Golden Retriever nad morzem
Wczoraj poznałam zupełnie nowe miejsce.
Jest tam dużo wody (zimnej), dużo piasku (ciepłego), dużo wiatru (zimny) i dużo ludzi (bardzo mili). A i dużo ciekawych rzeczy do podgryzania (patyczki, kamyczki,muszelki, a i piasek smakował wyśmienicie). Podobało mi się bardzo, bo było tam tak dużo miejsca do biegania! I musiałam się starać, bo Państwo zabrali do czerwonego potwora jeszcze dwoje ludzi (w tym Panią Fox’a, szkoda że Fox’a nie wzięła…) i z każdym musiałam się pobawić, żeby nie było im smutno. W dodatku musiałam pilnować ich cały czas, bo raz siedzieli ze mną spokojnie na piasku (tzn. oni spokojnie, bo ja właśnie kopałam dołki, żeby ich czymś zainteresować), to znów biegli w stronę wody, to z kolei ( w szczególności moja Pani i Pani Fox’a) uciekały pod górę i chowały się przede mną w krzaczkach. Bałam się, że w końcu się zagubią. A kto by mi wtedy jedzonko dawał? Kogo bym z rana lizała po buziach, a wieczorem przynosiła zabawki?
Biegałam więc za nimi i w tych krzaczkach dokonałam ciekawego odkrycia! Wiecie, że jak nie jest się w domu, a Pani zachce się siusiu to robi tak jak ja? Yyyy… no prawie, bo tak śmiesznie nie używa przednich łapek, tylko stara się utrzymać równowagę na tylnych… Po dłuższych namysłach stwierdziłam, że nie będę tego próbować. To jakieś karkołomne sztuczki, a ja nie chcę sobie nic połamać. Jak bym wtedy z Foxem biegała?
Ale wracając do tematu, po tych ciężkich zadaniach jak zwykle zasnęłam. Państwo śmiali się ze mnie potem, że nie reagowałam na nic i zrobili mi istną zieloną szkołę, co ponoć jest na zdjęciach. Nie rozumiem wprawdzie co to znaczy, ale skoro sprawiło im przyjemność, to ja też się cieszę.

Kiedy już wróciliśmy do domu ja byłam całkiem wypoczęta, natomiast moi Państwo wyglądali na całkiem zmęczonych. Próbowałam ich jakoś rozruszać, ale nie reagowali na próby podgryzania i zabawek też nie chcieli brać do pysków. Mówili coś, żebym dała im na chwilę spokój. I wiecie co? Biegałam od pokoju do kuchni, łazienki i z powrotem i nie znalazłam tego „spokoju”, żeby móc im go przynieść. Prawdę mówiąc nawet nie wiedziałam czego szukać, ale bardzo chciałam ich uszczęśliwić. I chyba mi się udało, pomimo tego, że nie znalazłam „spokoju”, bo mnie wygłaskali i wycałowali jak już do nich przybiegłam po długich poszukiwaniach…
Szczeknij do mnie!