Archive for the ‘Hauchiwum’ Category

1
mar

Okropnie kochani rodzice goldenka

   Posted by: admin

Okropnie kochani rodzice goldenka

Moi rodzice są okropnie kochani. Wasi rodzice też pewnie są właśnie tacy, ale z zupełnie innych powodów niż moi.

Moi rodzice są bardzo kochani, bo znów zabrali mnie do babć i dziadków i innych bezsierściowców, a także Harrisa i innych sierściowców spotykanych w Wałczu. Kocham ich także z miliona innych powodów, ale ten był ostateczny(tzn. od jego zaistnienia minęło najmniej czasu, zatem właśnie o nim napisałam). Natomiast są okropni, przeokropni, zupełnie niegoldenkowo okropni, bo się ze mnie śmieją… Mówią, że jestem jeszcze malutka (to się zgadza) i głupiutka (absolutnie NIE), skoro myślałam, że idą Święta. Powiedzieli, że owszem idą, ale za nim dojdą, to zdążymy z mamą jeszcze kilka takich porządnych porządków jak ostatnio zrobić. I choć moje przemyślenia na ich temat były w sumie trafne, to pomyliłam się w kluczowej rzeczy- duże porządki nie oznaczają dużych Świąt. No ok, może moje wnioski były błędne, ale to tylko i wyłącznie wina rodziców. Skoro tak rzadko robią porządne porządki, to niech  się nie dziwią, że ich maleństwo jest zdezel…orie…yyy…, że nie wie co się dzieje!

Zdezorientowany golden

A tak poza tym, to nie do końca im wierzę, że święta jednak nie przyszły. Wiecie czemu? Już wszystko szczekam. Pojechaliśmy do babci i dziadka, których mieszkanko było czyściejsze niż zwykle. W sobotę rozstawialiśmy okropnie duży stół i ustawialiśmy na nim dużo niepotrzebnych rzeczy, zupełnie jak w święta. Potem ustawialiśmy na nim dużo, dużo i więcej jedzenia (jak w święta). Nie było co prawda drzewka z lasu, ale przyszli różni bezsierściowce (więcej niż w święta) i poprzynosili inne roślinki, którymi babcia przyozdobiła mieszkanie. Przynieśli też prezenty. Niestety ja nic nie dostałam (chyba nie byłam wystarczająco grzeczna od ostatniego razu, choć nie przypominam sobie, żeby rodzice mocno na mnie krzyczeli). Ale nie było mi przykro, bo okazało się, że niegrzeczni byli wszyscy oprócz dziadka (czyli byłam w większości) i to on dostał wszystko. Dostał też parę butelek napoju, który pili wszyscy chłopcy (oprócz taty i Harrisa- obaj nie mogli, ale chyba nie z tego samego powodu), raz po raz podnosząc kieliszki i mówiąc: „zdrowie solenizanta„. Nie do końca rozumiem, o co chodzi z tym „solenizantem”, ale to chyba jakiś znajomy dziadka, którego on bardzo lubi, bo za każdym razem uśmiechał się serdecznie. Jeśli więc to nie były święta, to ja nie jestem mała! Zatem to musiały być święta i chyba zgadzacie się ze mną?

W każdym razie- rodzicom nie powiem, że znam prawdę. Widocznie mają powód, żeby wciskać mi kity. A ja, jak widzicie- mam powód, by twierdzić, że są oni okropnie kochani!

24
lut

Golden Retriever przestaje się nudzić

   Posted by: admin

Golden Retriever przestaje się nudzić

No nareszcie! Ileż czasu można było leżeć w dzień przy mamie, w nocy przy tacie i nie robić prawie nic więcej? Ja już nie mogłam… Zaczynałam obmyślać bardzo przebiegły plan  zmiany sytuacji. Jego pierwsza wersja zawierała wepchnięcie w łapkę któregoś z nich zabawki i takie jej przeciągnięcie, żeby rodzic po drugiej stronie wyleciał z łóżka. Plan awaryjny polegał na tak długim lizaniu rodzicowego pyska, żeby nie mieli jak oddychać i musieli się podnieść. Wprawdzie tata wstawał co dzień, ale co z tego, skoro chwilę później wychodził do pracy i tyle go widziałam? Zostawałam sama ze śpiącą, ewentualnie smarkającą i kaszlącą mamą, nie mającą absolutnie żadnej ochoty na brykania, fikania czy choćby całkiem statyczne zabawy… Dobrze, że chociaż na wieczorne spacerki chodziłam z tatusiem, bo inaczej całkiem by mi się kuper zastał.

golden śpi z mamą

Ale wróćmy do tematu.

