Ponieważ ostatnio mam bardzo dużo wolnego czasu, a rodzice go nie mają i czuję się trochę zaniedbana- coraz częściej rozmyślam sobie na różne tematy. Krewetka stała się najważniejszą członkinią naszego stada, stąd też większość rozmyślań skupia się właśnie na jej, jakże małej, ale głośnej i niezwykle perfidnej osobie.

Najpierw zastanawiałam się dlaczego ten prawie nieruszający się twór skupia na sobie tyle rodzicowej uwagi, zamiast stać sobie grzecznie na półce, jak inne pluszaki, książki czy płyty. Po dwóch dniach od  jej przypełznięcia do domu zaczęłam się zastanawiać dlaczego to coś nie ma wyłącznika, lub chociaż funkcji wyciszenia dźwięku. I dlaczego rodzice jej jeszcze nie wyrzucili, tak jak każdego innego, popsutego urządzenia (bo ewidentnie to coś nie działało tak sprawnie jak telewizorek, radio, czy inne coś wydające dźwięki). Po jakimś czasie to coś stało się ruchliwe i rosło i zaczęło jeść i pić i jakoś tak ogólnie coraz bardziej przypominało istotę ludzką. Wtedy zaczęłam się zastanawiać co się dzieje z tym całym jedzonkiem i piciem, które ów twór pochłaniał? Bo przecież nie korzystał z rodzicowego kibelka, ani nie był wyprowadzany na trawkę (na pozadomie owszem, wychodził, ale nie robił tam żadnego zrzutu…). Potem odkryłam, że wszystko to ląduje w takim czymś pomiędzy nogami, co jest potem wyrzucane, a towarzyszy temu cała gama (nieraz ciekawych) aromatów. Dalej był etap pchania odnóży do mojego pyska, oczu, nosa, miski, zabawek i nawet w to miejsce, o którym wstyd mi szczekać. Zaczęłam się zastanawiać, jak można być tak niepojętnym, że po setnym tysięcznym piątym zwróceniu uwagi przez rodziców, że robi źle- potwór robił to wciąż i wciąż i wciąż… Teraz jest lepiej, ale nie znaczy to, że żyje mi się spokojnie w takim sąsiedztwie. Krewetka odkryła bowiem, że boję się balonów i gdy tylko dorwie jakiegoś- urządza za mną dzikie gonitwy, aż balon nie zostanie jej zabrany. Uwielbia też wyjadać mi jedzonko z miski (to znaczy- próbuje), zabierać zabawki i pchać się z premedytacją na moje posłanie.

Nie myślcie jednak, że stwór ten jest okrutny wyłącznie dla mnie. Rodzice mają jeszcze gorzej, bo Krewetka bardzo często stara się zrobić dokładne przeciwieństwo tego, o co się ją w danej chwili prosi. I nie- to nie kwestia nierozumienia języka. Rozumie go doskonale i nawet zaczyna sama się nim posługiwać. Znalazła jednak nieziemską satysfakcję w doprowadzaniu rodziców na skraj wytrzymałości psychicznej i fizycznej. Stąd też moje pytanie- dlaczego rodzice jej nie wytresują? I dlaczego wszyscy musimy ją znosić i podporządkowywać się jej zachciankom, jej planowi dnia, jej wymysłom? Dlaczego każdy dzień jest walką o przetrwanie? A przede wszystkim- dlaczego TAK BARDZO WSZYSCY JĄ KOCHAMY???

