Ratujcie patyki
Pogoda nie rozpieszcza w tym roku. Przynajmniej bezsierściowców. Dzisiaj był pierwszy prawdziwie piękny dzień. Słoneczko, ptaszki i te sprawy. Fajnie? Tak. Gdyby nie fakt, że każdy uświadomił sobie, jak długo było brzydko. To trochę psuło nastroje.
No ale nieważne. Byłam dzisiaj na plaży. Kąpałam się, pływałam, ratowałam patyki. Ja naprawdę nie wiem, czemu moi rodzice mają wielką żądzę mordu tych biednych patyczków. Nie dość, że najpierw musiały oderwać się od matki i spadły na ziemię, to później jeszcze zostają wrzucone do wody, zamiast sobie spokojnie odpoczywać. Najgorsze, że jest ich sto pięćdziesiąt siedemdziesiąt!
To jest tak, że tata (albo mama) znajdują patyczka i, jak już wiecie, wrzucają go do wody. Ja za nim płynę, ratuję i kładę w bezpiecznym miejscu. Tata w tym czasie rzuca kolejny i tak w kółko. Tylko że w pewnym momencie robi się rzecz niesłychana. Z mojego bezpiecznego miejsca znikają patyki! Po prostu chyba uciekają. Ja przynoszę i jest o jednego mniej, tata w tym czasie rzuca kolejny. Wracam- o jeden mniej… Nie wiem, nie wiem, nie wiem.
Napływałam się w każdym razie za wszystkie czasy. Mam nadzieję, że jutro też pójdziemy.
3 szczeknięć jak na razie
Szczeknij do mnie!