Archive for the ‘Hauchiwum’ Category

18
sty

Golden Retriever zdjęcia

   Posted by: admin

Golden Retriever zdjęcia

Pamiętacie jak pisałam Wam kiedyś, że Wasz kochany Golden Retriever (czyli ja) miał robione propensjonalne zdjęcia? To było wtedy, jak byłam na spacerku z Daisy, a jej tata był na spacerku z nią, nami (ja i rodzice) i swoim wielgachnym aparatem z ogromnym okiem, strzelającym głośną i długą serią cyków. Zupełnie jak karabin maszynowy. Tylko trochę ciszej. I trochę mniej i trochę inaczej. Ale reszta była taka sama.

Zastanawiacie się pewnie skąd wiem jak cyka karabin maszynowy? Ano, moi kochani bezsierściowcy, ponoć żyjemy w dobie szeroko dostępnych związków i wolnej informacji– tak słyszałam w pudełku z gadającymi obrazkami. A może to było na odwrót? No w każdym razie piesek może dowiedzieć się wielu rzeczy, nie wychodząc z domu i nie musząc odkrywać wszystkiego samemu. Tak więc pierwszy raz usłyszałam dźwięk karabinu maszynowego w wyżej wymienionym pudełku. Pewnie bym się go przestraszyła, gdyby nie ON… Najprzystojniejszy mężczyzna, jakiego w swoim krótkim, ale intensywnym życiu widziałam! Wysoki, dobrze zbudowany, wyszkolony i dobrze ustawiony (w końcu pracuje w wojsku, a tam ponoć teraz dobrze płacą), jedyny w swoim rodzaju ON- Szarik… Cudowny, bohaterski, a do tego potrafił zarządzać czterema (a czasem i więcej) bezsierściowcami. Nie wiedziałam tylko dlaczego ciągle strzelali z tych karabinów do niego i jego podwładnych i nadal nie wiem. Wprawdzie rodzice próbowali mi wytłumaczyć, mówili coś o jakiejś wojnie z Niemcami, ale nie mogłam tego zrozumieć. Dwoili się i czworzyli, a ja z tego zapamiętałam tylko tyle, że gdyby nie Szarik, to bym teraz po niemiecku szczekała. Nie wiem czy to by było fajne czy nie, ale skoro ON walczył przeciw temu, to ja jednak nie chciałabym tego robić. Po filmie pozostała mi miłość do Szarika i znajomość odgłosów wojennych. Ale wróćmy do zdjęć.

Kości blade! Ja nie wiedziałam, że propensjonaliści tak bardzo przerabiają zrobione przez siebie zdjęcia. Jak je zobaczyłam pierwszy raz, to w ogóle się nie poznałam. Przecież ja nie robię takich dziwacznych min jak biegam. To oszczerstwo jakieś! Bezczelne zdjęcioprzeróbstwo… Ja tak nie wyglądam!!! Ja jestem śliczna! I zawsze mam schowany języczek i trzymam policzki i uszy w jednym miejscu, żeby ładnie wyglądać. W końcu nigdy nie wiadomo kiedy w parku pojawi się mężczyzna mego życia. No dobra- mężczyzna dzisiejszej zabawy, ale „życia” lepiej brzmi i nie wychodzę na balonicę. Yyy… To chyba miało być „na latawicę”… Nie ważne. Ważne jest to, że zostałam oczerniona i dorobiono mi paskudne uminienie. Szkoda, że nie umiem gryźć, bo wygryzłabym je z tych zdjęć. Wasz goldenek jest niezadowolony! Jedynym pozytywnym aspektem tej sprawy jest to, że zdałam sobie sprawę z faktu, iż inne osoby też mogą być tak oczerniane przez „poprawianie” zdjęć. I tak, np. te panie, które tata ma czasem na komputerku, w rzeczywistości wcale nie muszą mieć tak dziwnych min i być tak niefunkcjonalnie zbudowane. Uff, a było mi ich szkoda…

No nic, wracam się załamywać. Was pozostawiam, abyście sami mogli ocenić pracę wujka.

P.S. No dobra- będę teraz zupełnie szczera. To moja wina z tymi zdjęciami. Jak biegam, to wszystko mi faluje i fika i nie jestem w stanie nad tym zapanować. Dlatego też takie miny wychodzą, których później muszę się wstydzić i upierać, że to podróbka. Rodzice uważają, że zdjęcia są wspaniałe. Ja też tak uważam. Oczywiście tylko wtedy, gdy nie patrzę na własną pofikowaną paszczękę, ale ona też ma coś w sobie. Wszyscy razem serdecznie wujkowi dziękujemy i mamy nadzieję, że jakoś się kiedyś odwdzięczymy.

