Archive for Czerwiec, 2010

11
Cze

Okropnie strasznie upalnie gorąco

   Posted by: Nala    in Hauchiwum

Świat jest ostatnio piękny, choć niezwykle gorący. Po bardzo długich siusianiach nieba, przyszedł czas na posprzątanie jego toalety. Wietrzyk i słoneczko zakręcili się tak efekciarsko, czy jakoś tak, że nawet błotniste kałuże się nie ostały. W pobliżu naszego domku nie ma skrawka wody, w którym można by schłodzić kuper, czy chociaż jedną nogę. O napiciu się nie wspominając. Na szczęście rodzice zauważyli chyba ten problem (domyślam się, że im też tego brakuje, choć nigdy nie przyłapałam ich na kałużowym chłodzeniu kuprów) i w pobliże domu wychodzę tylko na siusiu, to grubsze i szybką przebieżkę wokół bloku. Za to, gdy tylko mogą- jeździmy nad jeziorko, gdzie wciąż mozolnie ratuję patyczki, lub na podwórko do babci, gdzie pomagam dziadkowi wyrywać trawę. Wprawdzie dziadek mnie przegania, ale ja wiem, że robi to z powodu męskiej dumy, żeby się nie przyznać, że potrzebuje pomocy. Ja jak najbardziej to rozumiem, więc pomagam mu, kiedy nie widzi. Wprawdzie później nie ma zadowolonej miny, ale wiem, że w głębi serca jest mi niesamowicie wdzięczny.

Czasem też rodzice zabierają mnie na działkę do drugich dziadków, która jest niezwykle fascynująca. Jest tam pełno bliżej niezidentyfikowanych roślin, o przeróżnych kształtach, barwach i zapachach. Wszystkie ona są jednakowo smaczne i miękkie, co przy każdym mym pobycie wśród nich odkrywam na nowo. Nie rozumiem jednak, po co pomiędzy poszczególnymi połaciami roślin jest goła ziemia. Wszak nie jest ona ani ładna, ani miękka, ani do czegokolwiek przydatna. Nie rozumiem także, o co chodzi rodzicom i dziadkom, kiedy mówią: „Nala! Chodź po ścieżkach”, z tonem, jakbym miała coś zepsuć… Tak się tylko domyślam, że musi to być jakiś szczególnie znienawidzony przez nich rodzaj roślinek i chcą wykorzystać mój kuper, żeby je zniszczyć, a samemu zachować czyste sumienie… Nieładnie!

Po wszystkich tych wojażach, ratowaniach patyczków, pomaganiach dziadkom i walce ze ścieżkami- okrutnie jestem zmęczona. Do tego ten upał i brak kałuż- okropieństwo. Zaczynam zazdrościć krewetce, która na dworze przebywa w swoim wehikule, lub na łapkach rodziców, siedzi sobie w cieniu i w kuprze ma tragedię patyczków, bezsilność dziadka i chęć mordu ścieżek. Eh… Chciałabym być taką krewetką! Tyle, że jest ona tak okropnie łysa (nie ma włosów nawet na ogonku, ba- ona nie ma ogonka!!!). No i kto wtedy wykonywałby całą tą pracę? Wszyscy szybko zginęliby marnie

4
Cze

Ratujcie patyki

   Posted by: admin    in Hauchiwum

Pogoda nie rozpieszcza w tym roku.  Przynajmniej bezsierściowców. Dzisiaj był pierwszy prawdziwie piękny dzień. Słoneczko, ptaszki i te sprawy. Fajnie? Tak. Gdyby nie fakt, że każdy uświadomił sobie, jak długo było brzydko. To trochę psuło nastroje.

No ale nieważne. Byłam dzisiaj na plaży. Kąpałam się, pływałam, ratowałam patyki. Ja naprawdę nie wiem, czemu moi rodzice mają wielką żądzę mordu tych biednych patyczków. Nie dość, że najpierw musiały oderwać się od matki i spadły na ziemię, to później jeszcze zostają wrzucone do wody, zamiast sobie spokojnie odpoczywać. Najgorsze, że jest ich sto pięćdziesiąt siedemdziesiąt!

To jest tak, że tata (albo mama) znajdują patyczka i, jak już wiecie, wrzucają go do wody. Ja za nim płynę, ratuję i kładę w bezpiecznym miejscu. Tata w tym czasie rzuca kolejny i tak w kółko. Tylko że w pewnym momencie robi się rzecz niesłychana. Z mojego bezpiecznego miejsca znikają patyki! Po prostu chyba uciekają. Ja przynoszę i jest o jednego mniej, tata w tym czasie rzuca kolejny. Wracam- o jeden mniej… Nie wiem, nie wiem, nie wiem.

Napływałam się w każdym razie za wszystkie czasy. Mam nadzieję, że jutro też pójdziemy.

Strona 2 z 212