Witajcie kochani!

Dawno do Was nie szczekałam i uroczyście oświadczam iż nadal nie będę tego robić. Czeka Was bowiem wieeelka, iście goldenkowa niespodzianka. Dziś szczekać będzie do Was Luzak, który niedawno pozostawił swoje Hauki w mojej księdze szczeknięć gości, a rodzicom tak się spodobały, że poprosili, żebym ja poprosiła Luzaka, żeby on poprosił swoich rodziców, żeby móc poszczekać coś więcej. Ja poprosiłam, on poprosił, oni poprosili… hmmm- chyba się trochę zagalopowałam… W każdym razie- przed Wami szczeki Luzaka- miłej lektury! A ja już niedługo również poszczekam Wam coś więcej.

PS: Szkoda, że Luzak jest taki młody, bo przystojny z niego goldenek…

Witajcie.

Golden Retriever LuzakNazywam się Luzak, jestem goldenkiem i chcę Wam opowiedzieć o sobie. Lubię o sobie szczekać, nie dlatego, że jestem samochwałą (cokolwiek to znaczy), ale dlatego, że jak mówi moja mamusia- o pieskach trzeba mówić, żeby ludzie wiedzieli, że też mamy swoje uczucia i nie jesteśmy zabawkami… To chyba logiczne, ale moja mamusia chyba o tym nie wie  skoro tak mówi…

Mam 4 miesiące… Tak wszystkim mówi tatuś, gdy jest ze mną na spacerku, a te wszystkie stworzenia bez sierści zwane podobno ludziami nachylają się nade mną i wołają dziwnym piskliwym głosem „ojej jaki on śliczny…”

Oczywiście, że jestem śliczny. Wiem, bo mama powtarza mi to codziennie, ale chyba nie może się do końca zdecydować, bo jak zjem tylko jakiegoś jednego maleńkiego kwiatka to robi groźną minę i mówi z kolei: „brzydki pies…”

Oj ta moja mama… Ale wybaczam jej, bo jest delikatna gdy czesze mi moje futerko i czyści uszka. Nie to co pan wredytynarz czy jakoś tak… Wbił mi w skórę jakiś cienki ostry patyczek i to nie jeden raz! I jeszcze mówił „no nie płacz… przecież to nic nie boli…” Skąd może wiedzieć, psia kość, przecież to mi wbił to coś, a nie sobie…

Mamusia w domku mnie mocno wyściskała i znów przeciekały jej oczy, gdy tatuś powiedział, że płakałem i już było mi troszkę lepiej, ale tego wredytynarza nie chcę już oglądać!!! Cieszyłem się, gdy go zobaczyłem pierwszy raz, polizałem go nawet po rękach, chociaż tak dziwnie pachniały, a on mi taki podstępny cios pod skórę… Już ja mu powiem co o nim myślę jak go spotkam… Ale póki co unikam go, nawet bałem się mamy jak ubrała swój biały fartuszek do szkoły… Bo moja mama studiuje kosmatologię, czy coś takiego… phi… tak jakby mało jej było kosmatości na moim futerku…

Mieszkamy sobie  w ciepłym mieszkanku-  ja, moja mamusia Justyna, tatuś Robert i są jeszcze z nami dwa mniejsze bezsierściowce: Paula, która twierdzi, że nie jest już dzieckiem, tylko jakąś nastoklatką? i Jaruś, który jest podobno chory na jakiś autyzm… Mam nadzieję, że to nic złego i go to nie boli, ale na wszelki wypadek wylizuję mu co dzień buzię jak się nachyli, tak profiklaktycznie…

Och jak ja ich kocham!!! bardziej niż wszystkich ludziów na świecie!

Tatuś tak śmiesznie się ze mną bawi- nakłada kołdrę na głowę, idzie do mnie i wydaje takie dziwne odgłosy… (myśli, że będę szczekał ) a ja i tak wolę spać… Pobawię się z nim w nocy. Wtedy też ma kołdrę na głowie i wydaje dziwne odgłosy…

Małe pulpety całują mnie i miziają, drapią pod bródką tak jak lubię najbardziej, a Paula to nawet potrafi mnie skrobać po brzuszku. Pomagam jej wtedy nóżką, a ona się śmieję, że wyglądam jakbym pedałował. Hmm… Ciekawe co to znaczy? Ale chyba coś dobrego, bo wszyscy się wtedy cieszą. Więc pedałuję kiedy się da.

