Archive for the ‘Hauchiwum’ Category

15
lut

Nowe obowiązki

   Posted by: admin

Nowe obowiązki

Czuję się ostatnio totalnie przeobowiązkowana. Nie dość, że muszę wykonywać moje normalne, codzienne powinności, takie jak wyciąganie rodziców (teraz głównie taty, choć mama też coraz częściej wychodzi) na spacer, wtykanie im zabawek do łap, żebranie o jedzenie i spanie, to teraz jeszcze doszły mi nowe obowiązki.

Przede wszystkim odwiedza nas teraz sporo gości, a że mama ma często łapki zajęte krewetką, to ja muszę się nimi zająć. Kawy co prawda im nie zaparzę, ale jestem wprost nieoceniona w zabawianiu ich. Z jednej strony jestem trochę zazdrosna, bo przychodzą podziwiać krewetkę, a nie mnie. Jednak poczucie dobrze spełnianego obowiązku sprawia, że czuję się ważna i potrzebna, więc zazdrość odrobinę przechodzi. Z resztą- o co tu być zazdrosną? Krewetka nie potrafi przeskoczyć płotu (w ogóle mało się rusza), ani wyżebrać jedzonka (jak na razie nic nie je, tylko wysysa coś z mamy, ale o tym już pisałam), ani rozmnożyć zabawki (prawie nie zwraca na nie uwagi, choć jej zabawki są bardzo ciekawe i żeby nie było im przykro, to czasem ja zabieram się za ich rozmnażanie. Oczywiście tylko wtedy, kiedy chwilowo nie mam żadnego obowiązku do wypełnienia…). A skoro ja potrafię więcej, to nie mam jej czego zazdrościć. No może tylko czasu, jaki spędza ona z mamą, zabierając go mi…

Oprócz tego- to do mnie należy obrona krewetki przed światem. Jak płacze, a nie ma przy niej żadnego rodzica- muszę wołać mamę. Jak płacze na rękach innych niż rodzice bezsierściowców- muszę sprawić, by wróciła do łapek rodziców. Najczęściej wystarczy poskakać na nich, aby czym prędzej oddali krewetkę. Kiedy ktoś obcy nachyla się nad nią (jak ostatnio śmiała to uczynić pani od środowiska, czy jakoś tak), muszę znaleźć się pomiędzy nimi, żeby w razie czego to mi się oberwało, a nie tej bezbronnej istotce. Muszę też uważać, gdy w pobliżu jest Luna czy Harris. Bo oni koniecznie by chcieli się z krewetką pobawić. Ale hola hola! To moja krewetka! I wara od niej! Odganiam więc ich- niech poproszą swoich rodziców o własne krewetki!

A wiecie co mnie za to wszystko spotyka? Całkowita niewdzięczność! Rodzice odganiają mnie gdy odgradzam pędraka od potencjalnego zagrożenia, głaskając mnie po kuprze uspokajająco, jakby moja interwencja w ogóle nie była konieczna… A krewetka? Niewdzięcznica jedna! Podczas wspólnego odpoczynku, gdy leżałam w niewygodzie i grzałam ją własnym, niezwykle zgrabnym ciałem– ona wyciągnęła jedno z odnóży, złapała mą jedwabistą sierść z okolic kupra i energicznym ruchem wyrwała wszystko, co zmieściło się w jej łapce. O zgrozo- jak ja teraz się na podwórku pokażę? Z taką łysiną na kuprze… Mama twierdzi, że przesadzam, bo nic nie widać i mój kuper na pewno na tym nie ucierpiał… No może on nie. A moja urażona godność???

Ehhh…

8
lut

Lajf is brutal

   Posted by: admin

Lajf is brutal

Odkąd w moim życiu pojawiła się krewetka, zauważyłam w końcu to, co tatuś próbował mi wpoić od szczeniaka. To znaczy od kiedy ja byłam szczeniakiem, a nie on. Bo on to ponoć cały czas jeszcze ma szczeniackie zagrania (jak twierdzi mamusia), choć jest już dość wiekowy. W każdym razie- zrozumiałam, że życie nie jest sprawiedliwe, lub też, że jest ono „brutal end ful of zasadzkas”. A to wszystko przez to, że jej wolno więcej ode mnie… Krewetce znaczy się.

Różnice są widoczne już od samego rana- ona sobie śpi z mamusią tak długo, jak chce. Nawet jak mama obudzi się wcześniej to leży z nią grzecznie, bo krewetka musi się wyspać. A ja jestem brutalnie zrzucana z wyrka wczesnym świtem i wyciągana przez ojca na dwór. Krewetka je kiedy chce i ile chce. Ja- co sobie znajdę jakiś smakowity kąsek na dworze to jest mi on odbierany, ze słowami: „zostaw to świństwo, bo Cię brzuch rozboli i będziesz mieć… no… to rzadsze…”. A co do brzuszka właśnie- jak mnie boli, to dostaję dwa głaski w kuper, tabletkę do buźki i tyle. Jak boli coś krewetkę, to jest noszona i przytulana cały czas, mimo iż drze ryja niemiłosiernie i każdy ma ochotę wystawić ją za drzwi. A przynajmniej ja mam taką ochotę, bo spać nie daje, a przecież wiem, że będę zrzucona z wyrka bladym świtem… I gdzie tu sprawiedliwość?

Czasem chciałabym, żeby wskoczyła z powrotem do maminego brzucha i wszystko wróciło do dawnego porządku. Choć z drugiej strony przyzwyczaiłam się do tej małej istoty i pokochałam jak nowego członka stada, którym przecież jest. Trochę irytującego- to prawda- ale jednak członka stada. Wiem już, że jak jest na łóżku, to trzeba tam ostrożnie wskakiwać. Wiem, że jak płacze, a mama jest w kuchni czy łazience- trzeba szybko iść i powiedzieć jej o tym. Wiem też, że hałasującymi zabawkami mogę się bawić tylko jak mała ma otwarte oczy. A te ma piękne- szczególnie jak patrzy na mą buźkę z odległości nie większej niż mój nosek.

Muszę przyznać, że z wielką niecierpliwością czekam, aż zacznie robić coś więcej poza spaniem, jedzeniem i płaczem (już powoli zaczyna tak śmiesznie machać odnóżami i rozglądać się za źródłem hałasu, którym często jestem ja) i zacznie się ze mną bawić. Tak jak obiecali mi to rodzice. A na razie zaczepiam ich jak mogę, choć mają teraz dla mnie mniej czasu. Przez krewetkę oczywiście, bo lajf is brutal…