Ja wiem- bo w gruncie rzeczy to mała, wspaniała i słodka istotka. Nikt nie mizia mnie tak, jak ona. Nikt z taką pieczołowitością nie całuje czubka mojego nosa i nie grzebie mi w uszach i pomiędzy palcami. To ona pilnuje, bym nie oddalała się na spacerkach i żebym zawsze miała pełne miski. I abym po powrocie ze spacerku dostała przysmak. To ona najdłużej wita się ze mną rano i dzieli śniadaniem.  A do tego- to przy niej rodzice mają na twarzy wypisane szczęście i dumę…

Czym więc jest Krewetka? To wielka, wciąż ewoluująca zagadka. Jest jak Piękna i Bestia na raz. Jest jak Czerwony Kapturek i zły Wilk. Jak Kopciuszek i zła Macocha. Jak Fiona przed zmianą w ogra na stałe. Jest źródłem radości i zgryzot. A przede wszystkim jest idealnym tematem do rozważań i przemyśleń.

5 szczeknięć jak na razie

ASTOR
 1 

zazdroszczę Ci pieszczot Krewetki. mnie najczęściej „czochra” Pan. Robi drapu-prapu plecka, boczki, brzuszki, szyjkę znowu plecka, boczki i nigdy mi się to nie nudzi. Za to Pani najlepiej czesze i układa moje futro.
ps. czy Ty nad ogonem masz taki „futrzany wir” jak Pani mówi jakby piorun trafił w rabarbar – i nijak go nie można ułożyć? pozdrawiem mi dużo miziania zyczę
Astor

Sierpień 24th, 2011 o 20:29
 2 

Hej Astor!
Pewnie, że mam małe tornado przyogonowe- większość z nas, goldenków, ma właśnie taki upiększacz na zadku. Jest piękny i słodki i apeluję o zakaz prób układania go. Moja mama już dawno zaniechała tych nikczemnych prób, gdyż uznała, że ile czasu by w układanie wicherka nie włożyła- on i tak szybko powraca do stanu pierwotnego, czyli idealnego. Twoja mama też z pewnością w końcu zrozumie, że ten wicher jest przepiękny…
Pozdrawiam!

Sierpień 24th, 2011 o 22:17
ASTOR
 3 

Witaj Nalu,
Pani pewnie nie będzie całkiem zadowolona, pewnie by wolała bardziej „uporządkowanego” ulubieńca, no jestem nim, jestem, nie chwaląc się, a te moje „głupawy” po trawie wokół domu podobno mistrzostwo. Szkoda, że tego nie widzę
całuję Cię w czarny nosek
ASTOR

Sierpień 25th, 2011 o 20:28
Fiona
 4 

Cześć Nala.Na początku moich szczekań chciałabym ci powiedzieć że jesteś naprawdę ładną goldenką ;P A tak poza tym to piszę do ciebie ponieważ moja pani chyba zaczęła tyć i teraz ma mniej energii żeby chodzić ze mną na siusiu i „to grubsze”,bawić się ze mną zabawkami a jeść daje mi tatuś który powiedział że nie ma czasu żeby się mną zajmować bo musi pracować i właśnie przez to czuję się zaniedbana.Nie wiem co robić.POMOCY!!! 🙁

Sierpień 30th, 2011 o 18:12
 5 

Widzisz kochana- niestety taki los biednych goldenków, które mają dość młodych rodziców (choć nie wiem, jaką miarą, bo na nasze goldenie latka, to moi są już straszliwie wiekowi…). Na szczęście jest tak, że mamusie po przytyciu w końcu chudną i znów zajmują się swoimi futrzakami. Na nieszczęście jest też tak, że wraz ze schudnięciem w domu pojawia się dziwna istota, która im jest starsza, tym bardziej niebezpieczna i nieprzewidywalna…Ale nie martw się- wkrótce ta istota zacznie przejawiać typowo ludzkie cechy i wtedy zaczniesz ją kochać nad życie. A ona Ciebie. I co najważniejsze- ona zawsze będzie miała czas, by Ci tą miłość okazywać. Dlatego też nie daj opaść uszom, tylko czekaj z nadzieją na lepsze czasy!

Sierpień 30th, 2011 o 19:38

Szczeknij do mnie!

Imię (*)
Adres e-mail (nie będzie widoczny) (*)
URL
Treść