Z nowej budy
Jak się zapewne domyślacie- szczekam do Was z nowej budy.
Okres pomiędzybudowy był bardzo chaotyczny, męczący i zaskakujący. Rodzice podrzucali mnie i Krewetkę do dziadków, a sami znikali na całe dnie i często wieczory, nie mówiąc gdzie idą, co będą robić i kiedy wrócą. Czasem nie było ich tak długo, że aż zastanawiałyśmy się czy czasem o nas nie zapomnieli… Na szczęście rodzice okazali się być jak bumerangi. I nie- nie okrągli, tylko zawsze powracający 🙂 Choć z tymi krągłościami to jak na moje oko też niewiele im brakuje.
Potem zaczęli wynosić z domu różne rzeczy i raptem- przenocowaliśmy w nowym miejscu. Było dziwnie, trochę strasznie (słyszałam mnóstwo nieznanych mi dotąd odgłosów) i tak jakoś spartańsko. Największy z pokoi miał już wszystkie mebelki, ale podłoga jakaś goła i nie miałam się na czym położyć- wszak ogólnie wiadomo, że goldeni kuper nie może leżeć byle gdzie, tylko z pieczołowitością musi się ułożyć na dywanie! Pokoik Krewetki straszny- mebelki i zabawki takie jak w starej budzie, ale ze ścian szczerzą na mnie zęby okropne koty i całkiem ładne motyle. Wprawdzie nie wiem czy motyle mają zęby do szczerzenia, ale jakoś tak nieswojo się tam czułam. Ostatni z pokoi, który za radą Astora miałam zasiedzieć, okazał się do tego zupełnie nieprzystosowany, bo poza stertą kartonów z nierozłożonymi jeszcze rzeczami i biurkiem, nie było tam ani skrawka miejsca choćby na mój piękny ogon. O kuprze i reszcie ciała nie wspominając. Podobnie wyglądała wówczas łazienka, kibelek i kuchnia. wszędzie puste okna, przez które wprawdzie mogłam podziwiać nową okolicę, ale też wszyscy mogli przez nie podziwiać mnie- a wiadomo, że nawet najpiękniejszej kobiety (takiej jak ja) z rana nikt oglądać nie powinien… Teraz zaczyna to wszystko nabierać kształtów i zaczynam się tu czuć coraz bardziej jak w domu. Choć właśnie powinno mi to przyjść łatwiej, bo okolica wcale nie jest mi obca.
I tu dobrnęliśmy do mego największego zaskoczenia. W ten dzień, gdy rodzice zabierali nas na pierwsze nocowanie w nowej budzie- pojechaliśmy do dziadków. Wyskakuję dziarsko z Wielkiego Srebrnego Potworzyska, przycupniętego po wesołej podróży na dziadkowym parkingu. Biegnę do babuni i tego, co najpewniej zastanę w misce (bo babunia i dziadziuś dbają o mój brzuszek). Już jestem w połowie drogi, gdy słyszę krzyki rodziców, że nie idziemy do dziadków. Opieram się, ale ostro wołają mnie z powrotem i prowadzą do bloku obok. Opieram się dalej, ale oni konsekwentnie wpychają mnie do jednej z klatek i prowadzą do miejsca, które już Wam opisałam. Tak- to nasza nowa buda, tuż przy dziadkach 🙂
Od przeprowadzki mój brzusio jest bardzo zadowolony. Bo musicie wiedzieć, że nasza zawalona różnymi rzeczami kuchnia przeobraziła się w prawie pustą kuchnię, z kuchenką na środku, do wczoraj nawet nie podłączoną i lodówką w rogu pomieszczenia. W związku z tym kochana babcia przyjmuje nasze stado na obiadkach. A my czekamy aż zamówione przez rodziców mebelki w końcu do nas dotrą i będzie można zacząć normalnie funkcjonować. Choć mi tak niekoniecznie się do tego spieszy– babcia świetnie gotuje! 😉 Rodzice mówią, że jeszcze dużo jest do zrobienia, co również mnie cieszy, bo drugi dziadziuś i babcia przyjeżdżają pomagać. A ja lubię, jak w domu jest dużo bezsierściowców. Ale tak na prawdę, to czekam aż już wszystko będzie zrobione, bo na ten okres rodzice zapowiadają parapetówkę. Wiecie- głaskanko, szamanko, kupa bezsierściowych rąk i nóg i pyszczków– jednym słowem raj!
Mimo początkowej niepewności i obawy, wszystko zaczyna się układać pozytywnie. Przyzwyczajam się do tego miejsca, a nawet chyba jest mi tu lepiej niż w starej budzie. I Krewetka jest radośniejsza i miejsca więcej i rodzice wyglądają na szczęśliwych, choć mocno jeszcze zmęczonych. Wiem, że ten miesiąc był dla nich trudny, bo kilka prac mieli na głowie i remont i przeprowadzka i sprawy papierkowe, których nie lubią. Mało czasu mogli nam poświęcić. Ale wiem, że czeka nas teraz trochę spokojnych dni i wkrótce zaczniemy się już na poważnie cieszyć z tych zmian. I z całego serca, wszystkim pieskom i ich rodzinom życzę, by wszelkie czekające ich w życiu zmiany, były dla nich źródłem radości, nawet jeśli w pierwszym momencie napawają strachem! I mam nadzieję, że moja siostra Wena, odnajdzie się w swojej nowej budzie równie dobrze, jak ja w swojej!
A teraz idę rozłożyć kuper na dywanie, który już zdążył się zmaterializować w dużym pokoju 😉
7 szczeknięć jak na razie
Szczeknij do mnie!