Kiedy mój plan był już prawie całkiem dopracowany i dogotowany do wprowadzenia w życie, okazało się, że wcale już nie jest potrzebny. Mama wstała z łóżka i zaczęła się nawet całkiem żwawo ruszać po całym domu. Od razu kuper zaczął mi fikać na myśl o wspólnej zabawie! I doczekałam się jej, ale niestety bardzo krótkiej, bo jak się później okazało- czekało nas (mamę i mnie) całe multum roboty! Na początku nie wiedziałam, dlaczego mama to wszystko robi (a ja oczywiście pomagam). Mama zbierała wnętrzności moich zabawek (ja dbałam o to, żeby miała więcej zabawy, cały czas je rozmnażając), ale potem chyba jej się znudziło, bo wzięła jakieś sznurki i takie małe coś i zepsuła nimi wszystkie dziury, którymi te wnętrzności były przeze mnie wyciągane(dziury w trakcie zszywania były dzielne i nie krzyczały) . Potem mama bawiła się odkurzaczem (ja oczywiście, próbowałam uratować wyżej wspomniane wnętrzności przed pożarciem przez bestię). I czyściła mebelki (ja próbowałam łapać szmatkę i wypić wodę, która tak ładnie w misce pachniała). Potem jeszcze wieszałyśmy inne, mokre szmatki na suszarkę, gotowałyśmy tacie zupkę (ja musiałam oczywiście sprawdzać czy wszystkie warzywka są dobre i czy można je dodać) i parę innych rzeczy, których już nawet mój biedny, przepracowany dziś rozumek nie pamięta. Kiedy przepracowało mi się już więcej mnie, niż tylko rozumek- położyłam się na łóżku rodziców i zaczęłam się nad tym wszystkim zastanawiać. Dlaczego my to wszystko robimy?

Golden retriever zamyślony

Myślałam, gryzłam pieska, myślałam, gryzłam ogon, myślałam, gryzłam kość i myślałam i wymyśliłam. IDĄ ŚWIĘTA!!! Teraz jak o tym myślę, to zastanawiam się czemu wcześniej na to nie wpadłam? Przecież to najzupełniej logiczne. Babcie robiły to wszystko właśnie przed świętami! Eh, ja to czasem ciężko kojarzę… Ale nic to. Skoro już wiem, że idą święta, to doprowadziło mnie to do odkrycia pewnych właściwości świąt:

  • Święta nie są jednorazowe. Skoro jedne już przeżyłam, a zbliżają się drugie, to znaczy, że jest ich więcej.
  • Święta pojawiają się w różnych, bliżej nieokreślonych odstępach czasu. Pierwsze święta w moim życiu odbyły się długo po zamieszkaniu u rodziców, a od nich minęło nie dużo czasu. Zatem odstępy między kolejnymi świętami są całkowicie przypadkowe.
  • Święta różnią się między sobą wyglądem domku i domowników. Podczas poprzednich w domku zamieszkało dziwnie ubrane drzewko z lasu,  wszędzie było mnóstwo jedzenia i wielu bezsierściowców. Teraz w domku jest tak jak zawsze, tylko czyściej.
  • Święta mają różne wymagania zakupowe. Przed poprzednimi i rodzice i wszyscy dziadkowie i ciocie i wujkowie ciągle jeździli do sklepów i wracali z wieloma pysznościami. Teraz świąteczne zakupy rodziców nie różnią się zupełnie od tych normalnych, no może jedynie tym, że kupują lekarstwa. Ale to łączyłabym raczej z chorobą mamy, a nie ze zbliżaniem się świąt

Teraz, kiedy już wszystko jest jasne i proste, rozumiem sens tych naszych dzisiejszych prac. I wiecie co Wam powiem? Teraz to już pozostało tylko jedno- być grzeczną (proste, bo przecież zawsze jestem) i czekać na przyjście Mikołaja. Bo chyba w te święta również przyjdzie?