Czasem ja mam lepiej

Nie raz pisałam o niesprawiedliwości wynikającej z różnego traktowania mnie i krewetki przez naszych rodziców. Muszę jednak przyznać, że jak dotąd wymieniałam te punkty, w których to krewetka miała o wiele lepiej ode mnie, pomijając z premedytacją te, których ona mi zazdrości. W prawdzie nigdy mi nie mówiła, że zazdrości mi tego czy tamtego, ale to z pewnością wynika z faktu, że krewetka nie mówi, a nie nie zazdrości. Tak czy siak, wierzycie czy nie, przyznaję się do tego czy nie- często to ja mam o wiele lepiej.

Przykładowo- krewetka wychodzi na spacer raz dziennie. Ja wychodzę rano, po południu i wieczorem, a czasem nawet częściej, jeśli zasymuluję potrzebę tego grubszego. Wspomniane to grubsze natychmiast po zrobieniu odczepia się ode mnie, podczas gdy krewetka musi czekać i śmierdzieć, aż ktoś jej to zabierze. Poza tym, biedactwo chyba stale ma problemy z odpowiednią tego konsystencją, co wnioskuję z faktu, że gdy ja mam z tym problem to dostaję od mamy tableteczkę, po której problem ustępuje. Krewetka dostaje lekarstwa pięć razy dziennie i strasznie się przy nich krzywi, co w sumie jest całkiem logiczne, bo rodzice nazywają te lekarstwa „wita miny„. Jak się pewnie domyślacie, nazwa ta oznacza, że po ich przywitaniu, czyli spożyciu należy powykrzywiać paszczękę, robiąc dziwne miny. I jeszcze co do wychodzenia, to ja faktycznie mogę chodzić! Ona jedynie leży i dziwnie wymachuje odnóżami. Nawet w czerwonym potworze leży w specjalnej klatce, podczas gdy ja mogę brykać i fikać po nim całym. No prawie całym. W sumie po tylnej kanapie tylko, ale mogę.

Mogę również wyjadać jedzonko z miski i prosić o nie (i co najważniejsze- dostawać) różnych bezsierściowców. Ona biedna nie je wcale. Nie może też mnie polizać, choć ja ją liżę codziennie, bo ma za mały język (pewnie też dlatego właśnie nie je). Może za to wyrwać mi sierść z kupra, co nie stanowi jednak żadnej przewagi nade mną. Ja przecież też mogę jej powyrywać sierść wymienna, ale nie czynię tego, co świadczy o mej dorosłości (wolę rozmnażać moje zabawki). Co do sierści właśnie- choć tej wymiennej ma krewetka dużo więcej niż dużo– nigdy nie jest ona choć w połowie tak piękna, jak moja własna!! A domyślam się, że to z winy rodziców. Wszak każdy wie, że zbyt dużo środków chemicznych niszczy sierść, a krewetka prana jest codziennie. I to używane są do tego okropnie śmierdzące i pewnie żrące (bo śmierdzące) specyfiki…

Jak widzicie- w wielu dziedzinach życia każdy goldenek będzie miał lepiej od krewetki.

Na koniec jeszcze muszę Wam wyznać, że w końcu odkryłam po co rodzice hodują to nieporadne i do niczego nieprzydatne zwierzę. Usłyszałam bowiem w telewizorku, że krewetki się zjada. Mało tego- jest to danie dość wyszukane i drogie. Zastanawiam się tylko, czy rodzice zamierzają ją zjeść sami, gdy już osiągnie wymagane rozmiary, czy też sprzedadzą ją do jakiejś restauracji, żeby mieć więcej pieniążków na zachcianki mamy? Cóż- poczekamy- zobaczymy!

Szczeknij do mnie!

Imię (*)
Adres e-mail (nie będzie widoczny) (*)
URL
Treść