A teraz- podziwiajcie kochani (zdjęcia wykonał Rafał Ogłaza- zdjęcia ślubne)

Golden Retriever Golden Retriever zdjęcia
Golden Retriewer zdjęcia Golden Retriver
Golden Retriver zdjęcia Golden Retriwer
Golden Retriwer zdjęcia Zdjęcia Golden Retriever
Zdjęcia Golden Retriver

Fotograf Szczecin

Fotografie te znajdują się również do pobrania w dziale Golden Retriever tapety.

16
sty

Golden Retriever i szalony dzień

   Posted by: admin

Golden Retriever i szalony dzień

Wróciłam już do pełni sił po badaniach i głodówkach. Przez całą tą hecę dwa dni mi jeść nie dali… Nawet jabłka, ani marchewki, ani smaczków, ani okruszyny chleba mój chudnący pyszczek nie zasmakował. Dzisiaj zachciało mi się brykać i fikać i skakać, a tu jedyne co słyszę to: „Nala, nie skacz!”, „Nala, uspokój się!”, „Nala, błagam…”. No i co ja mam robić, kości blade, jak mój zadek harcuje, a mama go stopuje?!?

Golden Retriver głodny

O godzinie, hmmmm, na pewno późno popołudniowej (bo dopiero wtedy rodzice mają jako takie siły), odpowiedź na powyższe pytanie została przede mną odkryta. Najpierw przyszli goście- łapki do głaskania i zaczepiania. Zajęci byli bardzo jakimś projektem, ale ja zajęłam ich lepiej- swoją osobą oczywiście. Później- długi spacer z atrakcjami, tj.: sam spacer, błotniste kałuże, mali bezsierściowcy (i ci całkiem pokaźni również), uciekające przede mną listki i łatwo rozmnażalne woreczki, a także rozbrykane krzaczki, które najpierw zachęcają do zabawy, a potem nie odpowiadają na zaczepki. Nic to! Ze spaceru wyniosłam naukę, że krzaki lubią człowieka (no dobra- pieska) podpuszczać i wyniosłam też trochę, a może trochę więcej błotka do domu. Na sobie rzecz jasna.

/Zamiast nauki wolałabym wynieść przysmaki, ale bierzesz co dają. Darowanej kości się w szpik ZAGLĄDA./

Ucieszyłam się, że błotko było chętne do zafarbowania mojej sierści, bo znudziło mi się bycie blondynką. Mama nie podzielała jednak mojego entuzjazmu (w końcu- to nie o niej głupie kawały opowiadają) i zarządziła odfarbowanie sierści z użyciem cudownego specyfiku. Dodam jeszcze, że mój tata także nie był zachwycony i powiedział, że jestem zdecydowanie za młoda na takie wygłupy. Eh- Ci starzy.

Tak, tak- czytajcie i zazdrośćcie moi kochani bezsierściowcy. Przeżyłam dziś naprawdę cudowną, fantazyjnie długotrwającą kąpiel. Najpierw polewanie cieplutką wodą z wodotryskającego kijka. Gdy uzbierało się jej trochę w wannie zaczęłam ją bąbelkować noskiem, a w tym czasie mama sięgnęła po wyżej wspomniany specyfik i zaczęła go na mnie nakładać. W wyniku kontaktu z mą sierścią i pocierająco- okrężnych ruchów łapek mamy zapieniło się obficie. Dalsze bąbelkowanie wody nosem nie było więc już potrzebne- od tej pory bąbelkowała się sama. Szkoda tylko, że tak śmierdziała, choć mama stwierdziła, że ładnie pachnie. Ale nią nie można się sugerować- od dawna wiem, że ma zupełnie nie goldenkowy gust! Gdy piana jakimś czarodziejskim sposobem zrobiła się bruDnatno-szara, nastąpiło dłuuugaśne odczepianie jej ode mnie za pomocą wodotryskającego kija. Byłam w trzecim? Drugim? Którymś tam niebie! A potem zwieńczenie tych rozkoszy. Do akcji wkroczył tata i ręcznik w jego łapkach. Zostałam wymiziana i wytarmoszona. A gdy połowa wody ze mnie przeszła na ręcznik, a druga połowa na tatę, a trzecia pozostała wierna na mnie- bawiliśmy się jeszcze moim pieskiem i moim ogonkiem. To znaczy moim zabawkowym ogonkiem do tarmoszenia, a nie tym przy moim kuperku.

To był cudowny dzień! Teraz leżę sobie na kanapie i odpoczywam. I jest mi tak błogo… Może nie aż tak błogo, jak ostatnio przed badaniem, ale też jest dobrze. I chyba zaraz przyjdzie Pan sen, więc kończę tą relację z dnia dzisiejszego. Macham do Was ogonkiem i liżę noski. Papa

Golden Retriver na kołdrze