Najgorsze jest to, że wypedałowałem sobie trochę sierści… Zacząłem skrobać, skrobać i potem już nie mogłem przestać i nagle w miejscu gdzie mam pupek zobaczyłem kawałek różowej skóry… Hihi jak fajnie… Wypedałuję się tak cały to mama przestanie narzekać, że wszędzie pełno moich kłaczków…

Zamiast biszkoptowy, będę różowy!

Ale mój plan nie wypalił, bo ledwie pokazało się trochę skóry, to już mama zaczęła narzekać, że znów trzeba iść do wredytynarza, bo chyba mam jakąś algierię… O nie nie nie! Co to to nie- nie poddam się bez  walki! Algieria nie brzmi dobrze… Może przykleję sobie na ślinę trochę kłaczków spod szafki, to dadzą mi spokój?

Niestety… Pewnego dnia, gdy myślałem, że jedziemy samochodem w jakieś fajne miejsce- okazało się, że dochodzi do mojego noska zapach rąk wredytynarza… O nie!!! Nie wejdę tam! Nie ma mowy! Zaparłem się wszystkimi czterema nogami, próbowałem nawet pomóc sobie ogonem, ale ten zdradziecki odrost jak zwykle nie chciał ze mną współpracować, nic nie pomogło… Tatuś wziął mnie na ręce i postawił na wredytynarzowym stole. Ten obejrzał moje dzieło, pokręcił głową i powiedział „co ty sobie najlepszego zrobiłeś urwisie?”

No! Nareszcie ktoś docenił, że coś zrobiłem najlepiej! Ok, niech mu będzie- pomerdam mu za to ostrożnie ogonkiem. Niech wie, że nie chowam urazy za tamten patyczek…

Ale ten, zamiast popodziwiać i dać mi spokój, wziął do rąk nożyczki i idzie w moją stronę. O nie nie! Cofaj Luzak, wsteczny, nie daj się… Ale-co to? Zdradliwy tatuś! Zamiast ratować, przytrzymuje mnie jeszcze i pozwala by tamten mnie dotykał? Och ty tato !!! Odwrócił mi głowę i słyszałem tylko takie cyk cyk cyk cyk… potem jeszcze dotknął czymś zimnym i brzydko pachnącym, a potem coś tam rozmazał… Hmm- nawet nie boli,  ale na wszelki wypadek pokręcę się, żeby nie miał za łatwo…

Jakież było moje zdziwienie, gdy cyk cyk ucichło i tatuś pozwolił mi odwrócić głowę.  Wredytynarz zna się na rzeczy!!! Docenił moje dzieło i go nie zniszczył, a nawet je powiększył!!! Wyciął z sierści ładny wzorek i go pokolorował… jakąś…  jedyną… judyną… Miałem piękny kawałek różowej skóry, pokolorowany na pomarańczowo!!! Kurczę ,dzięki.!!! Jednak on nie jest taki zły!

Tylko potem w domu okazało się, że dzieło wredytynarza już nie jest pomarańczowe, bo się podobno utleniło,  ale został chociaż  super wzorek…

Oczywiście mamusia popsuła całą zabawę i nie pozwoliła spróbować tego, czym było to cudo posmarowane. Za każdym razem, gdy niepostrzeżenie wyciągałem szyję w kierunku pupka i chciałem polizać moja śliczną nową skórę, machała palcem i krzyczała „nie wolno!!!!”

Udałem więc, że śpię, a kiedy zniknęła za rogiem mój jęzorek powędrował tam szybko… Tfu!!! O fuj!!! Obrzydlistwo!!!! Łeeeee! tfu! Czy ten wredytynarz zwariował?  Jak ja mam dbać o moje dzieło, skoro teraz jest takie ohydne? O matko!!! No nic-powycieram trochę o dywan i spróbuję później.

Później pilnowali mnie jednak jeszcze bardziej i co chwila smarowali mnie na nowo. A ja wylizywałem, gdy było już ciemno i mnie nie widzieli. Hehe, musiałem być bardzo cicho, a i tak mama co chwilę mówiła „słyszę co robisz- przestań”. Ok. Poczekam aż zaczną wydawać te dziwne dźwięki nocne „chrrrrr chrrrrr chrrrr.” Wtedy przestają mi mówić co mam robić.

Dobranoc!!!

Jedno szczeknięcie

Globus6
 1 

Super szczeki, Luzak! Nala, masz talent do dobierania sobie przyjaciół

Wrzesień 16th, 2010 o 16:01

Szczeknij do mnie!

Imię (*)
Adres e-mail (nie będzie widoczny) (*)
URL
Treść