Archive for the ‘Hauchiwum’ Category

11
lis

Mój raj

   Posted by: admin

Mój raj

Złe czasy nastały, moi mili… Jestem zdezorientowana, niespokojna i smutna. A wszystko to za sprawą tego, iż w niedzielę dowiedziałam się, że nadszedł czas wyprowadzki z babcinego mieszkanka. Będę miała nowy domek już niedługo. A ja kompletnie nie wiem z czego tu się cieszyć?… Nowy domek jest mniejszy niż ten babciny, a w dodatku nie ma tam żadnych rzeczy. Naprawdę. Jest kompletnie pusty. Wprawdzie rodzice mówią, że mam się nie martwić, bo zanim tam zamieszkamy już wszystko będzie na swoim miejscu, ale niby skąd miałoby się tam to wszystko wziąć, skoro teraz tego nie ma? Jestem na tyle duża, że wiem o niemożliwości cudownego zmaterializowania się przedmiotów w miejscu gdzie ich nie było. Więc po co rodzice kłamią? Dodatkowo ciągle wychodzą gdzieś beze mnie, wciskając mi kit, że to niby do nowego mieszkanka idą… Skąd wiem, że to kit? Bo po co niby mieliby tam chodzić, skoro nic tam nie ma? Ani kanapy do wylegiwania się (a mama ostatnio nie przebywa w miejscach, gdzie nie może się do woli wylegiwać), ani komputerka (a tata bez niego żyć nie może), ani żarełka (bez którego nie wytrzyma żaden członek naszej małej rodzinki), ani nawet żadnego miejsca, gdzie owo żarełko mogłoby być przechowywane. Boję się, że któregoś dnia wyjdą i już po mnie nie wrócą…

Eh- moje życie jest bardzo ciężkie. Na szczęście mogę liczyć na głaskania, tulenia i inne okazy miłości ze strony otaczających mnie małych bezsierściowców. Pochwalę się Wam rysunkiem, który jeden z nich wykonał specjalnie dla mnie. Przyjrzyjcie się uważnie, bo warto!

Golden Retriever rysunek Natalki

Kliknij, aby powiększyć

Warto byłoby Wam podpowiedzieć, co to jest… To jest mój raj. Z prawej na dole na przykład jest dywan w kształcie kota. Nad nim jest moja kanapa- podpisana i zdobiona. Obok kanapy jestem ja (tylko w rzeczywistości mam ładniejszy blond kuper, ale ogólnie rysunek podobny). Po mojej lewej jest pełno żarełka dla mnie. Na górze rysunku jest jedyny w swoim rodzaju puchar, a bardziej z lewej u góry okno z widokiem na palmy (które mogłabym rozmnażać). I tak dalej.

P.S. Mogłam coś pokręcić, bo nie rozróżniam stron… no co? Kobietą jestem…



5
lis

Kto daje i odbiera…

   Posted by: admin

Kto daje i odbiera…

Jako, że jestem już dużą dziewczynką i wiem dużo o otaczającym mnie świecie, zdaję sobie sprawę z faktu, że kiedyś będę musiała go opuścić. Myślicie pewnie, że tak jak każdy Golden Retriever, będę chciała znaleźć się w niebie, gdzie będę mogła podgryzać chmurki, hasać z bezsierściowymi i sierściastymi aniołkami, kraść im harfy i robić inne rzeczy, które powinny mi sprawiać radość. Tymczasem nic bardziej mylnego. Ja nie chcę do nieba! Niebo jest be. Niebo daje i odbiera. Niebo zupełnie nie liczy się z pieskami…

Wczoraj było tak cudownie! Od popołudnia niebo siusiało śniegiem, a cudowny wiaterek zawiewał go wszędzie, gdzie zawiać dał radę. Świat szybko się zabielił, a mój kuper zaweselił. Chciałam wyjść z domku już teraz, zaraz, natychmiast, ale moje prośby nie odnosiły zamierzonego skutku przez długi czas. A to za sprawą mylnego pojęcia mamy, że poza domkiem jest wyjątkowo okropnie i paskudnie, a wystawienie nosa poza jego bezpieczne mury z miejsca spowoduje odmrożenie wyżej wymienionego, plus parę złamań spowodowanych spotkaniem z podłożem na skutek śliskości tego ostatniego. Byłam więc zmuszona poczekać do normalnej pory spacerkowej, a dzielący mnie od niej czas postanowiłam spędzić na fochowaniu się na mamę, oraz obserwowaniu świata przez drzwi balkonowe. W końcu doczekałam się i mogłam spędzić naprawdę cudowne chwile wśród białego puchu. Harcom nie było końca. Śnieg oblepił całe me ciałko, wchodził do uszu, nosa, pyszczka, a nawet tam, gdzie wchodzić chyba nie powinien. I nie przeszkadzało mi to absolutnie! Jednak- jak wiadomo- co dobre, szybko się kończy i musiałam wrócić do domku na noc.

Dziś obudziłam się wczesnym rankiem (gdyby nie ten cudowny śnieg, to nikt nie byłby w stanie zrzucić mnie z wyrka przed 10, taka to barbarzyńska pora…) i od razu wzięłam się za budzenie mamy, która też uważała, że to barbarzyńska pora. Dopiero udanie problemów żołądkowych i konieczności jego opróżnienia (eh- ten mój kunszt aktorski) zaskutkowało jej wytoczeniem się spod kołdry i próbami szybkiego ubrania się. Okazało się to jednak bardzo wolne, bo jak wiecie mama nie jest ostatnio w pełni sprawna, ale przecież liczą się chęci… W końcu znalazłyśmy się na dworze. A tam- szok. Po szoknięciu zaczęłam się strasznie denerwować. A potem to już było mi wszystko jedno… Zrezygnowana i smutna tak, że nawet siusiu mi się odechciało– rozejrzałam się dookoła jeszcze raz. I nic. Po wczorajszym śniegu nie został najmniejszy ślad… Niebo zabrało całe swoje śnieżne siuśki z powrotem do góry. I to zupełnie podstępnie, kiedy jeszcze wszystkie Goldenki spały i nie mogły zainterweniować… W związku z tym obraziłam się na niebo. I nie chcę mieć z nim nic wspólnego!!!