24
Sie

Zamiana ról

Zamiana ról

Ostatnio mam nowe marzenie. Na jeden dzień odwrócić role. Zostać w swojej sierści, bo bez niej z pewnością byłoby mi zimno, ale zamienić
się z rodzicami miejscami. Ciekawe jak by to było…?

Wstałabym rano, spojrzała na rodziców jak się budzą, ewentualnie szturchnęłabym łapą, gdyby zbyt wolno im to szło, a potem głaskałabym ich po brzuszkach. Otworzyłabym im drzwi do kuchni, aby się napili, bo rano zawsze jedzie im z pysków. W tym czasie przygotowałabym się do wyjścia, nałożyła im smycze i wyszła, pilnując bacznie, aby mnie nie przewrócili podczas szaleńczego galopu po schodach. Na spacerze mogliby iść tam, gdzie ja chcę, a jak zdecydowałabym, że pora wracać, to tak by się stało. Nie ukrywam, że pewnie trochę denerwowałoby mnie ich chodzenie w tą i z powrotem, węszenie i szukanie idealnego miejsca na… sami wiecie co. No i z pewnością nie byłoby mi łatwo zebrać pozostałości po tych zabiegach, oj nie…

Golden Retriever na łące

Po powrocie do domu być może trzeba by wrzucić tatę do wanny, bo on zawsze musi się gdzieś ufajdać, a mamę musiałabym dodatkowo wyczesać, bo jej sierść ma tendencję do dredowania się na wietrze i podczas biegów pomiędzy zaroślami. Potem przyszedłby czas na śniadanie. Rodzice siedzieliby koło mojego krzesełka, głośno przełykając ślinkę (czasem kapałaby ona na me kolana, więc musieliby położyć na nich również swoje głowy w celu zakrycia poślinowych plam) i czekając aż coś im dam, oczywiście prosząc wcześniej o podanie łap czy danie głosu, ewentualnie kazałabym im się poniżać proszeniem o jedzenie. I żeby nie myśleli, że zawsze należy im się to co najlepsze, to czasem dostaliby szyneczkę, a czasem stary chleb. Ale znając wszystkich milusińskich i tak byliby wdzięczni, że coś im skapnęło.

Po śniadaniu musiałabym ich zostawić i martwić się o zarobienie na ich jedzonko i zabawki i przysmaczki i smyczki, identyfikatorki i lekarzy i wiele innych rzeczy, o których pewnie nawet nie wiem. Po powrocie z pracy i zakupów nastałby czas na porcję pieszczot. Tuż po otwarciu drzwi nogą, z siatkami w rękach i kluczami w zębach, zostałabym zaatakowana przez nich, domagających się mojej uwagi. Skakaliby na mnie, lizali po twarzy i wiercili się pomiędzy nogami, gdy próbowałabym zdjąć buty i pozbierać porozrzucane przez nich , w czasie powitania, przedmioty.

Golden Retriever z zabawką

Teraz nadszedłby czas na kolejny spacer, tym razem dłuższy i połączony z zabawą. Jeśli dopisałoby szczęście, to spotkalibyśmy tam innych, nieagresywnych ludzi i rodzice mogliby się z nimi pobawić i stracić przy tym odrobinę więcej niekończącej się energii. Po powrocie trzeba by ich nakarmić, wmawiając, że ich jedzenie jest o wiele lepsze od mojego i próbując udowodnić tą ściemę ściemnianiem, że niby to jem i bardzo mi smakuje. Potem chwila dla siebie, przerywana co jakiś czas odganianiem ich słowami „błagam, prześpijcie się trochę i dajcie mi odpocząć”, po czym i tak musiałabym zejść z kanapy do nich na podłogę i miziać ich i głaskać i podgryzać, bo tylko wtedy widziałabym, że są szczęśliwi.

Na koniec znów spacerek i może znów mycie i czesanie. I tak co dzień, w kółko, bez końca. No chyba, że trzeba by iść do weterynarza, to wtedy jeszcze musiałabym ich oszukiwać, że nie ma się czego bać, bo ten zastrzyk wcale nie boli, tabletki są smaczne, a płyn na pchły i kleszcze przepięknie pachnie. Nie muszą się też wstydzić, gdy lekarz zagląda im tam, gdzie nie chcieliby żeby zaglądał, bo on przecież jest lekarzem i gorsze rzeczy oglądał…

I wiecie co? Zdecydowanie wolę być pieskiem!



Szczeknij do mnie!

Imię (*)
Adres e-mail (nie będzie widoczny) (*)
URL
Treść