że przemarzli. Różnokolorowe czerwone potwory sąsiadów zaczęły protestować przeciw trzymaniu ich na tym zimnie i niektóre odmawiają swoim właścicielom współpracy. Od kiedy jest z nami duże srebrne potworzysko- ten problem nas nie dotyczy. Pewnie dlatego, że potworzysko dostało domek po dawnym potworze i tam przebywa nocą. A może dlatego, że jest z nami dość krótko i boi się jeszcze postawić? A może po prostu woli pojeździć trochę, niż stać dalej, samotnie na zimnie? Nie wiem, jakie są jego powody. Najważniejsze, że tatuś się cieszy, że wreszcie nie musi się liczyć z przykrymi, porannymi niespodziankami. Ale i tak narzeka, że rano, w tym zimnie, musi iść po potwora…

Tylko Krewetka nie szczeka i nie narzeka na zimno, a jedynie z nutką zdziwienia obserwuje swoje łapki, które szybko się chłodzą od trzymania huśtawki czy grzebania w piasku. Z resztą rzadko to robi ostatnio, bo mama woli zabierać nas na spacery niż przebywać na zimnym placu zabaw. Wędrujemy więc sobie dziarsko, rzucamy patyczki, zrywamy ostatnie kwiatki, a niektórzy nawet je zjadają (ja znaczy się, choć Krewetka też próbowała). Czasem spotkamy inne pieski- wówczas ja się z nimi szybko witam, bo jak nie zdążę tego zrobić przed napaścią moich bezsierściowców, to już się do tego osobnika nie dopcham… Szczególnie zaborcza jest Krewetka- najchętniej wymiziałaby nowo poznaną istotę tak, jak mnie. Na szczęście (bo dzięki temu ja mam chwilkę na przebywanie z przybyszem)- mama nie pozwala jej na ten niecny proceder tłumacząc, że nie wszystkie pieski lubią takie mizianka, więc tulenie i ciągnięcie za uszy ma zarezerwować jedynie dla mnie. I dobrze, bo prawdę mówiąc staję się trochę zazdrosna o mojego małego bezsierściowca.

A bezsierściowiec ten jest naprawdę kochany. Mizia mnie i tuli i pilnuje na dworze, przywołując, gdy tylko zbytnio się oddalę. W domu bawi się ze mną i dzieli posiłkami. Woła mnie na swoje łóżko, żebym nie musiała spać na podłodze pod nim. Trochę tylko boi się, jak ostrzegam domowników, że ktoś pod drzwiami się kręci. Krzyczy wtedy głośniej ode mnie i pcha się mamie na kolana. W dzień nikt nie zwraca na to większej uwagi (prócz powiedzenia „Nala, nie wolno”). Gorzej, gdy się zapomnę i zacznę ostrzegać, gdy mała już śpi. Wówczas i mama i tata mają mord w oczach. A dwie mordy w ich oczach widać, jeśli Krewetka się przez to moje ostrzeganie obudzi. W sumie to trochę ich rozumiem, bo Hania śpi bardzo niespokojnie i budzi się z krzykiem, nawet jeśli w domu jest cisza- czego z resztą rodzice mają już serdecznie dość. Ale może kiedy indziej o tym napiszę. Dziś tylko dodam, że mała jest wspaniała i kocham ją jeszcze bardziej, od kiedy pokazała, że zimno jej nie straszne. Bo ja kocham właśnie taką pogodę, jak jest teraz. Taką, jaka jest, kiedy idzie zima…

29
wrz

Obiecane pomiary

   Posted by: Nala

Ostatnio pewna ciekawska osóbka zapytała o moje wymiary (i absolutnie nie był to nietakt z jej strony), a ja obiecałam rozjaśnić wszelkie wątpliwości w moich kolejnych wyszczekach, co też zaraz uczynię. Ale najpierw parę hauków o ostatnich dniach.

Na początku tygodnia mama, niczym szanujący się Kopciuszek (lub też „Kapciuszek„, który lepiej pasuje do sytuacji), zgubiła swój stukliwy bucik. Od tego czasu z wielkim lękiem przyjmuję każdy dzwonek do drzwi, bo wiem, że w końcu pojawi się książę ze zgubą i porwie moją mamę. Jak na razie był Pan zabierający paczki pakowane przez rodziców i Pan przynoszący paczki pakowane przez innych bezsierściowców i Pan, na którego szczeka większość piesków, bo przynosi listy (a wiadomo, że lisy są wredne, więc obszczekać trzeba)- księcia brak. W sumie, to nie widziałam nigdy żadnego konia, a wiadomo, że bez dzielnego rumaka żaden szanujący się królewicz nie przygalopuje, bo i nie będzie miał na czym. Nie powinnam się więc martwić. Ale niepokój pozostał…

Mama hasa dziarsko, niczym wspomniany już rumak. Tata wrócił do pracy i jest mniej dziarski, bo się chłopina od wczesnego wstawania odzwyczaił. Ale trzyma się nieźle i nie daje uszom opaść. Z dnia na dzień wygląda coraz lepiej, jeśli w jego przypadku można tak rzec 😉
Żartuję oczywiście. Tata jest całkiem fajny, tylko tak jakoś mało futrzasty. Nie muszę chyba wspominać, że ja znów czuję się lekko zaniedbana przez nich. Na szczęście jest Krewetka, która często mnie mizia, no i u babci jeszcze przebywa Luna, z którą wreszcie mogę się bawić do woli (oprócz biegania oczywiście, ale podgryzanie też jest spoko).

A teraz spełniam obietnicę.
Dziś mama mnie pomierzyła i okazało się, że od czubka nosa do podstawy ogona mam prawie metr! W kłębie 57cm wysokości. Musicie tylko wziąć poprawkę na to, że oczywiście niesamowicie się przy mierzeniu wierciłam, bo byłam tak ciekawa wyniku, że sama chciałam go odczytać. Myślę więc, że trzeba przyjąć tolerancję +-5cm… Potem chciałam się zważyć. Tutaj napotkałam jednak szereg problemów.
Waga wyglądała na bardzo złowrogie i szczerzące zębiska stworzenie. Dodatkowo jakieś takie małe i płaskie i niedostosowane do goldenkowych pazurków. Kategorycznie odmówiłam więc nadepnięcie na nią samodzielnie. Mama okazała się zbyt słabą osóbką, aby wziąć mnie na ręce i zważyć się ze mną, a potem sama. Różnica wyników byłaby wówczas moją wagą. Dodatkowo wydaje mi się, że oprócz wspomnianej już słabości- mama nie pała zbytnim entuzjazmem do odkrycia ile sama waży… Pozostało jedynie poprosić o to tatę. Zaczęliśmy się jednak obawiać czy nasza waga ma w ogóle taką skalę. No bo wiecie- moje najpewniej około 30kg, plus waga taty… Mogłoby być kiepsko 😉
W związku z tym porzuciliśmy próby ustalenia mojej wagi. Może i lepiej? Wszyscy mi mówią, że jestem taka szczuplutka i zgrabna- trochę łyso by było, gdyby waga pokazała coś innego. Wolę żyć w błogiej nieświadomości!