Bo wiecie- wszystko zaczęło się od tego, iż mama stwierdziła, że czas już skończyć z przysysaniem się do niej Krewetki. Że Kreweta ma zęby i gryzie i mama ma tego dość. Od tej pory mama ucieka od niej, gdy tylko widzi, że ta miałaby ochotę na przyssanie się. Kreweta z kolei nie wiedzieć czemu, zaczęła spoglądać na mamę jak na dobre jedzonko, które ucieka jej sprzed pyska. Zapewne właśnie dorasta i zaczyna się objawiać jej mordercza natura. Wujek ostatnio mi coś wspominał, że takie stworzenia potrafią być całkiem niebezpieczne- jednym ruchem potrafią sprawić, że wyłysiejesz, Twoje zabawki staną się jej zabawkami, a wszystkie smaczne kąski, za pomocą jakiejś magicznej siły będą lądować w jej paszczęce, zamiast Twojej własnej… Ale nie wspominał nic o zjadaniu ludzi!!! A wracając do głównego wątku- mniej więcej wtedy, gdy mama zaczęła przed nią uciekać- wyłączaniem Krewetki na noc zajął się tata. Wpycha jej w gębę butlę z czymś smakowitym (żeby odwrócić jej uwagę) i pod pozorem kołysania, głaskania i tulenia szuka wyłącznika. I szuka. Iszuka i szuka… Aż w końcu Kreweta zaczyna się denerwować i drzeć japę w rejestrach grożących głuchotą (przeciętnemu psu) oraz zdenerwowaniem (mi). A wtedy tata stara się ją uspokoić na milion pięćset i sto sposobów i zaczyna cały proceder raz jeszcze. I raz jeszcze i raz jeszcze… I jeszcze raz… Aż w końcu Kreweta zasypia, a tata zmęczony, rezygnuje z jej wyłączenia. A szkoda, bo wtedy by się nie budziła w środku nocy i nie trzeba by przerabiać tego wszystkiego od nowa.

A co ze mną? Dlaczego ja się denerwuję, zamiast sobie po prostu ogłuchnąć? No więc ogłuchnięcie okazało się trudniejsze niż przypuszczałam i jakoś nie potrafię tego zrobić. Pozostało się podenerwować. Tak więc denerwuję się. Denerwuję się, bo nie wiem, co się dzieje i jak mogłabym pomóc. Bo widzę, że rodzicom też jest smutno i przykro, gdy ona tak płacze, a wiedzą, że nie mogą jej ustąpić. Staram się więc pocieszać mamę. Gdy Krewetka osiąga apogeum głośności- idę mamę ucałować i daję się miziać. A mama mnie przytula i mówi „spokojnie, nic się nie dzieje. Hani nic nie jest, tylko nie chce sama spać. Niedługo się nauczy i będzie lepiej…” Ja tam się nie znam, ale chyba już powinno być lepiej, a nie jest. Zastanawiam się więc, czy mama tymi słowami chce pocieszyć mnie, czy siebie? Nie wiem- ale i tak wolałabym na razie ogłuchnąć…

Jedno szczeknięcie

Globus6
 1 

Może posłuchasz jednak rady? Słuch będzie ci jeszcze potrzebny(np. żeby słyszeć kidy mówią jaka jesteś piękna lub by słyszeć czy sypią ci jedzonko do miski…). A zamiast ogłuchnięcia polecam wpychanie głowy między poduszki lub watę do uszków.

Październik 21st, 2010 o 15:02

Szczeknij do mnie!

Imię (*)
Adres e-mail (nie będzie widoczny) (*)
URL
Treść