Kto włączył ogrzewanie?
Niebo w końcu przestało siusiać i już zaczynałam cieszyć się z długaśnych spacerków i wesołych połąkowych fików, kiedy jakiś niemądry bezsierściowiec podkręcił zbytnio ogrzewanie na podwórku, przez co dłuższy pobyt tam graniczy teraz z cudem. Dodatkowo grozi odwodnieniem goldenkowego kupra (i całego goldenka), a także poparzeniem przepięknych, pachnących uraczą wonią łapeczek. Bo każda goldenkowa łapeczka wonieje przecież wczesnowiosenną, nie całkiem świeżą trawą, mułem z długowiecznych kałuż i innymi wspaniałościami. Ale nie o tym miałam pisać.
Na dworze jest upalnie, zatem przebywamy na nim krótko, trochę dłużej jak słoneczko już pójdzie spać. Ale nawet wówczas jest parno i duszno, ciężko się oddycha i ciężko przekłada łapki, aby posuwać się dalej. Czuję się przez to zupełnie niegoldenkowo, bo jestem teraz wybrakowana. Zgubiłam gdzieś moją energię, choć szukam jej i dyszę i dmucham zupełnie jak to wielkie żelastwo, które do poruszania się potrzebuje dwóch bardzo długich kijków, bo bez nich nie wie gdzie ma jechać. Jedynym pocieszeniem jest fakt, że rodzice też są całkowicie wybrakowani i dyszą i dmuchają nie gorzej ode mnie, a cały wolny czas spędzają na swoim posłaniu, bądź w wannie. A co do wanny właśnie- odkryłam ostatnio jak wspaniałym jest ona przyjacielem.
Po powrocie z ostatniego dziennego hasania było mi przegorąco. Ledwo miałam siły na przemieszczenie się z czerwonego potwora, który stał się ciemny, do domu, choć prawie odpuściłam sobie hasanie. Wtedy mama zawołała mnie do łazienki i kazała wejść do wanny. Początkowo zdziwiłam się ogromnie, bo nie miałam na sobie ani odrobiny pospacernego błotka, ale jako grzeczna dziewczynka postanowiłam posłuchać niezrozumiałego polecenia. I wtedy, po wejściu do wanny, polecenie się zrozumieniło. Jej brzegi dawały cudowny chłodek mojemu ciałku, a wylatująca z wannowego kija woda, oprócz tej samej właściwości, dodatkowo gasiła me goldeno-smocze pragnienie. Poczułam się cudownie i nie miałam już ochoty stamtąd wychodzić. Rodzice rozumieli mnie całkowicie i wcale nie poganiali, tylko tata coś tam mruczał, że on też chce do wanny. Musiał wiedzieć że jest mi cudownie i chciał dołączyć, żeby było mi jeszcze lepiej. Kochany tata!
Szczeknij do mnie!