Powrót szoguna

Kochani bezsierściowcy i umiejący czytać sierściuchy, panie i panowie, chłopcy i dziewczynki, pieski i suczki- ogłaszam wszem i wobec, że nostalgiczny nastrój z poprzedniego szczekania został daleko za mym jasnym i zgrabnym kuperkiem. Znów jestem radosnym, roztargnionym szogunem (jak mówi mama, kiedy się ze mnie śmieje) i ty-bydlakiem (jak mówi tata, kiedy się śmieje) i pierdołą (mama- kiedy zaczyna się złościć) i … (tego nie napisze, ale tak mówi tata, gdy jest na mnie zły). W każdym razie już nie jestem smutna. A byłam smutna, bo znowu mój brzuszek odstawiał dzikie harce. Zrobiło mi się jeszcze smutniej, jak mama powiedziała, że to moja wina, bo znów wszamałam coś, czego nie powinnam (a tyle razy mi mówiła, żebym tego nie robiła)… Ale nic to- dostałam tabletkę i wszystko wróciło do normy. A skoro po tabletce brzuszek idzie spać, a zapas tych tabletek leży razem z moimi przysmakami, to znaczy, że nadal mogę szamać do woli wszystkie podwórkowe kąski, bo w razie czego znów dostanę tabletkę i będzie dobrze. To chyba nie oznacza, że jestem już od tych tabletek uzależana? Bo wiecie, czytałam ostatnio o uzależeniach i stwierdziłam, że to wcale nie jest goldenkowe i nie chcę sobie uzależeć

Golden Retriever całkiem nieuzależany

Jak już pisałam- wesoły nastrój powrócił i znów chce mi się brykać i fikać i robić inne goldenkowe conieco. I robię tego conieca ostatnio bardzo dużo, a dodatkowo spotykają mnie różne niespodzianki. Taką największą z nich dostałam w niedzielę, kiedy z samego rana święta przyjechały do nas. Zawsze to my jeździliśmy na święta do babć i dziadków, więc tym większym zaskoczeniem było dla mnie, że to święta przyjechały i przywiozły mi babcie i dziadów. Zdziwienie jednak błyskawicznie przerodziło się w ogromną radość i wspólne mizianko z wszystkimi po kolei. A jak wiadomo- sześć par rąk to nie dwie, więc korzystałam ile wlazło. Zastanawiałam się tylko czemu nie wiedziałam o kolejnych świętach, co to za święta i czemu znowu tak bardzo się różnią od tych pierwszych, najlepszych, z drzewkiem z lasu i prezentami dla wszystkich. I doszłam do wniosku, że święta wcale nie są takie fajne, jak były te pierwsze, a te pierwsze były fajne, bo były moimi pierwszymi świętami i rodzice się postarali, żeby były najlepsze. Chyba logiczne, prawda?

W każdym razie było fajnie, bo byli kochani bezsierściowcy, a rodzice dostali tort, z którego wspólnie zdmuchnęli świeczkę. Dostali też prezenty i prawie wszyscy pili tą zachęcająco pachnącą wodę. Ja też chciałam spróbować, ale mama mi nie pozwoliła…Z braku przyjemności picia, zastanawiałam się więc nad nazwą tych świąt, bo jak się ostatnio dowiedziałam- każde jakąś nazwę ma. Te pierwsze, najlepsze, to Boże Narodzenie, bo kiedyś ten ktoś się urodził i tego dnia miał urodzinki. Potem były imieniny dziadka (nie wiem o co chodzi, ale to dziadkowe święto), potem moje urodzinki, a ostatnio Wielka Noc. Jak na mój nos, to ta noc wcale nie była dłuższa od innych nocy, ale nie zamierzam się z nikim sprzeczać. No a te ostatnie święta? Hmmm… chyba poprostu nazwę je „święta rodzicowe„, bo z pewnością było to święto ich obojga (bo dmuchali świeczkę). A że świeczka była jedna, tak jak na moich urodzinkach, to z pewnością było to pierwsze „rodzicowe święto”. Cokolwiek i którekolwiek to było- składam im spóźnione „wesołych świąt„.

Golden Retriever i właściciel

Golden Retriever z właścicielką

Szczeknij do mnie!

Imię (*)
Adres e-mail (nie będzie widoczny) (*)
URL
Treść