Archive for the ‘Hauchiwum’ Category

9
kwi

Zapachy wiosny

   Posted by: admin

Zapachy wiosny

Wiosna pełną parą wkroczyła w me goldenkowe życie. I muszę przyznać, że to moja najulubieńsza pora roku. Wszystko jest takie oświetlone (bo słoneczko mocno świeci) i zapachnione. Pachną kwiatki, pachną kałuże, inaczej pachnie tata jak wraca z pracy i mama po sprzątaniu, no i nawet pieski inaczej pachną. Chłonę wszystkie te różności z zaciekawieniem i zastanawiam się skąd to wszystko się bierze, bo jest bardzo dziwne, że z nastaniem wiosny zrobiło się tak zapachowo! A że jestem bardzo mądrym pieskiem, roztajemniczenie tej tajemnicy nie zajęło mi dużo czasu.

golden retriever portret

Szybko domyśliłam się, że zapachy to tak naprawdę małe istotki, które przez większość zimy spały, a wraz z wiosną obudziły się do życia. To coś takiego jak niedźwiedzie i ich zimowy sen. Zastanawiam się tylko, dlaczego ich obecność była aż tak zamaskowana. Nie słyszałam zupełnie jak chrapały, a przecież wszyscy chrapią- wiem to, bo słyszałam chrapanie taty i mamy (choć ona twierdzi, że nie chrapie…) i dziadka i babci (która twierdzi, że tylko czasem jej się to zdarza…) i wszystkich innych bezsierściowców, którzy ze mną spali. A te istotki spały w zupełnej ciszy. Pewnie miały idealnie proste przegródki w nosie, które tata ma krzywe i dlatego chrapie. A przynajmniej on twierdzi, że to właśnie dlatego. Mi to się wydaje ściemą, bo mój nosek jest zupełnie prosty, a też chrapię. Yyyy…to znaczy ja nie chrapię, jestem na to za ładniutka, to mama chrapie i zwala na mnie… No dobra, dobra- nie będę już oszukiwać- to ja chrapię i zwalam na mamę, choć rodzice doskonale wiedzą, że chrapiemy obie. Ale co z tego, skoro jesteśmy zagłuszane przez tatę?

golden retriever mokry

W każdym razie- te istotki się przebudziły i rozpachniły cały świat. A wraz z tym każdy spacer jest coraz większą przygodą. Czasem te przygody są bardzo miłe, jak wtedy, gdy jedna z tych istot weszła do kałuży i dzięki temu nie dość, że zyskałam przyjemny chłodek po wejściu do niej, to jeszcze przyczepił się do mnie cudny zapaszek. Mamie się nie spodobał i mnie odzapachniła po powrocie do domu, ale co powąchałam to już moje, prawda? Czasem też się zdarzają gorsze przygody… Ostatnio któraś z tych istot zrobiła sobie głupi żart i spowodowała, że pewien facet zaczął się dziwnie zachowywać w stosunku do mnie. Skąd wiem, że to przez nią? Stąd, że najpierw ten koleś mnie powąchał (zgodnie z etykietą- zaczął od buzi, potem rączki, potem dalej) a potem ta istota musiała mu coś powiedzieć, bo wziął sobie za punkt honoru, by… yyy… no właśnie- nie wiem co chciał zrobić! Chodził za mną cały czas i jak tylko się obróciłam to chwytał mnie w pasie i zaczynał robić ze swoim kuperkiem coś dziwnego. Na początku nic nie robiłam, bo nie wiedziałam zupełnie o co mu chodzi. Ale potem moja mama, zdecydowanie niezadowolona z jego poczynań, zaczęła go odganiać, więc i ja zaczęłam to robić. Ponieważ jednak on był bardzo nachalny musiałyśmy się stamtąd ewakuować. W drodze do domu pytałam mamę o co chodziło temu chłopcu, a ona rzekła, że to nie „chłopiec” tylko „skręceniec„, „zabłądzeniec” czy jakoś tak i że jestem za młoda, żeby mi to tłumaczyć. Skoro więc jestem za młoda, a ta istota zapachowa i tak sprawiła, że robił co robił, to znaczy, że jest ona złą istotą.

Jaki z tego morał? Uważajcie kto się was czepia i pamiętajcie, że nie każdego polecenia należy słuchać. Wzięłam sobie tą radę do serca i jak mama powiedziała: „błagam, nie wchodź do tej kałuży”- weszłam. Jej mina nie świadczyła o słuszności tego morału, ale moje zadowolenie- jak najbardziej!

