27
Sie

Wesołość

Kochani moi- nastały radosne dni. Co prawda niebo wciąż siusia, ale i tak spotyka mnie ostatnio tyle radości, że zupełnie nie przeszkadza mi bycie olaną przez chmurki. Przede wszystkim powoli odzyskuję mamę!!! Krewetka nie wymaga już od niej siedzenia cały czas przy sobie, bo też i krewetka nie chce już siedzieć. Od kiedy odkryła, że tylne odnóża doskonale nadają się do pomocy przednim łapom w przesuwaniu tułowia, a także, że można na nich stanąć- kategorycznie odmówiła ich nieużywania. Widząc to, rodzice zakupili jej specjalny pojazd z epoki kamienia łupanego (oglądam telewizję, więc wiem, że właśnie wtedy takich pojazdów używali, zwłaszcza Fred Flinston). Trochę to dziwne, bo wygląda prawie jak rodzicowy czerwony potwór, który stał się ciemny, ale nie biega samo, tylko używa w tym celu tylnych łap krewetkowych. Jakby nie było- krewetka jest zadowolona i chętnie użycza pojazdowi swych łap. Dzięki temu stała się bardzo mobilna, a mama ma łapki wolne i może je spożytkować na mizianie mnie. Z czego z kolei ja jestem bardzo zadowolona i wykorzystuję każdą możliwą chwilę.

Po drugie- do dziadków przyjechała ciocia Asia. Bardzo się cieszę z jej przyjazdu. Jednak jeszcze bardziej cieszy mnie fakt, że wraz z nią przyjazdowiła się Luna. Pamiętacie Lunę? To moja kuzynka, tylko parę miesięcy młodsza ode mnie. Można powiedzieć, że razem dorastałyśmy. Można powiedzieć, że na naszych skórach pogubiłyśmy pierwsze zęby. A po ich wgryzaniu w uszy miałyśmy pierwsze w życiu dredy i pierwszą, prawie naturalną depilację. Można też powiedzieć, że nie ważne jak stare będziemy, to zawsze szczeniaki się w nas obudzą, gdy się spotkamy. Radosnych brykań, fikań i podgryzań nie było końca. Szkoda tylko, że na cały ten proceder dostałyśmy eksmisję z domku (że niby byśmy krewetkę zgniotły, która bawiła się na podłodze. A ja tam wiem, że krewetka bardzo chętnie przyłączyłaby się do nas, tylko miałaby kompleksy, że nie ma zębów ani futra. A w zasadzie to dwa zęby już ma, którymi gryzie mamę. Na porost futra wciąż czekamy). Ale i tak było super, bo mogłyśmy się wytarzać w przepięknie pachnących perfumikach i ufarbować futro na zielono (najnowszy szczek mody). Potem wprawdzie zostałam wykąpana i po zabiegach pielęgnacyjnych nie został żaden trop, ale wspomnienia bezcenne…

No i po trzecie- mama wypowiedziała wojnę fruwającym wszędzie, goldenkowym kłakom. Wprawdzie nie rozumiem o co cała afera, w końcu jeden włosek jeszcze nikomu nie zaszkodził, jednak korzystam z miziań, które się z tym wiążą. Bo jestem co chwila czesana- z włosem i pod włos i w poprzek włosa i od góry do dołu i od dołu do góry i w prawo i w lewo i prosto i krzywo i falowato i okrężnie i szybko i wolno i przyjemnie i nie przyjemnie i na wiele innych sposobów. Wszystko to wiąże się z dotykaniem mej pięknej paszczęki, głowy, łapek, ogona, brzuszka, kuperka, pleców, uszków i wielu innych, cennych części ciała każdego goldenka. I jest cudownie! A, że mama prowadzi przy tym jakąś wojnę? Trudno- jej problem!

Jedno szczeknięcie

Globus6
 1 

Hej Nala! Z niecierpliwością czekam na następne posty! Ale jakoś ich nie ma!:(

Wrzesień 4th, 2010 o 15:46

Szczeknij do mnie!

Imię (*)
Adres e-mail (nie będzie widoczny) (*)
URL
Treść