Lajf is brutal

Odkąd w moim życiu pojawiła się krewetka, zauważyłam w końcu to, co tatuś próbował mi wpoić od szczeniaka. To znaczy od kiedy ja byłam szczeniakiem, a nie on. Bo on to ponoć cały czas jeszcze ma szczeniackie zagrania (jak twierdzi mamusia), choć jest już dość wiekowy. W każdym razie- zrozumiałam, że życie nie jest sprawiedliwe, lub też, że jest ono „brutal end ful of zasadzkas”. A to wszystko przez to, że jej wolno więcej ode mnie… Krewetce znaczy się.

Różnice są widoczne już od samego rana- ona sobie śpi z mamusią tak długo, jak chce. Nawet jak mama obudzi się wcześniej to leży z nią grzecznie, bo krewetka musi się wyspać. A ja jestem brutalnie zrzucana z wyrka wczesnym świtem i wyciągana przez ojca na dwór. Krewetka je kiedy chce i ile chce. Ja- co sobie znajdę jakiś smakowity kąsek na dworze to jest mi on odbierany, ze słowami: „zostaw to świństwo, bo Cię brzuch rozboli i będziesz mieć… no… to rzadsze…”. A co do brzuszka właśnie- jak mnie boli, to dostaję dwa głaski w kuper, tabletkę do buźki i tyle. Jak boli coś krewetkę, to jest noszona i przytulana cały czas, mimo iż drze ryja niemiłosiernie i każdy ma ochotę wystawić ją za drzwi. A przynajmniej ja mam taką ochotę, bo spać nie daje, a przecież wiem, że będę zrzucona z wyrka bladym świtem… I gdzie tu sprawiedliwość?

Czasem chciałabym, żeby wskoczyła z powrotem do maminego brzucha i wszystko wróciło do dawnego porządku. Choć z drugiej strony przyzwyczaiłam się do tej małej istoty i pokochałam jak nowego członka stada, którym przecież jest. Trochę irytującego- to prawda- ale jednak członka stada. Wiem już, że jak jest na łóżku, to trzeba tam ostrożnie wskakiwać. Wiem, że jak płacze, a mama jest w kuchni czy łazience- trzeba szybko iść i powiedzieć jej o tym. Wiem też, że hałasującymi zabawkami mogę się bawić tylko jak mała ma otwarte oczy. A te ma piękne- szczególnie jak patrzy na mą buźkę z odległości nie większej niż mój nosek.

Muszę przyznać, że z wielką niecierpliwością czekam, aż zacznie robić coś więcej poza spaniem, jedzeniem i płaczem (już powoli zaczyna tak śmiesznie machać odnóżami i rozglądać się za źródłem hałasu, którym często jestem ja) i zacznie się ze mną bawić. Tak jak obiecali mi to rodzice. A na razie zaczepiam ich jak mogę, choć mają teraz dla mnie mniej czasu. Przez krewetkę oczywiście, bo lajf is brutal…

27
sty

Od taty

Od taty

Dzisiaj wpuszczam, a nawet dopuszczam do głosu, a dokładniej do pisania, mojego tatę. Powiedział, że ma Wam do przekazania coś zupełnie ciekawego i oczywiście mam nadzieję, że mówi prawdę.  Tata MUSI ostatnio być dla mnie dobry, więc ja też dla niego będę i udostępnię mu miejsce na mojej stronie (a potem oczywiście wystawię mu rachunek w postaci jedzonka i miziań). No więc słów kilka od taty…eeee… a miało się rymować… Tata w każdym razie:

Golden Retriever i 1,5 tygodniowe dziecko

Witam.

Chciałem z Wami, drodzy czytelnicy, porozmawiać o Nali. Jeśli obserwujecie stronkę, to wiecie, że oprócz naszego bydlaka, mamy teraz w domu krewetkę. Nasza krewetka to pocieszna córunia tatusia. Zdjęcie jak ziewała (tak- ona wtedy nie płakała!) już widzieliście.

Zszokowało mnie w pewnym momencie, jak zaraz po przyniesieniu Hani do domu- Nala wydoroślała. I nie mówię tutaj o tym, że zmienił się jej charakter, mentalnie stała się inną… osobą? Nie- chodzi o moje jej postrzeganie.

Nalcia zawsze była tym małym kochanym maleństwem, którego tata nie chciał, ale musiał chcieć ze względu na mamę. Mimo, że ma 28kg to i tak była kruszynką. Mimo, że jest większa od niektórych dzieci- bezstrosko wskakuje mi na kolana. Bo to jest mały piesek, nasz.

Teraz jednak patrzę- Nala położyła się koło Hani i okazało się, że jej ogon jest niewiele mniejszy, niż ona cała. Jak Nala polizała Hanię, to język sięgał od szyi do czoła. O kurde- co się stało z moim maleństwem?

W związku ze zmianą postrzegania Nali wielkości, zmieniło się także moje podejście do niej. Widzę, że jest dorosła i chociaż wiedziałem o tym zawsze, teraz jest… inaczej. Eh- przelanie tego na stronę miało pójść łatwiej.

Golden Retriever i Hanna

Nala jest już duża, jest jeszcze bardziej kochana, ale widzę, jak się zmieniła, jak się inaczej zachowuje, jak wydoroślała.

I to chciałem przekazać. Spójrzcie także na swoje pieski i z łezką w oczach przypomnijcie sobie, jak to  było kiedyś, a potem z jeszcze większą łezką doceńcie, jak jest teraz.

Pozdrawiam!

Jarosław Chmielecki, czyli goldenkowy tata„.

Czy skoro jestem dorosła, to oznacza, że mogę już sama wychodzić z domu po 22?



L