Golden Retriever pierwszy dzień w nowym domu
No więc siedzę sobie spokojnie w domku z Panią, która opiekowała się mną od kiedy jestem na tym świecie, a tu nagle wynoszą mnie na dwór! Pogoda jest ładna i wszystko tak ślicznie wygląda. Ale co to? Jacyś ludzie mi się przyglądają i z łapami do mojej sierści!
Okazali się jednak bardzo mili- pobiegali ze mną na dworze, pozwoliłam im się parę razy dogonić, aby się cieszyli. Jak już się zmęczyłam i chciałam iść do domku ,to wzięli mnie na ręce i zanieśli do takiej dużej czerwonej klatki. Po chwili zaczęła ona wydawać dziwne odgłosy, strasznie się trząść, a obraz za szybą strasznie szybko się zmieniał. Później wyciągnęli mnie z tego i zanieśli do mieszkania. Ale to nie było moje mieszkanie! Nie było mamy, ani sióstr i braci… Zanieśli mnie do takiego… czegoś. Miało dziwny kolor- trochę jak trawa. Położyli mnie i powiedzieli, że to jest moje posłanie. Oczywiście uciekłam stamtąd, bo chciałam poszukać rodziny. Obeszłam całe mieszkanie a ich nie było niestety.
Wróciłam więc i na złość tym ludziom położyłam się obok posłania. Niech mają. Po obudzeniu jednak pomyślałam, że jak się z nimi pobawię i będę miła, to znowu zobaczę mamę. Okazali się nie być tacy źli jak sądziłam. Dalej niestety nie pamiętam, bo zasnęłam…
Tutaj są zdjęcia z czasu, kiedy jeszcze nie zasnęłam:
Szczeknij do mnie!