Rehabilitacja

Mimo iż odpowiedziałam na wiadomość Dominiki i Bezika (albo Beziki, bo to też dziewczynka) w mojej księdze gości- nadal czułam pewien niedosyt. Wprawdzie bardzo lubię mojego przyjaciela Lenia, bo w jego towarzystwie można tak błogo i bezstresowo spędzać czas, jednak zaczęłam się zastanawiać czy ostatnio nie zrobił się on zbyt zaborczy. Rozumiem, że bardzo mnie kocha (wszyscy mnie kochają), tak jak i ja kocham jego (bo przecież kocham wszystkich) i dlatego chce ze mną przebywać. Ale i on powinien zrozumieć, że nie mogę być tylko jego. Dziś pierwszy raz poczułam na własnym kuperku presję opinii publicznej i zostałam natchniona do pisania dla Was. Tylko za bardzo nie wiem o czym mam pisać, bo ostatnio niebo ciągle siusia i siedzimy w domku, z wcześniej wspomnianym Leniem.

Golden Retriever w objęciach mamy

Zacznę może od tego, że poświęcenie mojej fryzury w walce z kleszczami na nic się zdało. Jestem z tego powodu zła i zawodzona. Wczoraj wieczorem mama odkryła kolejnego paskudnika, wysysającego mą drogocenną krew i to z mojej pięknej, goldeniej paszczęki. I co? Wiedziałam, że ta maść jest jakaś trefna! W sumie to nawet zaczęłam się cieszyć na wizytę u pani doktor, lecz niestety, a może i stety- mama złapała pęsetę, tata złapał mnie, pęseta złapała kleszcza, ja taty nogawkę, kleszcz nie miał czego się złapać i uległ pęsecie. Cały! Uradowana, aczkolwiek niezmiernie zdziwiona pocałowałam mamę, spróbowałam pocałować tatę (ale ten, jak zwykle się odsunął) i poszłam odpoczywać po akcji do mego przyjaciela Lenia. Mama wysnuła wniosek, że pewnie płyn jeszcze nie zaczął działać i oby miała rację. Ja natomiast wysnułam wniosek, że poczekam aż tata będzie słaby i schorowany i wtedy wycałuję go za wszystkie czasy.

Golden Retriewer całuje tatę

Jest jeszcze jedna rzecz, którą muszę Wam się pochwalić. Stwierdziłam, że skoro rodzice to robią (chwalą się) całej mojej ludzkiej rodzinie, to ja też mogę. Uwaga, uwaga- za jakiś czas przestanę być jedynaczką! Od kiedy rodzice mi o tym powiedzieli zastanawiam się czy mam się cieszyć czy płakać. W sumie, to chyba nowy dostanie własne zabawki i legowisko, a rodzicami nie będę musiała się dzielić, bo są tylko moi. Nie ma więc chyba czego się bać. Dodatkowo będę miała kompana do brykania, fikania i podgryzania, więc powinno być super. Nie wiem tylko czemu odczuwam pewien niepokój i mam przeczucie, że może nie być tak kolorowo jak mi się wydaje. Dodatkowo mama już inaczej się zachowuje- nie daje mi na siebie skakać, nie biega ze mną i ciągle narzeka, że coś jej ciąży…Dziwne to wszystko, dziwne. Ale nic to, kleszcze przeżyłam, z Luną dzielnie się gryzłam, więc i rodzeństwo straszne mi nie będzie. Zastanawiam się tylko, jaka to będzie rasa? Berneńczyk? Labek? A może Owczarek, taki jak Szarik? Eh… Szarik… Mój ukochany, dzielny bohater!

Szczeknij do mnie!

Imię (*)
Adres e-mail (nie będzie widoczny) (*)
URL
Treść