2
kwi

Druga wiosna goldenkowego żywota

   Posted by: admin

Druga wiosna goldenkowego żywota

Kochani moi- przyszła wiosna! Poprzedniej wiosny niezbyt pamiętam, gdyż rok temu o tej porze dopiero zaczynałam otwierać moje przepiękne oczęta i widziałam jedynie moją psią mamę i kuperki mojego rodzeństwa, które niestety również bardzo słabo pamiętam. W tym roku obserwuję jak cały świat coraz bardziej upodabnia się do mnie (czyli pięknieje) i raduje się z coraz dłuższego codziennego pobytu słoneczka wśród nas. Ja również bardzo się z tego faktu cieszę, bo kocham słoneczko, a dodatkowo, jego coraz dłuższa dzienna bytność wiąże się z szeregiem korzyści dla mnie:

1. Im wcześniej słoneczko wstanie i zrobi jasność za oknem, tym szybciej będę mogła wskoczyć na legowisko rodziców i dłużej leżeć pomiędzy nimi.
2. Im później słoneczko zachodzi, tym częściej tata chodzi z nami na spacery. A ja bardzo lubię jak tata chodzi z nami na spacery, bo wówczas mama jest zajęta rozmową z nim i na pewno nie zauważa jak ciągnę smycz (choć z jakiś nieznanych mi powodów, co chwila się zatrzymuje i rusza dopiero jak podejdę blisko nich). Jak idziemy same to nawet nie próbuję tego robić, bo na pewno zauważy i wyjdę na niegrzeczną dziewczynkę.
3. Im dłużej jest jasno, tym więcej czasu spędzamy na zewnątrz domku. Jest tak zapewne dlatego, że im więcej słoneczka, tym jest cieplej i rodzicom mniej potrzebna jest sierść do ogrzania, której przecież, jako zwierzątka lekko ułomne, nie posiadają. Większa ciepłota podwórza mi troszkę mniej pasuje, ale na szczęście pomoc w ochłodzeniu zapewniają przemiłe, błotniste kałuże.

Ponieważ coraz więcej czasu spędzamy poza domkiem rodzicom chyba zaczyna się nudzić. I zamiast pobiegać ze mną i innymi pieskami, potarmosić się po karkach, pokopać dołki czy choćby zagrać w „łap patyk” czy „gdzie jest patyk”, oni wymyślają mniej lub bardziej niemądre zabawy. Ostatnio wymyślili grę „łap żarcie”. W sumie nie powinnam się czepiać, bo oni mają z tego radochę, jak rzucają mi przysmaki, a ja je łapię w locie, ja natomiast mam często pyszności na języczku. Wydaje mi się jednak, że jedzonko powinno się bardziej szanować, szczególnie w dobie krezusu gospodarowego (ostatnio dużo czytam i wiem, że bezsierściowcom jest ciężko…)

Glolden Retriever łapie smakołyk

Następna zabawa wymyślona przez tatę bardziej mi się podoba. Tata kupił mi nową piłkę, tak dużą, że większej chyba jeszcze nie widziałam. Jednak mogę się nią bawić tylko wtedy, gdy pozwolę tacie przyłączyć się do tej zabawy. Więc pozwalam. Tata odbija tą piłkę od ziemi, a ja próbuję mu ją odebrać. Gdy mi się uda, to ja turlam ją po podłożu, a zabrać ją próbuje tata. I tak w kółko, póki mi się nie znudzi, albo nie przyjdzie piesek, z którym zabawa jest o wiele ciekawsza niż z tatą czy mamą.

Golden Retriever na koszu

A jak jesteśmy przy pieskach to muszę Wam opowiedzieć straszną historię. Ostatnio, jak byliśmy na spacerze na Błoniach, poznałam bardzo biednego, pokrzywdzonego przez los psa. Tak, ja wiem, że różne rasy piesków bardzo różnie wyglądają, ale tak zmutowanego Yorka jak żyję nie widziałam. Biedak nie miał noska, przez co ciężko sapał i charczał. A może miał nosek, tylko ta nadprogramowa, zwisająca skóra go skutecznie przesłaniała? Do tego ciężko mu było biegać, bo miał za małe łapki w stosunku do rozrośniętego brzuszka i kuperka. I żeby tego było mało- nie urósł mu ogonek! Biedactwo nawet nie ma się czym cieszyć...Szkoda mi go bardzo, ale pod tą schorowaną warstwą wierzchnią na pewno kryje się wspaniałe wnętrze

Buldożek