Archive for Styczeń, 2011

4
Sty

Następny rok

   Posted by: Nala    in Hauchiwum

Na początku szczekań chciałabym Wam serdecznie podziękować za życzenia, a przede wszystkim pamięć o mnie. Rodzice też dziękują. I Krewetka chyba też, bo powiedziała „dzie”, co w jej języku, zrozumiałym tylko dla rodziców i trochę babć, oznacza właśnie podziękowanie.

Odpowiadając na Wasze szczeki- moje święta też minęły iście goldenkowo, bo na mizianiu z bezsierściowcami, brykaniach z Luną i szamaniu tego, czego na co dzień nie szamam. Nie szamam również żadnych figurek, choć te Krewetkowe bywają niezwykle pociągające. A dostała mnóstwo nowych z okazji świąt. I wiele wymiennej sierści. A ja dostałam jedynie jedną rozmnażalną zabawkę i jedzonko, co znów okazało niesprawiedliwość tego świata. Ale nic to. Przyzwyczaiłam się.

Przyzwyczaiłam się również do tego, że rodzice czasem podrzucają nas do dziadków na noc i jadą do pracy. Ale jakoś tak w te Sylwestra smutno mi było bez nich. Szczególnie, że jak co roku w środku nocy zaczęli strzelać i hukać i błyskać, a ja nie miałam w pobliżu tatowych nóg, do schowania się za nie, ani mamowych rąk do miziań. No i bałam się, że rodziców mi zahukają i już ich więcej nie zobaczę… Na szczęście wraz z pierwszymi promieniami słońca (a jest zima, więc mniej więcej o porze, kiedy mama niegdyś wychodziła na pierwsze zajęcia), usłyszałam znajomy mi pomruk czerwonego potwora, który stał się ciemny. Po chwili w drzwiach stanęli oni, pomiziali mnie chwilę i… poszli spać. I przespali pół następnego dnia, a ja biedna, spragniona czułości musiałam iść się tulić do dziadków. Ja wiernie czekałam. A oni, niewdzięcznicy, śmieli się jeszcze rozchorować! Porządną dawkę pieszczot otrzymałam w zasadzie dopiero dzisiaj (bo i oni dopiero dziś zaczęli przypominać bezsierściowców) i dopiero dziś zaliczyłam porządny spacer i odwiedziny u drugich dziadków, za którymi byłam już strasznie stęskniona.

Jak więc widzicie- Nowy Rok nie zaczął się pomyślnie. Do tego cały czas kiełkuje mi w głowie myśl, że wszyscy znów są starsi. A co, jak rodzice umrą? Ratunku!!!

Ale spokojnie, nie dajmy opaść uszom– trzeba przeć naprzód!

Taka Krewetka przykładowo wciąż prze do przodu- na czterech łapach, na dwóch, czasem na jednej, a czasem na pysku. Ale prze. Tak prze, że za tydzień z hakiem skończy roczek. Wiem, że rodzice planują z tej okazji jakąś balangę i cieszę się ogromnie, bo ponoć będzie na niej Luna! Ciekawe czy Krewetka dostanie równie pyszny tort, jak ja dostałam na swoje pierwsze urodzinki? W moim było mięsko i ryżyk i marcheweczka i wiele innych pyszności. I miałam prześliczną świeczkę z tłustym misiem, który teraz straszy ze ścian krewetkowego pokoju. Ciekawe czy Krewetka podzieli się swoim tortem? Ja się nie dzieliłam, ale wtedy nie było z nami Krewetki. A ja jestem, to może dostanę kawałek?

Kończę na dzisiaj- idę marzyć o torcie. I Wam życzę mnóstwa tortów w tym następnym roku!

Strona 2 z 212